sobota, 22 kwietnia 2017

TEORIA WZGLĘDNOŚCI


WEDŁUG MALINY M


zakłada, że "niedawno" jest pojęciem względnym,
im Malina starsza, tym względnym coraz bardziej.



ot - choćby taki fotomontaż


Niedawno go zmajstrowałam. Kiedy ? bagatelka, tylko siedem lat temu. Przypomina mi się stary polski film, zwłaszcza jedno zdanie z tegoż filmu:

Pan tu, panie Pogorzelski, dziewki bałamucisz,
a ja gorę !!! a ja gorę !!!
Hmm - pani tu, pani Malino, teorie wysnuwasz,
a się dzieje  !!! a się dzieje  !!!


*


Czas umyka, niczym rozpędzona kula śniegowa, coraz szybciej, coraz szybciej ... Ale do rzeczy. Zdjęcie z ostatniego, wielkanocnego, śniadania:




Jeszcze tak niedawno trzymałam TOTO na rękach, 
a teraz !!! 


Oczywiście to starsze TOTO mam na myśli. TOTO, to jest Myszka, moja chrześnica i bratanica ... tak niedawno trzymałam wielki i ciężki becik, z wierzgającą dzieciną. Spotkał mnie zaszczyt, zostałam mamą chrzestną. Mamą chrzestną pierwszego dziecka mojego brata.


.
Strasznie byłam dumna ! Wtedy to mamy trzymały swoje dzieci przy Chrzcie. Pewnie bym nie była sobą, gdybym czegoś nie wykombinowała. Wykombinowałam, że zamiast mamy trzymała dziecię będę ja, ja i już ! Trochę się napracowałam, żeby Wujek, który Myszkę miał ochrzcić, dał się przekonać. W końcu byłam jedyną bratanicą, czy nie ?! Pozwolił na ekstrawagancję. Niestety, los zemścił się na mnie. Nie przewidziałam, że będzie dłuuugo i bardzo uroczyście. Dziecię solidne, więc solidnie ciężkie, beciko-materacyk ciężki, jak jasny gwint. Ręce mi zdrętwiały, dosłownie padałam, ale jak w pewnym momencie mój Wujek się pomylił i zamiast Marzeno Anno, powiedział do Myszki - Anno, odleciałam z zachwytu ! Zresztą, ze mnie zawsze zachwycona cioteczka była, nie da się ukryć.





Latka biegły, na Pierwszą Komunię kupiłam jej w prezencie wianek, taki wtedy nietypowy, z jednego ulubionego przeze mnie, żywego, kwiatka. Do tego tylko trochę gipsówki ... ech, niech Myszka będzie czysta i świetlista i jedyna w swoim rodzaju, jak ten jabłoni kwiat, tak sobie wtedy myślałam...



Tak niedawno ...
dzisiaj ten mały chłopczyk jest ojcem Oleńki



Tak niedawno ...
ciocia - na twoje 40 urodziny (ojjjjj)


Kula śniegowa się toczyła, Myszka rosła. Ogólniak ... moje schody, okno mojego gabinetu, czyli sali języka polskiego. Wyżej było okno od gabinetu królowej nauk. Na tych schodach i ja siadałam, czasem z jakąś książką, czasem z zakochanym chłopakiem. Tak niedawno ... Wszystko jest takie same, tylko czas już nie jest ten sam.



.
Byłam bardzo ciekawa jaką drogę, w jakim zawodzie, Myszka wybierze. Wybrała dwie drogi, muzyczną i techniczną, Pogodziła muzykę z fizyką, jak kiedyś ja malarstwo z matematyką. Dobrze, że istnieją takie zawody, dobrze, że nawet można je pokochać.



 Myszka - magisterka

Ech, moja uczelnia, a na niej Myszka - poważna studentka, na, a jakże, poważnym kierunku. Elektronika ze specjalizacją akustyka. A ja pamiętam jak w naszym gmachu, na Prusa, gdzie mieścił się wydział architektury, akustycy mieli swoje laboratoria. W podziemiach je mieli, tuż obok naszej pracowni rzeźbiarskiej. Do laboratoriów dojeżdżali z gmachu głównego, a to spory kawałek, bo wydział architektury jest zupełnie na uboczu, wyemancypowany od politechnicznej reszty. Jakoś zbytnio chłopcy nie protestowali, bo na piętrze, koło dziekanatu, był nasz uczelniany klubik, Do klubiku, na sałatkę, ciągnęliśmy wszyscy, jak do miodu, zwłaszcza dziewczyny, a dziewczyny z architektury uznawane były za fajne ?! Hmm, z tą fajnością, to różnie, ale trzeba przyznać, że wtedy u nas dziewczyn prawie pół, na pól, a u akustyków zero ... chętnie nas odwiedzali, chłopaki zresztą jak malowanie. To było tak niedawno ... a teraz Myszka, akustyczka, po tamtej stronie. Jaki ten świat jest dziwny ...



.
Wprawdzie niedawno byłam studentką, to jednak czasy dla studentów były zupełnie inne. My za żelazną kurtyną, my zbuntowani studenci. Teraz przed studentami świat stoi otworem. Tylko brać, co dobrego oferuje. Są wymiany studentów, można pracując, uczyć się, albo ucząc, pracować.




Myszka pracowała i uczyła się hen, w świecie, od Stanów po Australię. Ta nauka nie poszła na marne. Jeśli można pracować i bywać na wykładach, w najsławniejszej operze świata, jeśli można tam nawet zagrać, to jakie to wspaniałe doświadczenie dla przyszłego akustyka. Kula śniegowa się toczyła się dalej, Myszka wróciła, poszła do pracy i wróciła na uczelnię, już teraz w innej roli, po drugiej stronie "katedry".



 Myszka - dochtórka
w tle moja uczelnia ... eeeech


To było tak niedawno ...  to był mój świat, biegałam po tych schodach jak młoda koza, z wywalonym językiem, z indeksem w torebce. Zaledwie kilka groszy w tej torebce zwykle miałam, starczało albo na skrypt, albo na studencki obiad, w pobliskim barze na ulicy Norwida. Ruskie, kopytka, albo placki po węgiersku - delicje po kotlecie górskim ze studenckiej stołówki ! Brrr - jak ja nie cierpiałam kotleta górskiego!!! wrrrrrr, górski to było kawałek czegoś siekano-mielonego, z kłębkami żył i chrząstek, połączonych dziwnym tłuszczem. Wsuwaliśmy same ziemniaki i surówkę. Kotlety rzędem wracały do kuchni. Co zrobić, tylko pierwsi szczęśliwcy zdążali załapać się na zwykły mielony, albo kaszę z sosem. Królem stołówki niezmiennie był górski. Zawsze się spieszyłam, zwykle czegoś zapominałam. Tyle się działo, tyle zaprzątało moją młodą, szaloną, głowę. Patrzę na zdjęcie niżej - za moich czasów, a nie tak dawno to oczywiście było, zupełnie inaczej te mury wyglądały, nosiły jeszcze ślady wojny. Teraz wypiękniały, jest się z czego cieszyć.




.
Moja poczciwa Alma Mater, taka jak kiedyś, tylko orzełek ma koronę, ściany nowe okna i tylko mnie tam nie ma ... Nie ma ! za to jest Myszka, ta pierwsza z lewej. Taka kolej rzeczy, a jeszcze tak niedawno ... eeeech. 

Niedawno, tym razem na prawdę niedawno, zaproponowano Myszce stworzenie specjalnych zajęć dla architektów z akustyki ... na moim wydziale. I co ty na to ciocia ??? ja na to, jak na lato ! ano zobaczymy, jak będzie. A jak teraz jest ? Jest, jak zawsze, ciepło i bardzo rodzinnie.



Obie lubimy koronkowe parasolki

 
Teraz Myszka zostanie mamą chrzestną.
Zupełnie jak kiedyś ja, chrzestną pierwszego dziecka jej brata.
Teraz, to Myszka jest ciocią.

A jeszcze nie tak dawno słyszałam:
ciocia - ty to byłaś niezła aparatka !


*

                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil   

sobota, 15 kwietnia 2017

PISANKI

BARANKI

baranek cukrowy - dokoszykowy
baranek z ciasta - nastołowy
baranek ach ! - czekoladowy

a nawet  :




baranek ścienno - słupowy


Nadszedł czas na brykające baranki
Nadszedł czasz na kolorowe pisanki.


.
Najpierw pracowicie zafarbowałam, a potem, jeszcze bardziej pracowicie, wydrapałam wzorki. Na koniec poprosiłam pisanki o szeroki uśmiech do obiektywu ... pstryk ! pstryk ! niech cieszą oczy moich przyjaciół !

A gdzie baby ?! gdzie siedem tradycyjnych bab ? a kuku - bab nie ma ...
Baby dochodzą do pełnoletności, będą juto na świątecznym stole.




JUTRO WIELKANOC
ZABIJĄ WSZYSTKIE DZWONY



RESURREXIT
CHRYSTUS PAN ZMARTWYCHWSTAŁ
 prawdziwie z martwych powstał !






Niech światło Nocy Paschalnej przemienia nasze serca.
Niech napełnia je odwagą, radością, nadzieją i pokojem.
Niech daje nam wszystkim siłę przebaczania ...

Danusia i Hania
Radosnych, zdrowych i spokojnych Świąt
wzajemnej miłości, ciepła i życzliwości.

*


                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil   

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

NIE BĘDĘ PŁAKAŁA

wrrrrr, wrrredna zmiano
i co ci te biedne drzewa zrobiły ? no co ?!!!


NIE BĘDĘ PŁAKAŁA !
NIE BĘDĘ PŁAKAŁA ???


Było sobie piękne szpakowe drzewo, już witało się z wiosennym słonkiem, tysiącem drobniutkich listeczków, już cieszyło serce ....

Nie ma listków, ogolili ciebie, jak prostytutkę. Nie będzie już pachnących kwiateczków, tylko goły pień i spaliny za oknem, i niemiłosierne słońce latem ... A twój kolega, jesion ? już na nim wyrok wykonany, liście miał jak parasolki, wilgotne, świeże, zielone, pierwszą, niewinną zielenią ... leżą na trawniku, pod oknem  ... nie będę płakała ! nie, nie będę ... nie będę ? na prawdę ??!  Za oknem kamienice, piękne, ale gołe i zimne, drzewa są i owszem, ale dopiero za nimi ... nie widzę tych drzew, tylko nocą słyszę jak huczą w nich sowy, ech dobre i to, jakoś sobie te drzewa wyobrażę, tyle, że jeszcze kilka godzin temu, przed moim oknem, było tak pięknie.

Gdzie teraz pan szpak z panią szpakową umówi się na randkę ?
no gdzie ?!!! pytam, w sowim królestwie ? daleko od mojego okna ?

To już tylko historia ...



.
Widok z Mamci balkonu




 Widok z mojego okna.

Nazwałam sobie to piękne drzewo Szpakowym Drzewem. Rośnie tuż,tuż, dosłownie włazi do pokoju. Kwitnie milionem maleńkich białych kwiateczków i pachnie, pachnie, cudownie pachnie …
Zwłaszcza nocą słodki, duszący, orientalny, zapach przypomina opium, oczywiście mam na myśli perfumy. Uwielbiam zapach mojego drzewa. Uwielbiam ptasie koncerty na moim drzewie. Ptasie radio z mega wzmacniaczem! Samczyki tak bardziej śpiewnie, a samiczki, jak przekupki, na ptasim, rajskim, targu. Szpakowe przedszkole, to też niezłe concerto. A wszystko to na wyciągnięcie ręki. Pierwsze piętro, gdy otworzę okno kwiateczki pchają się do pokoju, gdy zawieje wiatr na podłodze biała koronka ... była biała koronka. Teraz będzie koszmarnie czysto.



Co mi zostało ?
ten parking za oknem ?! 


Parkingi są potrzebne i dobre, tyle, że wolę liście i kwiaty, i drzewo, i szpaki, i nawet czarnego kota wolę. Popatrzcie tylko - Szpakowe kiedyś miało odnogę, a nawet dwie. Rosły sobie poziomo, tuż nad chodnikiem. Chyba ze trzy metry tak sobie, poziomo, jedna z nich urosła. Dziw nad dziwy, ale dziw dość niebezpieczny. Gdy ją obcinali wszyscy sąsiedzi stali w oknach, jeden nawet położył się na ziemi, w proteście, ale rady nie było. Odnogi ścięli ! Oj, jak bolało !!! Podobno miały odrosnąć ... nie odrosły.



A zimą ? 

Już czarny kot nie wskoczy na pokryty śniegiem pień,
nie będzie chwytał ośnieżonych gałązek ... tych gałązek już nie ma ...



.
Nie będę płakała ...




Na prawdę nie będę płakała ?


*




To na pocieszenie. 

Może, jak pierwszy raz powie "baba" drzewo już trochę odrośnie ?
a może jak powie "babusia" szpaki wrócą na ukwiecone gałązki ?
może znowu zapachnie ...

eeech ...
*



                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil   

sobota, 1 kwietnia 2017

TO LUBIĘ

szczęście pachnie jak poranna kawa
czasem bywa zakurzone, a czasem
szczęście zakłada berecik ...
NIBY SZARA
 CODZIENNOŚĆ





Najbardziej lubię nasze poranki. Pachnąca kawa, która stawia nas na nogi. Oczywiście Mamci to ja robię taką cieniuuutką, z jednej łyżeczki, rozpuszczalnej. Ech, popatrzcie, jak herbata ten kawowy cud wygląda. Sobie robię z trzech łyżeczek, gorzką, mocną i czarną jak diabeł. Potem do tej cieniutkiej dodaję dwie łyżeczki miodu. Do mojej tylko kropelkę. Wyobraźnią los nas obie szczodrze obdarował, więc wyobrażamy sobie, że ten złocisty miód z Tomka pasieki pochodzi i że tomkowe kochaneczki zbierały go gdzieś niedaleko nasze ukochanej Sieniawy, a potem myśli na Kresy fruną, ech, żeby tak jeszcze koło Złoczowa fruwały. Zaraz jednak wracamy do rzeczywistości i na pusty talerzyk rogaliki trafiają, a czasem maślane bułeczki. Wczorajsze, ma się rozumieć. Wyczaiłyśmy, że te wczorajsze, smaczniejsze i biec do sklepu, przed śniadaniem, nie trzeba. Czas na moment staje w miejscu, żadnych wrednych telefonów, żadnych problemów, żadnych spraw do załatwienia na wczoraj. Wiem, zaraz czas ruszy z kopyta, zaraz wpadnę w wir pracy i obowiązków, zaraz zacznie się kołowrót, ale teraz ten poranny, kawowy czas jest tylko nasz ...





Takie spojrzenie też lubię ...


- Hania, a co tam jest na szafce ? co tam jest ?
- noooo, na szafce, proszę Mamci, jest kurz ...

Robię dobrą minę do złej gry, jeszcze ten kurz, biedaczek, tam pobędzie. Pierwszeństwo mają gary na kuchence i to, co w garnkach i na talerzach znaleźć się ma. Chwilowo kurz musi ustąpić pierwszeństwa projektom. Nie da rady, oba samce, marudzenie nie pomoże, więc nikt nie marudzi.




Oooo, to też lubię !!! Lubię babcią być ...




Lubię bardzo być  teściową ! że cioteczną ? a jakie to ma znaczenie ?
jak się ma co (Kogo) się chce, to się lubi do utraty tchu, a jakże !



BERECIK


Nawet berecik lubię. Co to takiego ten berecik ?
Ano "berecik" to takie moje powiedzonko, dość u mnie mocno stosowane.

Kiedyś słyszałam taki dowcip: Idzie babcia z wnuczkiem, wnuczek radośnie podskakuje, na plecach niesie wielki tornister, a na głowie ma śmieszny berecik z antenką. Wnuczek niesforny jest , nagle wyrywa się babci i wbiega na jezdnię. Ostry pisk hamulców, w ostatniej chwili przechodzący obok mężczyzna wpada na jezdnię i obaj z wnusiem lądują dosłownie o centymetry za samochodem. Przerażona babcia wbiega na jezdnię, podnosi wnusia, zbiera rozrzucone książki, w końcu rozgląda się dookoła i z wyrzutem patrzy na mężczyznę - a berecik ?!!!

Bereciki to u mnie na porządku dziennym. Po ostatniej po chorobie takie miałam zaległości, że rąk by się z dziesięć przydało, a głowy ze trzy. To już nie cud, miód i chałwa, to armagedon ! Trzy projekty jednocześnie i wszystkie trzy do tyłu. Po chorobie nocka projektowa to niej to, co tygrysy lubią najbardziej, ale jak się nie ma , co się lubi, to się lubi, co się ma. Zagryzam zęby piszczę a lezę. Do rana udaje mi się skończyć ten pierwszy.




Do wieczora, cudem jakimś, ogarniam ten drugi i wysyłam na branże, bo ten gagatek wielobranżowy jest. Ufff !!! Gotowe. Zachwycona sama sobą dzwonię do braciszka :

- Wituś, pierwszy wysłałam do inwestora i wrzuciłam na serwer,
drugi wysłałam branżowcom, masz na serwerze wszystko,
możesz teraz spokojnie robić konstrukcję
- a zadzwoniłaś do konserwatora, w sprawie trzeciego ?!

No nieeeeee ! Tu następuje moja długa tyrada, zakończona "delikatnym" odłożeniem słuchawki. Wychodzę z pokoju, a moja Mamcia :

- i co ??? berecik był ?!!
- był ! odpowiadam i śmiejemy się obie ...

Bereciki też lubię. Mam najlepszego na świecie brata, a że czasem, jak to facet, marudzić musi, trudno, marudzi. Jest na to rada - nie przejmować się i zwyczajnie polubić braterskie marudzenie.  A jak by co, to przecież w zanadrzu też mam, całkiem niezły, siostrzany ... berecik.



Na koniec lubię się uśmiechnąć


Melduję posłusznie, że tym razem bez berecika,
ale za to z podwójnym podbródkiem.

hmm - tego, akurat, nie lubię !



*


                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil   


piątek, 24 marca 2017

PREZENTY

ponoć na Święta dzieciom przynosi Zajączek
Mnie tam niczego Zajączek Wielkanocny nie przynosi.

Raz, że wyrośnięta giedyja już jestem, a drugie, że u nas tej tradycji zajączkowej nigdy nie było. I owszem, z wiosną uszate kicały, nad rzeką i na działkowych ogródkach, jak oszalałe, ale ... jakoś tak bez prezentów.
Za to prezenty dostałam od FB , dokładnie nie wiem, dlaczego dostałam, ale z chęcią się prezentami podzielę. Fajnie są, więc Fejsowi dziękuję.


PRZEZ SZYBKĘ, 
PRZEZ POŃCZOCHĘ


w dawnych czasach obiektyw na kobietę, często, gęsto, spoglądał. Im starsza białogłowa, tym obiektyw, w kwestii pończochowej, łaskawszy był. Najłaskawiej, pamiętam, traktował Irenę Dziedzic, cóż, wtedy botoxów i silikonów nie było, więc pończochy w ruch iść musiały, jako żywo.





.
Mnie FB pończochą wirtualną potraktował




.
i bardzo mi to do gustu przypadło.



.
Zwłaszcza ten najstarszy portret.Gustowny mi się wydał,
widać tylko to, co trzeba.


A co do zajączków, to pojęcia nie mam, czy już kicają, bo po chorobie, nosa poza dom nie wyściubiam, dalej niż na kilka ulic. W każdym razie Święta się zbliżają, a ja tradycyjnie przy projektach. Nadrabiam stracony czas. Między "opisem technicznym", a informacją "o bezpieczeństwie i ochronie zdrowia" upiekłam sobie schab z kminkiem.  W moim domu bez schabu z kminkiem i ćwikły, też z kminkiem i na grubej tarce, Święta się nie liczą. Tak było w Złoczowie, tak jest teraz u nas. Z jedną, jenakowoż, zmianą, dawniej schab był na świeżo, teraz wypraktykowałam, że schaby, przed samymi Świętami, są beznadziejne, twarde i łykowate, więc kupuję schab wcześniej, przyprawiam, podpiekam, wkładam do zamrażalnika, a dopiekam dopiero w Wielką Sobotę. Jest na świeżo, a przy tym, skoro drzewiej kłapouche za oknem, na mrozie, na pasztety kruszały, to teraz schabik kruszeć może w zamrażalniku. Na świąteczne pieczyste, będzie jak znalazł, o ! Nie da się ukryć, jakie czasy, takie kruszenie.
Pachnie teraz w całym domu .... aj....


Nie mam zajączka, nie mam zajączka, nie mam zajączka !
ale dam, co mam - proszę, oto owieczka, a nawet dwie



.
beeeeee, tyz pikneeeee :)


Ech, w kwestii dawania, przypomniała mi się stara piosenka,
z jeszcze starszego Kabaretu Starszych Panów:

prosił mnie kiedyś torrero
tam tarrrarata ta ta !
żebym mu dała sombrero
tam tarrrarata ta ta !
sombrera wprawdzie ni mia-a-łam
ale co miałam, to da-a-łam
tam tarrrarata ta ta ta, ta ta !
tam tarrrarata ta ta ! ole!



  na koniec będzie (prawie) fraszka
NA SPÓŹNIALSKĄ


.
Ech, ta wiosna, proszę pana.
całkiem jest niepozbierana.
Nie zapuszcza się w maliny
Niepodobna do dziewczyny
W stronę kwietnia nie spogląda
Na chłopczycę wręcz wygląda

I nie w głowie jest jej maj
Polityka dla niej naj ?!
a ja jaaj ! ! !



.
Bo ta wiosna proszę pana
To nie muza podkasana,
To nie zwiewna zalotnica,
Czarodziejka, czy psotnica,
To jest panna zgoła inna,
Strzela focha i jest zimna

Więc spóźniona, choć tuż, tuż,
Niech łaskawie przyjdzie już.
No już ! ! !


Kurcgalopkiem kochaneńka !
kłapouche czekają, my też !


*


                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil