piątek, 24 marca 2017

PREZENTY

ponoć na Święta dzieciom przynosi Zajączek
Mnie tam niczego Zajączek Wielkanocny nie przynosi.

Raz, że wyrośnięta giedyja już jestem, a drugie, że u nas tej tradycji zajączkowej nigdy nie było. I owszem, z wiosną uszate kicały, nad rzeką i na działkowych ogródkach, jak oszalałe, ale ... jakoś tak bez prezentów.
Za to prezenty dostałam od FB , dokładnie nie wiem, dlaczego dostałam, ale z chęcią się prezentami podzielę. Fajnie są, więc Fejsowi dziękuję.


PRZEZ SZYBKĘ, 
PRZEZ POŃCZOCHĘ


w dawnych czasach obiektyw na kobietę, często, gęsto, spoglądał. Im starsza białogłowa, tym obiektyw, w kwestii pończochowej, łaskawszy był. Najłaskawiej, pamiętam, traktował Irenę Dziedzic, cóż, wtedy botoxów i silikonów nie było, więc pończochy w ruch iść musiały, jako żywo.





.
Mnie FB pończochą wirtualną potraktował




.
i bardzo mi to do gustu przypadło.



.
Zwłaszcza ten najstarszy portret.Gustowny mi się wydał,
widać tylko to, co trzeba.


A co do zajączków, to pojęcia nie mam, czy już kicają, bo po chorobie, nosa poza dom nie wyściubiam, dalej niż na kilka ulic. W każdym razie Święta się zbliżają, a ja tradycyjnie przy projektach. Nadrabiam stracony czas. Między "opisem technicznym", a informacją "o bezpieczeństwie i ochronie zdrowia" upiekłam sobie schab z kminkiem.  W moim domu bez schabu z kminkiem i ćwikły, też z kminkiem i na grubej tarce, Święta się nie liczą. Tak było w Złoczowie, tak jest teraz u nas. Z jedną, jenakowoż, zmianą, dawniej schab był na świeżo, teraz wypraktykowałam, że schaby, przed samymi Świętami, są beznadziejne, twarde i łykowate, więc kupuję schab wcześniej, przyprawiam, podpiekam, wkładam do zamrażalnika, a dopiekam dopiero w Wielką Sobotę. Jest na świeżo, a przy tym, skoro drzewiej kłapouche za oknem, na mrozie, na pasztety kruszały, to teraz schabik kruszeć może w zamrażalniku. Na świąteczne pieczyste, będzie jak znalazł, o ! Nie da się ukryć, jakie czasy, takie kruszenie.
Pachnie teraz w całym domu .... aj....


Nie mam zajączka, nie mam zajączka, nie mam zajączka !
ale dam, co mam - proszę, oto owieczka, a nawet dwie



.
beeeeee, tyz pikneeeee :)


Ech, w kwestii dawania, przypomniała mi się stara piosenka,
z jeszcze starszego Kabaretu Starszych Panów:

prosił mnie kiedyś torrero
tam tarrrarata ta ta !
żebym mu dała sombrero
tam tarrrarata ta ta !
sombrera wprawdzie ni mia-a-łam
ale co miałam, to da-a-łam
tam tarrrarata ta ta ta, ta ta !
tam tarrrarata ta ta ! ole!



  na koniec będzie (prawie) fraszka
NA SPÓŹNIALSKĄ


.
Ech, ta wiosna, proszę pana.
całkiem jest niepozbierana.
Nie zapuszcza się w maliny
Niepodobna do dziewczyny
W stronę kwietnia nie spogląda
Na chłopczycę wręcz wygląda

I nie w głowie jest jej maj
Polityka dla niej naj ?!
a ja jaaj ! ! !



.
Bo ta wiosna proszę pana
To nie muza podkasana,
To nie zwiewna zalotnica,
Czarodziejka, czy psotnica,
To jest panna zgoła inna,
Strzela focha i jest zimna

Więc spóźniona, choć tuż, tuż,
Niech łaskawie przyjdzie już.
No już ! ! !


Kurcgalopkiem kochaneńka !
kłapouche czekają, my też !


*


                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil   

piątek, 17 marca 2017

ŚWIAT


NIE JEST
TAKI ZŁY

świat wcale nie jest zły,
niech no tylko zakwitną jabłonie !




.
A zanim zakwitną jabłonie,
całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę ...



.
Ech, pech ! przyjdzie mi jeszcze pewnie wypić całe morze tej kawy.
Do wiosny, tu, u nas, jeszcze ho, ho, ho, ho ! i trochę.



.
Jeszcze sporo wody upłynie, zanim pani zima pozbiera swoje zabawki ...




Zanim to szare, białe i, brrrr, zimne, zmieni się w zielone i pachnące. Zanim lody spłyną hen, śnieg stopnieje na polach i ptaki zamieszkają w gałęziach. Zanim swoje zabawki panienka wiosenka rozłoży.

*

Skoro już o zabawkach i zimnie mowa, to może trochę weselszego ciepła się przyda ? Proszę bardzo - oto obrazek cieplejszy, może nam serducho trochę roztopi ? Mnie tam roztopił na amen. Cóż, to akurat nie dziwota, babcia wszak ze mnie zwariowana na amen.




.
Nie ma jak u mamy, u taty, ma się rozumieć, też !!! ...
a miłość, to szczepionka na całe zło tego świata.
 



Czym skorupka za młodu ...


Świat nie jest taki zły, świat wcale nie jest zły. Historia kołem się toczy, czas biegnie jak oszalały, dzieci dorastają i mają swoje dzieci, a skorupki, przynajmniej w moim domu, czym nasiąkały przed laty, tym nasiąkają i teraz ... widać taka ich skorupkowa uroda.

Nam czytali, my czytaliśmy, oni czytają ...
Czas przeszły, teraźniejszy i, wierzę, przyszły.
Przypadek ? nie, nie przypadek ...



a babcia siedzi i zawija te sreberka
i oby tak dalej...

*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  

sobota, 11 marca 2017

MĘCZENNICY KOCHANI !


OD DANUSI I HANI



.

ciaaach !!! z rabatki ścięty kwiat
i życzenia - żyjcie nam sto lat !!!


Miało być z różą w zębach, to z różą jest ! a nawet z dwoma. A że retro ? no cóż, w moim wieku im większe retro, tym lepiej.


.
Od Mamci, dla Was, pełne snu jabłuszko.
Niech uśmiech zamieszka pod każdą poduszką.




 WASZE ŚWIĘTO 
PANOWIE !!!


A skoro już Święto 40 Męczenników przypisane Wam zostało to męczcie się z nami ochoczo, z dumą i radością. I niech się Wam, w tym męczeniu, co najlepsze dzieje !!! Fruwajcie niczym te orły ! wznoście się na wyżyny intelektu, niczym te sokoły ! i walczcie z przeciwnościami, jak te herosy !!!
Bo tak, prawdę mówiąc, Panowie - bez waszych męskich zalet i wad
cóż wart byłby nasz babski świat ?!!!


 

Więc nas czarujcie, pośród braw,
niczym uroczy (ten, tego) paw.

I rozkwitajcie dla wybranek,
niczym (ten, tego) tuli-panek.

Bo w rzeczy samej, Mili Panowie,
jesteście dla nas ! każda to powie.

Co do "męczeństwa" zaś, proszę gości,
to już tak bardziej ... dla przyjemności.


Kochajcie swoje piękne połowy !
nawet gdy włażą Wam na głowy.

Wam bez nas, nam bez Was, co tu kryć 
pusto by było na świecie i nudno żyć.







*


I męczennik, i śledziennik,
orzeł i sokół, i heros też,
w ogólności zaś męski zwierz,
niechaj w błogości nam żyje !
noo - może kapkę mniej pije ...

Jeśli już, to za zdrowie
nasze i wasze - Panowie !

Niech nam rozwija talenta,
na co dzień, tudzież od święta.
Niech mknie niczym tytan szos
i niech łaskawy los 
co rusz napełnia mu trzos !





Takie Wam ułożyłam wierszowanki
wręczając kaktusa i tulipanki


Kaktus zakwitł, tak się zdarzyło,
a tulipanki ? 40 ich było ..... 

*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          
 


sobota, 4 marca 2017

UŚMIECHA SIĘ


MOJA
CIOCIA LILA


jeszcze kilka dni temu słyszałam jej głos w słuchawce :
Danusieńko, jak twoje nogi ? a jak się czuje Hania ?
od wczoraj już nie słyszę .... już nigdy nie usłyszę ...





Ludmiła, z domu Zielińska - rocznik 1915
najmłodsza siostra mojej Babci


Ciocia Lila, bo tak ją wszyscy od zawsze nazywali dożyła prawie stu dwu lat ! Piękny wiek, a co za umysł !!! Codziennie rozmawiała z moją Mamcią przez telefon, ze mną czasami też. Jak obie rozmawiały, to prosiłam o przełączenie na głośnomówiący. Lubiłam słuchać Cioci, jej głosu, z charakterystycznym akcentem, sposobu w jaki mówi i tego, co mówi. A  tyle miała do powiedzenia ! od roku mówiła coraz mniej, to dlatego, że straciła słuch. Trochę jeszcze słyszała ale coraz bardziej intuicyjnie wyczuwała o co moja Mamcia pyta ale i tak rozmawiały, potrzebowały siebie ...




Mała Lila ma 5 latek i wygląda raczej na wnuczkę
Ludwiki i Franciszka, niż na ich córkę.




Najmłodsza z ośmiu sióstr, oczko w głowie Prababci.
Hop krzesełko ! żeby siostrom dorównać.


Zdjęcia zrobione w 1920 roku. Mieszkali wtedy na Zamku Sobieskiego, bo Franciszek był przez krótki czas naczelnikiem więzienia (ojjjjj). Krótko nim był, bo stwierdził, że się do tej funkcji całkiem nie nadaje i wrócił do pracy w sądzie a rodzina wróciła do normalnego mieszkania.
Dla małej dziewczynki wcale nie było tak znowu uroczo w tym zamczysku. Wielkie pokoje, zawsze zimne, a na zamkowym podwórzu często, gęsto, przechadzały się straszne potwory, których Lila panicznie się bała. Biegła wtedy do ukochanego Tatka a Tatko potwory przeganiał precz, przy okazji wygłaszając mowę do sąsiadującego przez płot gospodarza, by swoje krowy lepiej pilnował.




Lila - dziewczynka
w plisowanej spódniczce





Lila - panienka
w sukience z bufiastymi rękawami



Lila - cioteczka
z moją Mamcią na koniu


To ulubione zdjęcie Cioci Lili.


Czesława poznała Lila tuż przed wojną. Wojenna miłość. Wojenny ślub, bez zapowiedzi, bo jak powiedział ksiądz „dzieci kochane bomby lecą na głowę, co tam zapowiedzi”. Na ślub szli piechotą a właściwie to biegli, w międzyczasie chowając się do piwnicy, bo nalot, za nalotem.




Lila - narzeczona.
w Złoczowie na Kępie, tuż przed wojną.


Cesiu, bo tak go nazywała, ukończył konserwatorium we Lwowie. Miał piękne, smukłe dłonie i piękną duszę. Skrzypce, to było jego życie, jego pasja. Tylko pasja, pracował jako urzędnik na poczcie. Cesiu nie przeżył wojny. Zostały po Nim skrzypce … i sale koncertowe, w których nigdy nie zagrał.  Historię Cesia już tu opowiadałam, nie będę powtarzała.




Lila - mamusia.
Nie tylko piękna, ale też energiczna i dzielna.
To nie był czas dla kobiet bluszczy.


Lila od zawsze była bardzo optymistyczną, pełną humoru i werwy kobietą. Kiedyś paliła papierosy, na długiej lufce, opowiadała świetne dowcipy i pasjami grywała w brydża. Nawiasem mówiąc oszukiwała w tej grze jak pies. Nawet gdy już po raz drugi została wdową i sławne "cho, cho, po czterdziestce" osiągnęło spore rozmiary, Lila z gry nie zrezygnowała. Miała kółko wiernych przyjaciół, grywali u każdego po kolei. Ubierała się elegancko, brała laseczkę i dzwoniła po taksówkę. Zawsze przyjeżdżał ten sam taksówkarz, pomagał wsiąść i wiózł, gdzie trzeba. Przez lata tak się przyzwyczaił, że kiedy cioteczce coś niechcący się pomyliło i podała zły adres to mówił - "przepraszam bardzo ale Pani Starsza dzisiaj gra gdzie indziej"  i rzeczywiście miał rację, Starsza Pani grała gdzie indziej.
Kiedyś zadałam Jej przez telefon pytanie:

- Ciociu, gra Ciocia w brydża ?
- no coś ty !!! przecież całe towarzystwo poumierało !

Fakt, mądra odpowiedź na niezbyt mądrze zadanie pytanie.





Teraz Lila dołączyła do towarzystwa ... siedzą tam sobie na niebieskiej ulicy Legionów, grają sobie w niebieskiego brydżyka,  niebiesko przy tym oszukują, popijając niebieską kawkę z najlepszymi na całym świecie ciastkami ... złoczowskimi ciastkami, prosto od Maćkówki ...


*


                                                Malina M *                                         

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu

niedziela, 19 lutego 2017

NIEPOLITYCZNIE


O POLITYCE

Dzisiaj ustami pewnego, hmmm, rycerza.
Rycerza, co onego czasu ostro poczynał sobie na swoim blogu, ups, rzec chciałam swoim zamczysku, a takoż na zamczyskach ościennych. Miecza ów rycerz nie używał. Innej broni dobywał w pojedynkach. A że w walkach rycerz zaprawion, to co rusz - plask !!! i szabelka przeciwnika lądowała w pokrzywach ! Walczył na szable argumentów, na szpady ironii, floretem dowcipu ochoczo przy tym się wspomagając. Hasłami przeciwnika wywijał przewrotnie, niczym chorągwią z kociego ogona.  Taki był.




TO TERAZ POCZYTAJCIE,
CO ÓW RZECZE :


Jeśli istnieje parapsychologia, to istnieje też parapolityka - mówię wam to ja, dumny rycerz, ROMEO OD CZARNYCH OWIEC, nudnym esbekiem, klawiszem i płatnym agentem, przez wraże siły nieprzyjaciela, zwanym.
I klnę się na honor mego giermka - polityka jest damą ! ... a przynajmniej przyjaciółką damy, lubo przyjaciółką, przyjaciółki damy.


                                      


Takowoż polityka, jako ta dama :
- na pstrym rumaku jeździ i ostro cugli zadziera
- blichtr tego świata, niczym diamenty, kocha okrutnie
- uwielbieniem mas nie gardzi
- humory miewa, fochy i dąsy
- nie wiadomo czym dogodzisz kapryśnicy
- nie wiadomo od czego polegniesz ... w ramionach onej oczywiście

Jeszczeć insze przymioty miewa polityka, tych jednakowoż nie wymienię, bo, jako żywo, okazałbym iż owa nie tylko damulką bywa, ale, uczciwszy uszy i dziwką przewrotną.

c. u .n .m .z.

czego udowadniać nie mam zamiaru, bo udowodnione.
Alea iacta est, mawiał szlachetny Cezar i nie miał tu na myśli kości Damy.
A może miał ?


*
O DZIURZE


Kto szuka nie błądzi - powiadają mędrcy i uczeni, a ja - rycerz Romeo, klnąc się na doświadczenie, siwy włos i rdzę na mej zbroi, powiadam:

                                 kto szuka dziury w całym
                                 niechybnie w krzaki zabłądzi
                                 i na złą drogę zejdzie ! o !

Aurea dicta - złote słowa ! zwykł był mawiać bywalec mego zamczyska, przyjaciel mój, Lukrecjusz, wyciągając z zamkowych loszków antałek złocistego węgrzyna. I wiedział co mówi ! czego nie mogę powiedzieć o złotoustych politykach, co potykają się na ubitej ziemi, dostarczając ludowi igrzysk i wirtualnego chleba. Miecza używają ochoczo, waląc na oślep, w co mogą i w kogo mogą, szerząc spustoszenie okrutne. Trucizny w walce używają, niczym Lukrecyja Borgia. Nie skomentuję mądrości onych, jako że dla rycerza, w pewnych kwestiach, audi multa, loquere pauca - mowa jest srebrem a milczenie złotem. Za wyjątkiem, ma się rozumieć kwestii, rzeczonego wyżej, złotego, lukrecjuszowego  węgrzyna.


.
Kto szuka mego zamczyska, drogi do niego dojdzie, choćby kręta była, a dziurą i kocim łbem, zbłąkanego wędrowca mamiła.




.
Zamek to osobliwy, bo rośnie w nim drzewo wiadomości prawdziwych i kłamliwych. Wiadomości prawdziwe, niczym liście wiecznie zielone, na drzewie onym pozostają, a wiadomości kłamliwe spadają i niczym liście uschłego figowca, precz na spalenie idą. A teraz jako pan tego zamku i tego drzewa rzekę, iż każdy rycerz Krajowi swemu winien służyć, prawa jego, Konstytucyją i język zgłębiając. Takoż i giermek, w swej kondycji, winien wiedzieć, iż prawom zaprzeczać nie jest rzeczą chwalebną, a nauk mądrych i prawego języka zaniechać, jest rzeczą głupcom przypisaną.




.
I to jeszcze Wam powiem, że serce lwa musi mieć rycerz, każdy rycerz, jeśli chce być rycerzem. Waleczne, mądre, doceniające zalety przeciwnika i otwarte dla przyjaciela. Serce zająca, niechaj dla giermka zostanie. Serce lwa, dumne jest, nie potrzebuje potwierdzenia, że jest lwem.  A serce zająca ?  Zając nie patrzy prosto w oczy, gdy przegrywa bierze błoto do ręki i wali na oślep, a za chwilę bierze drugą porcję i dokłada, żeby udowodnić sobie i wszystkim, że wygrał.  Biedny zajączek, w momencie, gdy sięgnął po błotko przegrał.

Pierwsze przykazanie rycerza:
Rycerz zgina kolana przed Bogiem i przed białogłową. Rycerz pochyla się wyłącznie czyniąc użytek z mizerykordii. Rycerz, który schyli się, by błoto wziąć do ręki, rycerzem być przestaje. W błocie taplają się się tchórze o zajęczym sercu.

                                       rzekł rycerz  Romeo
                                  
                                           pieczętujący się
                                     * in hoc signo vinces *



A nie, nie, to jeszcze nie koniec.
Na koniec mam coś jeszcze.

RYCERSKIE
ZAGADKI


ZAGADKA PIERWSZA
*Z UŁANAMI*

Po zwycięskiej bitwie dzielny dowódca, dzielnych ułanów, świętował z żołnierzami. Świętowali dni i nocy dziesięć, aż, koniec końców, uciech do syta zakosztowawszy, dzielny dowódca defiladę postanowił urządzić, a to ku uciesze dam nadobnych, wojsko sercem gorącym witających.

Zbliżał się dzień świąteczny, dowódca począł więc pilnie  przygotowywać do defilady swój odział, liczący mniej niż 500 dziarskich ułanów.

- Próbował ich najpierw ustawić trójkami - ale jeden zostawał.
- Spróbował ich ustawić czwórkami - ale jeden zostawał.
- Spróbował ich ustawić piątkami - ale jeden zostawał.
- Spróbował ich ustawić szóstkami - znowu jeden zostawał.

W końcu dzielny dowódca spróbował ich ustawić po siedmiu w szeregu
i stwierdził z ulgą, że nikt nie został.

Ilu ułanów liczył oddział ?


ZAGADKA DRUGA
*Z FANTAZJĄ*



tak ???


czy tak ?


Czekam odpowiedzi.
Romeo, z pełnym uszanowaniem ...

 A KUKU !






*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil