na stos rzuciliśmy
nasz życia los,
na stos, na stos
Tak śpiewali 95 lat temu a my ? co my śpiewamy ?
Ja śpiewam
Ojczyznę WOLNĄ pobłogosław Panie pod pomnikiem Kardynała Wyszyńskiego i odmawiam z Prezydentem Ojcze Nasz, w intencji Ojczyzny. Śpiewam Rotę pod pomnikiem Wincentego Witosa, składam kwiaty pod pomnikami Grota Roweckiego i Ignacego Paderewskiego a pod pomnikiem Romana Dmowskiego śpiewam Pieśń Konfederatów Barskich.. Razem dla Niepodległej staję z Prezydentem i premierami pod pomnikiem Marszałka.
I przypinam biało-czerwoną kokardę
Dzisiaj nie muszę walczyć z wrogiem, bo go nie ma.
Dzisiaj walczę z czasem i głupotą i jak ta mrówa pracuję by jak najwięcej tego naszego dziedzictwa ocalić. Dzisiaj cieszę się, jak powstają nowe przedszkola, które wyszły spod mojej ręki, jadę zaprojektowana przez siebie ulicą, idę do apteki nad którą spoooro się namęczyłam a stojąc w kolejce przed, okienkiem bankowym, myślę sobie oj, zęby sobie prawie połamałam na projektowaniu skarbca. Pamiętam świat mojej młodości szary, bezbarwny, domy tylko na szaro i beżowo, odpowiednia ilość metrów na osobę ani centymetra w bok. A teraz – miasta rozkwitły
i rozbłysły, jak wyciągam stare zdjęcia, które robiłam przed projektami, to nie chce mi się wierzyć.
Czy my wszyscy to widzimy ? – nie
Czy my wszyscy za to dziękujemy ? – nie
*
Agnieszka była sierotą, rodziców i krewnych zabrała epidemia została tylko ta mała dziewczynka. Wzięli ją na wychowanie dobrzy ludzie. Nauczyciele. Kochali jak własną córkę i jak własnej córce wszczepiali miłość do Ojczyzny. Agnieszka wyrosła na piękną pannę i jak to z pannami zakochała się po uszy w pewnym przystojnym muzyku. Muzyk miał piękne dłonie i był bardzo wrażliwy. Niestety, jak często bywało, padł ofiarą zdradliwej choroby, nazywali ją wtedy galopującymi suchotami. Agnieszka oczy wypłakała, codziennie biegała na cmentarz. Długo to trwało. Po jakimś czasie zauważyła przy pobliskim grobie żołnierza. Przychodził i milczał. Długo przychodził i długo milczał. Kiedy wreszcie się odezwał poprosił Agnieszkę o rękę. Miał na imię Jan. To byli rodzice mojego Dziadzia czyli moi pradziadkowie. Jan był ewangelikiem był tak zakochany , że dla Agnieszki zmienił wiarę. To Agnieszka chociaż wyszła za mąż z rozsądku, nadawała ton w domu, to ona przelewała na dzieci i wiarę i gorący patriotyzm wyniesione ze swojego domu.
Agnieszka i Jan doczekali się trzynaściorga dzieci. Niestety, przeżyło tylko pięcioro, dwie córki i trzech synów. W czasie epidemii szkarlatyny było tak, że wracali z pogrzebu jednego dziecka a następne dziecko leżało już w łóżku.
Najpiękniejsze miała Agnieszka oczy.
Były błękitne i bardzo głęboko osadzone. Te oczy nigdy się nie śmiały. Przyszedł czas kiedy matki śpiewały synom "na stos" a ona miała aż trzech synów ... ech - pierwszy, Romuald miał w 1918 roku 22 lata, poszedł do polskiego wojska, To samo zrobił drugi syn Leopold, trzeci, Tadeusz, trochę musiał poczekać i też poszedł.
Romuald, czyli Romek - rok 1918
O Romku, moim ukochanym Dziadziu opowiadałam już wiele razy.To On był moim pierwszym nauczycielem, to On opowiadał mi o naszej historii, o wojnach, o zaborach, o bohaterstwie, o
honorze, a ja chłonęłam jak gąbka. Bóg Honor i Ojczyzna - Jego świat
To legitymacje wojennej odznaki Romka, w tych czasach Romuald był saperem, walczył o wolność pod generałem
Szeptyckim.
A to drugi syn, Leopold, zwany zdrobniale Bolkiem.
Bolek był Legionistą. Dzisiaj o nim właśnie opowiem. Nazywałam Go wujciem Bolkiem, chociaż nie jest to mój wujek tylko
cioteczny dziadek.To był mój bardzo ukochany wujek, zastępował mi Dziadzia przez wiele, wiele
lat. Bolek nie miał własnych dzieci, jego piękna, młodziutka,
dziewiętnastoletnia żona Gienia zmarła przy porodzie pierwszego syna. Syn
zresztą też zaraz zmarł. Wujek strasznie rozpaczał nie chciał żadnej innej, ożenił się bardzo późno, dopiero po drugiej wojnie. Tak więc moja Mamusia
Danusia stała się dla niego jak ukochana córka a ja, jak wnuczka. To On po
śmierci mojego Dziadzia uczył mnie historii, uczył na własnym przykładzie.
Bolek z kolegami
Wolność nadeszła gdy Bolek miał osiemnaście lat. Wstąpił do Legionów, w
Trzeciej Brygadzie, walczył pod generałem Hallerem.
.
Historia Bolka jest tak barwna , że wystarczyłaby na książkę.
Chłonęłam jego
opowieści, zwłaszcza te z drugiej wojny. Przeszedł z armią pół świata.
Tak wyglądał w 1938 roku
Walczył
pod Monte Cassino, pod Tobrukiem, wyzwalał Asyż i Palestynę. Widziałam na
własne oczy zasuszone czerwone maki i różę z Ogrodu Świętego Franciszka, a
medale wojenne śpią sobie w mojej kasetce i czekają na przyszłe pokolenia. Wujek zostawił nam swoje pamiątki, zaświadczenie o tym gdzie walczył,
przetłumaczone na język polski, mówi tak wiele. Wystarczy przeczytać pożółkły
papier.
Na odwrocie dedykacja dla Danusi.
.
Zawsze wzruszam się czytając te słowa, pamiętam jak je pisał.
A to medale i odznaczenia. Czasem otwieram kasetkę, wyciągam i delikatnie
dotykam chłodnego metalu. Tyle w nich bohaterstwa odwagi i cierpienia. Straszna jest wojna a chwała wojenna okupiona krwią.
Nie wszystkie się zachowały, sfotografowałam te, które mam.
tego opisywać nie trzeba – to za Monte Cassino …
.
te dwie odznaki to Tobruk
Trzecia Dywizja Strzelców Karpackich.
brązowy Medal Pielgrzyma - Jerozolima
.
i jeszcze brązowy medal za obronę
Nie tylko wojenne historie nas łączyły. Wujek Bolek przepięknie malował. Był kiedyś na Kresach taki malarz Kratochwil, to on uczył Bolka malować, nawet
się przyjaźnili. Pamiętam piękne obrazy wiszące w domu wujka, kiedy się
zachwycałam i zawstydzona pokazywałam swoje, mówił – wiesz dziecko, ja potrafię
doskonale kopiować wielkich mistrzów, ale to są kopie, tylko kopie, a malarz
musi mieć to coś własnego, indywidualnego, ty to masz. Byłam okropnie dumna, że
mam, chociaż w życiu nie namalowałabym czegoś tak fantastycznego jak On. Lubił mnie. Kiedy byłam dziewczynką, jak wnuczkę, przestrzegał – uważaj,
mężczyźni to dranie … ale uśmiechał się tak dobrodusznie że w drani jakoś
uwierzyć nie mogłam, ani rusz.
.
Bolek w rzędzie na górze, na wielbłądzie (tam gdzie zaznaczył krzyżyk).
I jeszcze coś pamiętam. To coś trochę niezwykłego. W czasie wojny
wujek Bolek zaprzyjaźnił się z kilkoma Hindusami , od nich nauczył się
hipnotyzować. Niesamowite !!! … widziałam. Obiecał nawet, że mnie nauczy ale jak
to w życiu bywa – nie zdążył. Mówił, żebym nikomu nie dała się zahipnotyzować,
bo jestem doskonałym medium. Ponoć hipnotyzer ma potem nad medium władzę. Nie
uwierzyłabym, gdybym sama nie brała udziału, no nie w seansie hipnotycznym tylko
w innym doświadczeniu.
Siedzieliśmy u nas w domu, w dużym pokoju i rozmawialiśmy sobie o zjawiskach
paranormalnych … ja oczywiście nie mogłam uwierzyć więc Bolek wziął ze stołu
szpilkę, która tam nie wiem po co leżała, wręczył mi tę szpilkę i powiedział –
wyjdź do innego pokoju i schowaj. Wyszłam, wszyscy zostali. Szpilkę wsadziłam
pod adapter i wróciłam. Potem położył moją prawą rękę na swoim lewym ramieniu i
kazał mi myślą prowadzić. Miałam myśleć rozkazami – idż prosto, dwa kroki w
przód , otwórz drzwi , podnieś rękę Zaczęłam prowadzić i osłupiałam – myślałam
wyciągnij rękę On wyciągał, myślałam w prawo, On w prawo, myślałam odsuń, On
odsuwał. Znalazł igłę pod adapterem. Gdybym nie przeżyła to bym nie uwierzyła..Obiecał, że jak będę starsza to zdradzi
mi tajniki - nie zdążył.
Wujek umarł gdy miał 96 lat. Nie bał się się śmierci.W młodości, po śmierci Gieni i synka, przestał wierzyć w Boga nawet dość
długo z Bogiem walczył, ale przyszedł dzień kiedy, jak opowiadał, na swojej
drodze odczuł obecność Chrystusa. To było w Asyżu. Wrócił do wiary. wierzył
bardzo głęboko taką wiarą bardzo radosną i czystą. Pamiętam, że potrafił rozdać wszystko, co miał a co do dania się nadawało.
Umarł cicho, we śnie. Patrzyłam jak w trumnie leżał na boku z podwiniętymi
nogami, uśmiechał się.
Miał piękne białe włosy.
To Tadeusz czyli Tadzik. Najmłodszy syn
Z racji wieku niewiele wojował za to zapaleńczo zajmował się sportem. Niestety, kiedyś podniósł zbyt wielki ciężar. Nastąpił wewnętrzny wylew. Tadzik, kiedy odszedł, miał tylko 21 lat.
*
Narodowe barwy,
Biel orła na czerwonym polu tarczy, czystość i krew.
Kokardą powinniśmy prawidłowo nazywać nasz narodowy, biało-czerwony, kotylion
ale przyjęło się inaczej. Nieważne, najważniejsze, że przypinamy go z dumą w nasze narodowe święta.
Ważne, że dumę czujemy z naszych narodowych symboli. Dumę, radość i
patriotyzm. I coraz częściej chcemy tę radość i ten nasz patriotyzm wynosić na zewnątrz i
dzielić się z innymi. Bo radość dzielona na pół, to podwójna radość.
Z mlekiem mamy wyssałam patriotyzm i umiłowanie wolności. Ale nie tylko to,
od dziecka słyszałam jak ważna jest wdzięczność i to, bym potrafiła cieszyć się
z tego dobra, które dostaję.
Bo jeśli nie potrafię docenić, to znaczy że nie jestem tego warta. Jeśli
pogardzę drugi raz mogę nie dostać. Jeśli nie otworzę szeroko oczu na radość to
nie dostrzegę też innych ważnych i wielkich rzeczy a cierpienie
szybciej mnie zniszczy. Dziękować Bogu żyję czasach wolnej, dumnej i silnej Ojczyzny. Silnej jak
nigdy.
Dziękuję więc Bogu, że dane mi jest cieszyć się wolnością i niepodległością, cieszyć się tym, o
co moi przodkowie walczyli.
Polska nie jest już pstrym pawiem narodów
jak niegdyś, pod zaborami, była
i nie jest gadającą papugą jak zaraz po wojnie.
Jest wolnym ptakiem.
Wielkim dumnym, pięknym, białym orłem.
Dumnym to z jednej strony dalekim i
niedoścignionym
a z drugiej i bliskim i radosnym przez swoje piękno.
z przyjemnością polecam
Malina M *
jeśli podobał Ci się ten
wpis
to wejdź na liiil
i zagłosuj