żeby wytłumaczyć co zacz TO jest wrócę do zamierzchłych czasów, czasów, kiedy to byłam świeżo upieczoną "młodom projektantkom"
.
Był stan wojenny, nie tak dawno skończyłam studia i z ogromnym zapałem rzuciłam się w wir pracy. Niestety, jak ogromny to był zapał, tak prędko zgasł. W pracy dostawałam same badziewia, nie dość, że mało płatne, to jeszcze małe i nudne. Noo, mnie tu nauczyli lotniska projektować i szpitale a dostawał mi się WC o ilości oczek 2, znaczy sławojka z serduszkiem.
Ale pewnego dnia zadzwonił telefon :
- witam, czy zastałem tatę ?
- nnie, taty nie ma, poszedł do biura
- poznajesz ? usłyszałam głos znajomego księdza
- oczywiście ! poznałam głos
- oo !! to może ty będziesz wiedziała i mi pomożesz
(tu aż pokraśniałam z dumy, że nareszcie ktoś do mnie serio)
- jasne, że pomogę !!! prawie wrzasnęłam
- no to powiedz mi po ile cybantów z każdej strony śruby rzymskiej mam
. dać, bo właśnie załatwiłem linę, no wiesz, taką jaką górnicy używają
. do wagoników, jest grubsza niż ta co tata projektował o 2mm
- o Święci Pańscy !!!! się mi trafiło !!!
Po pierwsze to ksiądz na pewno telefon ma na podsłuchu a my to już mamy na bank ! Ze względu na wujka IV Departament nas pilnuje ! No, pani koleżanko, cybanty jak nic pod szyfr podpadną ! z Rzymem to też podejrzane ... uffff , a jeszcze żebym to ja wiedziała, co to takiego te cybanty i czym to się je ???. Śruba rzymska też z niczym szczególnym jakoś mi się nie skojarzyła. Obciach na całej linii ... nooo tego to nas nie uczyli, tego miało nas życie nauczyć. Tylko dlaczego akurat teraz, kiedy mogłam się nareszcie wykazać i błysnąć ?!
Błysnęłam, ale tak jakoś nieszczególnie :
- właściwie to mogę podać ... hmmm ale może lepiej zaczekać na tatę,
. tata, nie tata, zawsze to konstruktor a konstruktorzy nie za bardzo lubią
. jak im się architekci szarogęsią ... zawiesiłam głos
- może rzeczywiście, to ja zadzwonię wieczorem
Uffff, jakoś się wywinęłam. Czarna magia ! Nie da się ukryć wtedy dla mnie po dwóch stronach tej mitycznej śruby mogło znaleźć się zarówno po jednym cybancie jak i po piętnaście.
.
Jak wrócił tato od razu go dorwałam. Zachwycony był. W duszy mojego tatka zawsze drzemał nauczyciel. Nawet obiadu nie zjadł. Wziął kartkę w kratkę, długopis i zaczął mi rysować schematy działania takiej śruby. A że ja tak strasznie błysnąć chciałam, to szybciutko chwyciłam w czym dzieło.
Śruba rzymska to dwa pręty z "uszami" nagwintowane w przeciwną stronę. W środku tego ustrojstwa znajduje się charakterystyczny "dinks" służący do skręcania śruby i uzyskania odpowiedniego naciągu lin.
.
Oczywiście różne są śruby rzymskie w zależności do czego mają służyć. Zwykle nie są aż tak duże, bo też rzadko się zdarza, by utrzymywały tak potężne wieże. Tu zastosowano takie śruby, jakie wówczas udało się zdobyć. W tamtych czasach zdobycie śrub rzymskich graniczyło z cudem. To są śruby z odzysku, ze zużytych urządzeń górniczych, dlatego uszy mają różne. Co tam uszy, najważniejsze, że dobrze spełniają funkcję.
.
Tu dokładnie widać ucho śruby rzymskiej, Przez ucho przewleczona jest lina, złapana specjalnym zaciskiem. Ten zacisk to właśnie cybant.
.
Tu dokładnie widać ile to cybantów miało być po każdej stronie śruby. Tu też widać, jak potężna to jest lina. Średnica przekroju liny wynosi 5 cm. Przekrój liny i ilości cybantów, potrzebnych do jej utrzymania, zależne są od wielkości sił, jakie układ przenosi. Patrząc na wieże można sobie wyobrazić, jak duże to muszą być siły. Nie muszę dodawać, że z sufitu się tych wartości nie bierze. Wszystko jest precyzyjnie policzone. Konstruktor musi porządnie głową ruszyć. W przypadku zabytku wiedza książkowa nie wystarcza, potrzebne są lata doświadczeń.
*
Po co stosuje się takie śruby w konstrukcji ?
Podam na przykładzie Kościoła, którego dotyczyła cytowana wyżej rozmowa. Kościół stary, wielki i barokowy, na frontowej elewacji, między ogromnymi wieżami, miał paskudną rysę. Rysa biegła pionowo, od szczytu dachu aż do nadproża drzwi wejściowych. Pęknięcie na całą grubość muru. Tragedia ! Rysa wyraźnie wskazywała na odchylanie się wież. Na elewacji tego teraz nie widać, bo elewacja jest już po renowacji.

We wnętrzu rysa jest jednak jeszcze widoczna. Ma kilka centymetrów szerokości. Żeby zmierzyć się z tym trudnym problemem trzeba było burzy mózgów. Przeważnie oglądający elewację stawiali diagnozę - coś dzieje się z fundamentami. Haniu, to nie są fundamenty orzekł mój tato. Kościół jest zbudowany na skale, to nie to. Przydałaby mi się jeszcze jakaś tęga głowa, orzekł w końcu. No i głowa się znalazła. Tatuś razem z jednym z profesorów, nawiasem mówiąc ówczesnym rektorem jednej z politechnik, rozpracowali temat. Okazało się, że to wina więźby, miejscami uszkodzona zbyt duże siły przekazywała na ściany no i na sklepienie. Panowie opracowali projekt naprawy więźby. Potem trzeba było sprawdzić, czy jest w porządku. Jak się dobrze przypatrzeć, to w dolnej części rysy widać taki poziomy
szary prostokąt. To tak zwana plomba, czyli przyklejona bardzo mocno
szkiełko. Sprawdza się w ten sposób, czy rysa jest "żywa" czy jeszcze
się rozszerza. Jeśli szkiełko pęknie to znaczy że pojawiły się
naprężenia i ściana nadal pracuje. Przez lata żadna z założonych plomb nie pękła. Jest dobrze.

.
Nas zdjęciu wyraźnie widoczna jest pozioma gruba czarna kreska. To lina. Po naprawie zniszczonych wiązarów dachowych trzeba było dodatkowo ankrować wieże. To znaczy założyć ściągi wzajemnie spinające wieże. Robi się to tak, że na zewnętrznej ścianie jednej wieży podkuwa się dziurę i umieszcza w niej grubą kwadratową blachę. Podkuwa się na tyle, żeby ta blacha potem schowała się pod tynk. przewierca się ścianę i przez blachę przeprowadza linę, robi się coś w rodzaju pętli i w środku wieży za pomocą cybantów łączy się linę ze sobą. Jena lina jest zaczepiona. Identycznie na drugiej wieży zaczepiamy drugą linę. Teraz musimy połączyć te dwie liny w jedną długą, taki ściąg trzymający wieże. Do połączenia służy właśnie śruba rzymska. Jedna lina przez ucho , zacisnąć cybanty, druga lina przez drugie ucho, zacisnąć cybanty, teraz tylko pozostaje odpowiednio przekręcić "dinksem" żeby naprężyć liny i gotowe. Do wzmocnienia tych wież potrzebne były aż cztery ściągi, czyli w sumie cztery śruby rzymskie i szesnaście cybantów. Dwa ściągi przeprowadzone zostały w płaszczyźnie, na poziomie chóru organowego, dwa następne na poziomie więźby dachowej.
WIĘŹBA DACHOWA
Teraz zobaczcie jak szalenie ciekawa i skomplikowana jest barokowa więźba dachowa na tym kościele. Cud, miód i malina.
.
Zdjęcie zrobione w miejscu, gdzie akurat przebiega lina do ankrowania.
.
Sen szalonego konstruktora !
Tu podpora, tu rozpór ... Element pionowy, poziomy i skośny, siły tnące i momenty gnące i jeszcze Bóg wie co ! To bardzo duży dach. Wprawdzie stromy ale zimą, jak to w górach, zalegają tu masy śniegu. Ogromne obciążenia z dachu muszą się przez taką konstrukcję przekazać na ściany.
Z ciemnej czeluści wyłania się coś na kształt pięknej, drewnianej rzeźby.
Sen zrozpaczonego architekta !
Czy to zastrzał, czy to z miecz ? a może krzyżulec ? czy to kleszcze, czy raczej podwójne jętki ? Można zwątpić na chwilę w stan swojego umysłu. Jak to się kiedyś mawiało - czy to dynia, czy to głowa, czy to szczotka klozetowa. Z naciskiem na to trzecie. W każdym razie dla architekta jedno jest tutaj pewne - słup, to słup. Chociaż ...
.
Koszmarny sen studenta !
Nie ma ludzkiej siły - na takiej więźbie każdy student polegnie.
.
Wykonawcy ta więźba też zapewne, nie raz, po nocach sen z oczu spędzała ! Wszystko tu musiało się idealnie wpasować. Element musiał wejść w drugi element dokładnie w określonym miejscu. Zaciosy robiło się na dole, tam też się sprawdzało, czy elementy pasują. Tak bardzo była skomplikowana ta konstrukcja, że poszczególne wiązary najwyraźniej twórca musiał sobie ponumerować. Na zdjęciu widać wyraźnie czerwone oznaczenia cyframi rzymskimi.
.
Chyba twórca musiał być dumny ze swojego dzieła. Na jednej z belek zostawił swój podpis. Jest tam do dzisiaj. Pomyśleć - kilkaset lat.
A może, jak słusznie zauważył Vulpian, nie jest to podpis mistrza lecz napis "Gott mit uns"skreślony jego ręką. Bardzo prawdopodobne.
*
A TERAZ CIEKAWOSTKA
Jesteśmy na wieży, patrząc na zdjęcie Kościoła, na tej po lewej stronie.
Znajdujemy się tuż pod kopułą, wieńczącą wieżę. Ta czarna dziura w suficie to wejście do cebulastego hełmu. Bez asekuracji lepiej tam jednak nie leźć. Wejście tylko dla orłów. Dla innych może się marnie skończyć.
.
Co to jest ???
Wygląda z daleka jak dwa gigantyczne tasaki.
A może to jakieś wymyślne narzędzie tortur ?
.
Oj tam, oj tam, to po prostu stary, drewniany, barokowy "wieszak" na dzwony. Dzwony były ale w czasie wojny zostały wyszabrowane. To drewniane zawieszenie jest ruchome. Na brzegach widać stalowe okucia, w tym miejscu jet ruchome połączenie z podporami Pociągając z dołu za sznur można było całeto urządzenie rozkołysać. Dzwony też.
*
Kościół miał ostatnio wyjątkowego pecha.
Nie ominęła go trąba powietrzna.
ZAPRASZAM NA NASTĘPNY WPIS.
Będzie o tym, jak pokrycie dachu fruuuu - poleciałoooo i legło u stóp ...
Będzie o strażakach i alpinistach, i ratowaniu tego, co trąba zniszczyła.
*
z przyjemnością polecam Malina M *
strona liiil