poniedziałek, 5 grudnia 2016

MIKOŁAJU


KOCHANY 
ŚWIĘTY MIKOŁAJU



.
Tylko nie zapomnij o mnie !!! 


Nie zapomnij i przynieś mi wiesz co ! no wiesz co ! to, czego najbardziej na świecie pragnę ... wiesz już ? no to pięknie dziękuję Święty Mikołaju

Poczekaj na każdego, kto tu wstąpi i pamiętaj !!! - każdemu to, czego najbardziej na świecie pragnie ...


DOBRY 
ŚWIĘTY MIKOŁAJU


*


                                    pięknie prosi - Malina M *                             


nooooo - się postarał Święty Mikołaj !!!!
6.12. 2016 godzina 10.00
witaj Oleńko





.
jestem babcią !!!!!!!!!!
wprawdzie cioteczną, ale to bez znaczenia, za to zupełnie zwariowaną
już małpiego rozumu dostałam
hurraaaaaaaa !!!

Miałam dwa życzenia do Świętego Mikołaja, jedno życzenie długofalowe, żeby Mamci zdrowie przynosił, a drugie ... właśnie Mikołaj prezent nam przyniósł. A swoją drogą czasem Mikołaj ma czerwoną czapkę i czerwony płaszcz ... a czasem czerwony dziób i czerwone nogi, je żaby i fruwa 

:o)



środa, 30 listopada 2016

LAĆ OCIEC ? LAĆ ! ! !


WODĘ ? WOSK?
NIEEEE – LIMERYKI !


Ech, Kiemliczówna ze mnie, jak z koziej skóry akordeon, ale co mi tam. Jest wieczór andrzejkowy, leje się wosk, wróżby się wróżą , kto żyw czaruje czym może jak może i kogo może. To znaczy czaruje, kto na czarowaniu się zna a wosk leje, kto wosk ma. Kto wosku nie ma może sobie, na ten przykład, lać tajemniczą miksturę Maliny, specjalnie  na okoliczność andrzejkowego wieczoru przygotowaną, żeby andrzejkowe szczęście przyniosła Miłym Solenizantom i nie tylko im.




Kto ani wosku, ani mikstury lać w ten wieczór nie ma zamiaru to niech chociaż wodę leje, albo, co z laniem wody ściśle związane, limeryki pisać popróbuje. Spróbowałam, chociaż te moje próby to nie są takie absolutnie prawdziwe limeryki, to są limeryki na oko i na wyczucie ... żeby spełnić wszystkie rygory jeszcze mi brakuje. Nie wszystkie wierszyki to limeryki.

Udaje mi się wprawdzie złożyć rym aabba , udaje mi się dwa środkowe wersy krótsze od trzech pozostałych, w pierwszych jest miejscowość, albo imię, ale jeszcze ten ostatni wers kuleje, oj kuleje - ostatni powinien być zaskakujący, lub absurdalny, co u mnie niestety nie za bardzo ... a przecież to właśnie jest esencja smaku limerykowego. Trudno, zamiast esencji będzie przypisek, albo dopisek, jak kto woli. Dopisek nie drobnym druczkiem, kecz kursywą. Dla zmylenia przeciwnika o ile takowy się znajdzie.


Kurtyna w górę i zapraszam. 
Oczywiście z pełnym, hi, hi, uszanowaniem rymów aabba

*

ANDRZEJKOWE


Raz Andrzejkową Nocą, Hania-malina
chciała sobie powróżyć, jak to dziewczyna,
ugryzła cud jabłuszko
schowała pod poduszką
Parys jabłko zeżarł !... to Heleny wina

jabłuszko rozmarzone
uszko zaczerwienione
na resztę spuśćmy zasłonę
:o)


*


.

AUTOIRONICZNE


raz pewna Malina z grodu Piasta
lubiła rymować i pichcić ciasta
z zamiłowania
szła na rusztowania
pokrzywy nie sieją - sama wyrasta

;o)
taka to hi, hi, niewiasta 

*
raz pewna Hania, zwana maliną
lubiła mieszać ocet z cytryną
raz posłodziła
raz popieprzyła
z lirycznie dramatyczną miną

raz w trampkach, raz na koturnie
raz mądrze, raz durnie

*

KRESOWE


Pewien kresowy rasowy Poeta
utrwalić chciał pamięć w wersetach
żeby była
żeby żyła 
też bym tak chciała, lecz głowa nie ta

pamięć trwa 
chapeaux bas

*

POLITYCZNE


Raz pewien Tomasz z Jarosławia
rzekł iż panprezes źle się zabawia
w ludu łaskawcę
narodu zbawcę
Tak to się dzisiaj konfitur pozbawia


*
 
Zacna Sara Maria, białogłowa dzielna
kraj przemierzała od Tatr, aż do Mielna
a tu z Tuska winy
same ruiny !
kłamstwo wyborcze niestety rzecz celna


*

Pewien pan Leszek z Piotrusiem panem
szli jak ta burza, albo wóz z tarpanem
politycznie
hiperkrytycznie
choć prezesunio, wykręcał się sianem

panprezes wie
 jak to robi sie

*


OGÓLNOSZKOLNE
taki z łezką w oku i wspomnieniem


pewien pechowy Alojzy *upa
wpisał się w sztambuch, że mięci kupa
rymy smęcił
ku pamięci
że jest przywiązany jak pies do słupa

;o)

*

OGÓLNOBLOGOWE



Pewien Michałek, Bies z Czadu
nie cierpiał w życiu układów
kochał nalewki
weselił dziewki
pewnie najchętniej córki sąsiadów


*

Urocza Danusia z Torunia rodem
wziąć próbowała mężusia głodem
i choć był krewki
nie dała nalewki
Kochał ją czule i mimochodem

Uwielbiał za wszystko
dzielne chłopisko

*

Słodka alElla Chałwianka
rycerza czekała co ranka
to o nim śniła
sercowa była
taka z niej była przytulanka


*

Raz energicznej pani Bet
spalił się był schabowy kotlEt
wrzasnęła ślicznie
niepolitycznie
został jej tylko z kaczki pasztEt


*

Raz warszawianka, fotograf Ewa
chciała przyłapać, co w trawie śpiewa
dla niepoznaki
wlazła w krzaki
ta tu bęc ! Adam wyszedł zza z drzewa

*

Pewien Klaterek bez dania racji
co dzień spożywał wic do kolacji
kawały słone
i popieprzone
satyrę łykał przy tym bez spacji


*

Pewien wdzięczny Poeta Damiano
zwykł był przemawiać mową wiązaną
raz o zgrozo
walnął prozą
aż mu od tego spuchło kolano

pojęcia nie mam dlaczego
właśnie od tego ?

*


Raz Wyspiarz Tetryk z Madagaskaru
pragnął uniknąć miejskiego gwaru
egzystencjalnie
i niebanalnie
nabawił się przy tym siennego kataru

aaaaa - psik ! 

 *


Pewien Wachmistrz przecudnej urody
podwiki miłował, próżno słał podwody
okrutnie
bałamutnie
gdy dziewka chętna, furda ojców zgody

ajajajjj !!!


*

to tyle wieczornego rymowania
dalsze lanie wody od śniadania
limeryki w trakcie dodawania

:o)



                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  
.

niedziela, 27 listopada 2016

ŚNIEG ! ŚNIEG ! ŚNIEG !







w podskokach biegłam do kuchni, krzycząc na cały dom, a potem ciągnęłam Mamcię do okna. Jest !!! nareszcie jest !!! przyklejałam język do szyby i trzymałam tak długo, aż się zlitowała i otworzyła to okno. Stałyśmy tak we dwie, wyciągałyśmy języki, a płatki na nich siadały i topniały. Muszę uważać, śmiała się do mnie, żeby ci zła Królowa Śniegu nie zmieniła serduszka w zimny sopel lodu. Ech, do dzisiaj śmiejemy się patrząc na pierwszy śnieg ... oj, bo wyciągnę język, odgrażam się, oj, bo coś zmajstruję ... majstruj, majstruj, śmieje się Mamcia i najpiękniejsze na świecie zmarszczki układają się wianuszkiem wokół oczu ... Noooo - właśnie zmajstrowałam śnieżny portret ... śnieg dzisiejszy a Mamcia sprzed dwunastu lat. Czary królowej śniegu ? eeee, królowa zła i serca w lód zmienia, niech sobie czaruje gdzie indziej, u nas to zupełnie inne czary. Inna rzecz, że dzisiaj ten śnieg za oknem to marniuuutki jakiś taki, cienki, lebiodowaty, zupełnie niepodobny do tamtego, z mojego dzieciństwa. Ledwo płatki przysiadły na szpakowym drzewie a już topnieć zaczęły. Do bani z takim śniegiem ! A tu jeszcze wrona nadleciała: krrrra zaśmiała się szyderczo, wybałuszyła na mnie wronie oko, bezczelna ! i dalej huśtać się na gałęzi. Huśta się i huśta a marniutki śnieżek spada i spada na ziemię...
Cały śnieg zmiotła ... a sio okupantko przebrzydła !!!




Śnieg. Zawsze, odkąd tylko pamiętam, czekałam na pierwszy śnieg. Pierwszy śnieg to była zapowiedź osobliwego czasu.

Właśnie dzisiaj zaczął padać.
Właśnie dzisiaj zaczął się Adwent.

Pamiętam adwentowe ranki z mojego dzieciństwa. Bo nie tylko na ten śnieg czekałam, czekałam też na adwentowe lampiony. Robienie lampionu to była bardzo ważna czynność w naszym domu. Okupowaliśmy stół w dużym pokoju - dziadziu, mój mały braciszek i ja. Mogliśmy nareszcie ciąć prawdziwymi nożyczkami i śmiecić do woli, mogliśmy wymazać się klejem, a nawet pobrudzić krzesła. Ale czułam się wtedy dorosła i dumna, wszak to do mnie, małej dziewczynki, należało narysowanie lampionu. Szablon rysowałam na religii, przynosiłam do domu, a potem już pracowicie, we trójkę, tworzyliśmy to cudo, a właściwie dwa cuda, bo jeden lampion mój, a drugi witusiowy. Z bloku technicznego był korpus, a w nim otwory w kształcie krzyżyków i andegaweńskich lilijek, potem jeszcze cieniutka bibułka  - czerwona, żółta, zielona i fiołkowa, mała latareczka - i już ....

Wtedy nie było książątek ani księżniczek, które "są tego warte" i którym się należy. Wtedy nie było dla dzieci taryfy ulgowej, przed szóstą rano wędrowało się z tymi lampionami do Kościoła. Śnieg padał, mróz skrzypiał pod stopami, a światełka radośnie podskakiwały, podskakiwały, podskakiwały ... no bo zwykle biegiem było. Jak kozy skaczecie śmiał się Dziadziu, uważajcie, bo ślisko. Zazulciu (to do mnie) jak złamiesz nogę to jak będziesz Mikołajowi pomagała ? no jak ?

Inny świat, inny rytm czasu, wszystko jakieś takie bardziej prawdziwe, ważne, najważniejsze, kształtujące życie. W Kościele rozbrykane światełka poważniały ... "Niebiosa, spuśćcie nam swą rosę, z obłoków zstąpże Święty"" i zapalały się światła - cudowny moment. Moje małe światełko rozpływało się w morzu światła. Zapada w dziecięce serduszko i zostaje w dorosłym sercu na zawsze. Wyrosłam. Kolejny rok mija. Znowu śpiewam adwentową pieśń. Inne słowa, inne nuty, ale Dzieciątko ciągle to samo. I tęsknota, i nadzieja.

Dzisiaj dzieciaki też wędrują z lampionami, lampiony są piękniejsze od naszych, wymyślne,  ale dla nich to już tylko jedna z tysiąca rzeczy, które się dzieją. Za chwilę zgiełk wszechobecnych reklam, kuszących świątecznymi prezentami, zadepcze urok czekania .... odbierze ten czar, który był nam dany.

Właśnie Czas rozpoczął odmierzanie dni
do Świąt cztery tygodnie ...





.
Śnieg ! śnieg ! śnieg ! ... wraca cudowne dzieciństwo
tyle lat, a ja ciągle jak ta mała dziewczynka


Co pierwsze, to wieczne, twierdzi filozof,
nie zapomina się pierwszych przeżyć  ...

Wyrosłam.
W duszy zapalam adwentowe lampiony.
Zawsze będę czekała na pierwszy śnieg. 
Królowa śniegu ominęła moje serce
już Mamcia się o to postarała.


*


                     z przyjemnością nie polecam - Malina M *                      

strona liiil  

wtorek, 22 listopada 2016

CZAS PRZESZŁY


TRAGICZNIE DOKONANY



 .
To JEST Creme Brulee



 .
To BYŁ Creme Brulee



Czas pozaprzeszły niedokonany:
ach - byłabym była to zjadła !!!

...


*



                     z przyjemnością nie polecam - Malina M *                      

wtorek, 15 listopada 2016

TAKA NOC





SIĘ ZDARZA RAZ  !
TYLKO RAZ I WIĘCEJ NIE


Tak mówi piosenka, a piosenka zwykle wie, co mówi, zwłaszcza, że tym razem mówi o księżycu. No mnie na pewno się już nie zdarzy, pomyślałam sobie i od razu postanowiłam przydybać srebrnego jegomości. Tu i teraz ! Czekałam, czekałam i czekałam, żeby chmury raczyły odpłynąć, a potem, jak już odpłynęły to spieszyłam się, żeby mi psotnik nie zwiał.





ooo - jest !



.
Króluje sobie niepodzielnie na jesiennym niebie . Wielki i jasny.



.
Jego Księżycowa Mość w otoczeniu migotliwego dworu.
Dwórki niczym maczek rozsiały się po niebie. Widać ?


.
Absolutnie świecą gwiazdy, miał rzec kiedyś poeta
który poeta ? nie pomnę, wybaczcie, głowa nie ta.

Wieszcz o księżycu na niebie: lśni niczym bałałajka,
dodałam, że zjawiskowy, i że w ogóle to - bajka !





 .
Niech lśni, niech mruga, niech świeci !
niech księżyc kochają poeci i dzieci.
Niech go artyści kochają okrutnie,
tak na wesoło i tak na smutnie ...


.
                           Na koniec zwiał mi  niecnota.
                           Eeech, taka z nim była robota.
                           Myślałam, że z niego jest gość,
                           a on mi, paskudnik - na złość !


Sterczałam w oknie godzinę, oj, dał mi jegomość w kość !
Polowania na pełnię księżyca, mam już w tym roku dość !

Ale cudna ta pełnia była ...
raz na tyle lat się zdarzyła.



*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil