piątek, 17 lipca 2015

CYBANTY I ŚRUBA RZYMSKA

żeby wytłumaczyć co zacz TO jest wrócę do zamierzchłych czasów, czasów, kiedy to byłam świeżo upieczoną "młodom projektantkom"


.
Był stan wojenny, nie tak dawno skończyłam studia i z ogromnym zapałem rzuciłam się w wir pracy. Niestety, jak ogromny to był zapał, tak prędko zgasł. W pracy dostawałam same badziewia, nie dość, że mało płatne, to jeszcze małe i nudne. Noo, mnie tu nauczyli lotniska projektować i szpitale a dostawał mi się WC o ilości oczek 2, znaczy sławojka z serduszkiem.

Ale pewnego dnia zadzwonił telefon :
- witam, czy zastałem tatę ?
- nnie, taty nie ma, poszedł do biura
- poznajesz ? usłyszałam głos znajomego księdza
- oczywiście ! poznałam głos
- oo !! to może ty będziesz wiedziała i mi pomożesz
  (tu aż pokraśniałam z dumy, że nareszcie ktoś do mnie serio)
- jasne, że pomogę !!! prawie wrzasnęłam
- no to powiedz mi po ile cybantów z każdej strony śruby rzymskiej mam
. dać, bo właśnie załatwiłem linę, no wiesz, taką jaką górnicy używają
. do wagoników, jest grubsza niż ta co tata projektował o 2mm
- o Święci Pańscy !!!! się mi trafiło !!!

Po pierwsze to ksiądz na pewno telefon ma na podsłuchu a my to już mamy na bank ! Ze względu na wujka IV Departament nas pilnuje ! No, pani koleżanko, cybanty jak nic pod szyfr podpadną ! z Rzymem to też podejrzane ... uffff , a jeszcze żebym to ja wiedziała, co to takiego te cybanty i czym to się je ???. Śruba rzymska też z niczym szczególnym jakoś mi się nie skojarzyła. Obciach na całej linii ... nooo tego to nas nie uczyli, tego miało nas życie nauczyć. Tylko dlaczego akurat teraz, kiedy mogłam się nareszcie wykazać i błysnąć ?!

Błysnęłam, ale tak jakoś nieszczególnie :
- właściwie to mogę podać ... hmmm ale może lepiej zaczekać na tatę,
. tata, nie tata, zawsze to konstruktor a konstruktorzy nie za bardzo lubią
. jak im się architekci szarogęsią ... zawiesiłam głos
- może rzeczywiście, to ja zadzwonię wieczorem

Uffff, jakoś się wywinęłam. Czarna magia ! Nie da się ukryć wtedy dla mnie po dwóch stronach tej mitycznej śruby mogło znaleźć się zarówno po jednym cybancie jak i po piętnaście.




.
Jak wrócił tato od razu go dorwałam. Zachwycony był. W duszy mojego tatka zawsze drzemał nauczyciel. Nawet obiadu nie zjadł. Wziął kartkę w kratkę, długopis i zaczął mi rysować schematy działania takiej śruby. A że ja tak strasznie błysnąć chciałam, to szybciutko chwyciłam w czym dzieło.
Śruba rzymska to dwa pręty z "uszami" nagwintowane w przeciwną stronę. W środku tego ustrojstwa znajduje się charakterystyczny "dinks" służący do skręcania śruby i uzyskania odpowiedniego naciągu lin.







.
Oczywiście różne są śruby rzymskie w zależności do czego mają służyć. Zwykle nie są aż tak duże, bo też rzadko się zdarza, by utrzymywały tak potężne wieże. Tu zastosowano takie śruby, jakie wówczas udało się zdobyć. W tamtych czasach zdobycie śrub rzymskich graniczyło z cudem. To są śruby z odzysku, ze zużytych urządzeń górniczych, dlatego uszy mają różne. Co tam uszy, najważniejsze, że dobrze spełniają funkcję.




Tu dokładnie widać ucho śruby rzymskiej, Przez ucho przewleczona jest lina, złapana specjalnym zaciskiem. Ten zacisk to właśnie cybant.




Tu dokładnie widać ile to cybantów miało być po każdej stronie śruby. Tu też widać, jak potężna to jest lina. Średnica przekroju liny wynosi 5 cm. Przekrój liny i ilości cybantów, potrzebnych do jej utrzymania, zależne są od wielkości sił, jakie układ przenosi. Patrząc na wieże można sobie wyobrazić, jak duże to muszą być siły. Nie muszę dodawać, że z sufitu się tych wartości nie bierze. Wszystko jest precyzyjnie policzone. Konstruktor musi porządnie głową ruszyć. W przypadku zabytku wiedza książkowa nie wystarcza, potrzebne są lata doświadczeń.

*

Po co stosuje się takie śruby w konstrukcji ?
Podam na przykładzie Kościoła, którego dotyczyła cytowana wyżej rozmowa. Kościół stary, wielki i barokowy, na frontowej elewacji, między ogromnymi wieżami, miał paskudną rysę. Rysa biegła pionowo, od szczytu dachu aż do nadproża drzwi wejściowych. Pęknięcie na całą grubość muru. Tragedia ! Rysa wyraźnie wskazywała na odchylanie się wież. Na elewacji tego teraz nie widać, bo elewacja jest już po renowacji.




We wnętrzu rysa jest jednak jeszcze widoczna. Ma kilka centymetrów szerokości. Żeby zmierzyć się z tym trudnym problemem trzeba było burzy mózgów. Przeważnie oglądający elewację stawiali diagnozę - coś dzieje się z fundamentami. Haniu, to nie są fundamenty orzekł mój tato. Kościół jest zbudowany na skale, to nie to. Przydałaby mi się jeszcze jakaś tęga głowa, orzekł w końcu. No i głowa się znalazła. Tatuś razem z jednym z profesorów, nawiasem mówiąc ówczesnym rektorem jednej z politechnik, rozpracowali temat. Okazało się, że to wina więźby, miejscami uszkodzona zbyt duże siły przekazywała na ściany no i na sklepienie. Panowie opracowali projekt naprawy więźby. Potem trzeba było sprawdzić, czy jest w porządku. Jak się dobrze przypatrzeć, to w dolnej części rysy widać taki poziomy szary prostokąt. To tak zwana plomba, czyli przyklejona bardzo mocno szkiełko. Sprawdza się w ten sposób, czy rysa jest "żywa" czy jeszcze się rozszerza. Jeśli szkiełko pęknie to znaczy że pojawiły się naprężenia i ściana nadal pracuje. Przez lata żadna z założonych plomb nie pękła. Jest dobrze.


.
Nas zdjęciu wyraźnie widoczna jest pozioma gruba czarna kreska. To lina. Po naprawie zniszczonych wiązarów dachowych trzeba było dodatkowo ankrować wieże. To znaczy założyć ściągi wzajemnie spinające wieże. Robi się to tak, że na zewnętrznej ścianie jednej wieży podkuwa się dziurę i umieszcza w niej grubą kwadratową blachę. Podkuwa się na tyle, żeby ta blacha potem schowała się pod tynk. przewierca się ścianę i przez blachę przeprowadza linę, robi się coś w rodzaju pętli i w środku wieży za pomocą cybantów łączy się linę ze sobą. Jena lina jest zaczepiona. Identycznie  na drugiej wieży zaczepiamy drugą linę. Teraz musimy połączyć te dwie liny w jedną długą, taki ściąg trzymający wieże. Do połączenia służy właśnie śruba rzymska. Jedna lina przez ucho , zacisnąć cybanty, druga lina przez drugie ucho, zacisnąć cybanty, teraz tylko pozostaje odpowiednio przekręcić "dinksem" żeby naprężyć liny i gotowe. Do wzmocnienia tych wież potrzebne były aż cztery ściągi, czyli w sumie cztery śruby rzymskie i szesnaście cybantów. Dwa ściągi przeprowadzone zostały w płaszczyźnie, na poziomie chóru organowego, dwa następne na poziomie więźby dachowej.  


WIĘŹBA DACHOWA

Teraz zobaczcie jak szalenie ciekawa i skomplikowana jest barokowa więźba dachowa na tym kościele. Cud, miód i malina.



.
Zdjęcie zrobione w miejscu, gdzie akurat przebiega lina do ankrowania.



.
Sen szalonego konstruktora !
Tu podpora, tu rozpór ... Element pionowy, poziomy i skośny, siły tnące i momenty gnące i jeszcze Bóg wie co ! To bardzo duży dach. Wprawdzie stromy ale zimą, jak to w górach, zalegają tu masy śniegu. Ogromne obciążenia z dachu muszą się przez taką konstrukcję przekazać na ściany.




Z ciemnej czeluści wyłania się coś na kształt pięknej, drewnianej rzeźby.




Sen zrozpaczonego architekta !
Czy to zastrzał, czy to z miecz ? a może krzyżulec ? czy to kleszcze, czy raczej podwójne jętki ? Można zwątpić na chwilę w stan swojego umysłu. Jak to się kiedyś mawiało - czy to dynia, czy to głowa, czy to szczotka klozetowa. Z naciskiem na to trzecie. W każdym razie dla architekta jedno jest tutaj pewne - słup, to słup. Chociaż ...



.
Koszmarny sen studenta !
Nie ma ludzkiej siły - na takiej więźbie każdy student polegnie.




.
Wykonawcy ta więźba też zapewne, nie raz, po nocach sen z oczu spędzała ! Wszystko tu musiało się idealnie wpasować. Element musiał wejść w drugi element dokładnie w określonym miejscu. Zaciosy robiło się na dole, tam też się sprawdzało, czy elementy pasują. Tak bardzo była skomplikowana ta konstrukcja, że poszczególne wiązary najwyraźniej twórca musiał sobie ponumerować. Na zdjęciu widać wyraźnie czerwone oznaczenia cyframi rzymskimi.



.
Chyba twórca musiał być dumny ze swojego dzieła. Na jednej z belek zostawił swój podpis. Jest tam do dzisiaj. Pomyśleć - kilkaset lat.
A może, jak słusznie zauważył Vulpian, nie jest to podpis mistrza lecz napis "Gott mit uns"skreślony jego ręką. Bardzo prawdopodobne.




 *
  
  A TERAZ CIEKAWOSTKA

Jesteśmy na wieży, patrząc na zdjęcie Kościoła, na tej po lewej stronie.
Znajdujemy się tuż pod kopułą, wieńczącą wieżę. Ta czarna dziura w suficie to wejście do cebulastego hełmu. Bez asekuracji lepiej tam jednak nie leźć. Wejście tylko dla orłów. Dla innych może się marnie skończyć.




.
Co to jest ???
Wygląda z daleka jak dwa gigantyczne tasaki.
A może to jakieś wymyślne narzędzie tortur ?



.
Oj tam, oj tam, to po prostu stary, drewniany, barokowy "wieszak" na dzwony. Dzwony były ale w czasie wojny zostały wyszabrowane. To drewniane zawieszenie jest ruchome. Na brzegach widać stalowe okucia, w tym miejscu jet ruchome połączenie z podporami Pociągając z dołu za sznur można było całeto urządzenie rozkołysać. Dzwony też.

*

Kościół miał ostatnio wyjątkowego pecha.
Nie ominęła go trąba powietrzna.


ZAPRASZAM NA NASTĘPNY WPIS. 
Będzie o tym, jak pokrycie dachu fruuuu - poleciałoooo i legło u stóp ...
Będzie o strażakach i alpinistach, i ratowaniu tego, co trąba zniszczyła.



*
  
                       z przyjemnością polecam  Malina M *                          

strona liiil  
 

51 komentarzy:

  1. Ech, widać, że architekt pisał. Średnica liny, podana w centymetrach! ;)
    Pamiętam zajęcia z termodynamiki z pewnym sympatycznym doktorem. Na samym początku, żeby wszystko było jasne, uściślił, w jakich jednostkach będziemy prowadzili obliczenia. Miał to być układ SI. Więc dla zabawy pytał nas, a my chórem odpowiadaliśmy.
    - Masa?
    - Kilogramy!
    - Czas?
    - Sekundy!
    - Wysokość?
    A my chórem:
    - Milimetry!
    Tu nastąpił szczery śmiech.
    - Tego się właśnie spodziewałem! Konstruktorzy! A na wydziale budownictwa to z kolei centymetry kochają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nitager - oj tam, oj tam, to nie jest tekst techniczny :-) wiem, że w milimetrach, wiem też, że nie używa się terminu cybant tylko zacisk, czyż nie ? A już dinks to całkiem beletrystyczne określenie całkiem technicznej części. Uważam bardzo na blogu, żeby ustrzec się technicznego języka To jest tekst dla wszystkich, nie tylko budowlańców. Łatwiej wyobrazić sobie że coś jest wielkie jak się powie 5cm no wiesz - przekrój sznurka w centymetrach to jest to ... tak mi się przynajmniej wydawało, . Spoko - wymiaruję co trzeba w milimetrach :-))) a poza tym to jestem dziedzicznie obciążona w moim domu tata konstruktor, brat konstruktor a teraz jeszcze konstruktor bratanek ... nie ma zmiłuj, jak tylko coś miauknę żle zaraz larum

      Usuń
  2. To co pokazujesz to wykorzystany sprytnie, kolejowy sprzęg śrubowy ,składa się z haka oraz przymocowanego do niego za pomocą łubek i śruby rzymskiej, ucha.
    Jeśli jeszcze gwint śruby jest półokrągły /samoczyszczący/Na bank jest to.sprzęg.wagonowy.
    Czyli sprytnie przez konstruktora wykorzystany "przydaś" /od przyda się/ zaadaptowany i pewno uzyskany z kolei.
    A konstrukcja drewniana cudo.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Wieśku - to rzeczywiście jest sprzęg wagonowy z wagoników używanych w kopalni, zresztą lina też jest ze starej górniczej windy. W kopalniach były kiedyś takie złomowane "przydasie" Wynalazł to ksiądz, który przed seminarium jakieś chyba kolejowe technikum kończył więc wiedział gdzie szukać. Chciał ratować to nie siadł na czterech literach i na mannę nie czekał tylko w Polskę ruszył, jak tylko mu tatko powiedział czego szukamy i że takie coś jak najbardziej się nada. Wiesz, teraz to wszystko do wyboru i koloru, problem tylko, żeby dobrze policzyć, zresztą pomocnych programów też sporo. Dawni konstruktorzy musieli kombinować jak konie pod górę, zwłaszcza jak taki stary obiekt się trafił.

      Usuń
    2. Sprzęg może i z kopalni ale od wielkogabarytowej węglarki Setki razy podpinałem toto do lokomotywy będąc stażystą na PKP To "ucho"zarzucane na hak było przyczyna setek nieszczęść, zmiażdżenia kciuków.Oj znam dobrze to draństwo choć mnie sie to nie przydarzyło.
      I pomyśleć iz cała tę misterna konstrukcje zawdzięczamy cieśli któremu nawet nie śniły się zajęcia na uczelni.Ba często nie znał planów a jedynie to co ma powstać rysował na bieżąco węglem na belce.A za narzędzie "uznawał"topór ciesielski,No może piłę i ówczesną wiertarkę do drewna
      I to stoi Przetrwało setki lat i gdyby nie zmieniając sie warunki geologiczne np wysokość występowania wody gruntowej,wstrząsy tektoniczne itp oraz raz na tysiąc lat trąba powietrzna ect i co najważniejsze wojny stało by do dziś
      Szkoda ze nie znamy nazwisk tamtych mistrzów.

      Usuń
    3. NO WIDZISZ , JAK TO Z KOBIETĄ O KOPALNI ROZMAWIAĆ ... błysnęłam, nie ma co :-) na kopalniach znam się jak przysłowiowa świnka na pieprzu i to co dla mnie jest wagonikiem jest tym, o czym mówisz czyli wielkogabarytową węglarka. No myślałam o tym, co mówisz, a wyraziłam się - lepiej nie mówić :-(
      -------------------
      Geniusz tych twórców niezmiennie wprawia mnie w zachwyt, JAK TAKIE COŚ ZOBACZĘ ZAWSZE MAM OCZY, JAK TALERZYKI ...
      nazwisko znamy - podpisał się na belce ale nie mogę rozszyfrować. Szukałam nazwiska twórcy u konserwatora w tekstach źródłowych ale nie znalazłam ... dopiero całkiem przypadkowo ten podpis ... fajnie, że się odkrył

      Usuń
  3. A TO PRZECIEŻ PIEŚŃ NAD PIEŚNIAMI
    ORATORJUM PAMIĘCI PANI OJCA.
    MĄDROŚĆ KONSTRUKTORA.
    NIEMY ZACHWYT I PAMIĘĆ.
    I BÓL UTRATY.

    A. T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam wspaniałego Tatę ...
      był bardzo surowy ale strasznie nas dużo nauczył, nie mówię zawodowo ... życiowo
      Nie dorobił się niczego właściwie ale
      - miałam na co dzień taki namacalny przykład, że lepiej być niż mieć
      - widziałam Tatę przy modlitwie nie na pokaz, nie musiał mnie uczyć regułek wiary, patrzyłam jak żył i jakich dokonywał wyborów i tak mi wiarę przekazał ..
      Teraz wiem, że patrzy na mnie i nie raz nie dwa grozi z góry palcem jak chcę jakiś temat po łebkach ...nie da się

      Usuń
  4. Witaj Haniu.
    I dlatego nie zostałem konstruktorem, jeno renowatorem. Robiło się według planu i szlus.
    W Głogowie na ratuszu ściągaliśmy mury na rzymskie śruby, ale nie było lin i cybantów, tylko zespawane pręty stalowe na odpowiedni wymiar. Co się nakręciłem to moje.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu od jednej wieży do drugiej kawaaał drogi , po drodze trzeba jeszcze przez kościół ... prętami by nie dało rady

      Usuń
  5. O joj joj,Malinko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo - przypomniał mi się temat ...
      ale takie jest życie i moja pasja przy okazji

      Usuń
  6. Nie wiem, czy dobrze myślę, ale w lecie bywa nawet plus 36 st. C', zimą minus 20. Podejrzewam, że taka lina do ankrowania zmienia długość w granicach 10-20 cm. A więc brakuje mi jeszcze jakiegoś resoru, sprężyny, obciążnika, czy tp. ustrojstwa ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju - tu ten problem nie występuje. Na wieżach jest zimno, zawsze , w kościele też. To ogromny obiekt ma taką bezwładność temperaturową. W płaszczyźnie chóru organowego, gdzie idą dolne ściągi, temperatura jest prawie stała, jak w kościele i na wieżach a więc zimą zimno, ale nie mróz, latem zimno. Jeśli chodzi o ten fragment liny, który przechodzi na wyższym poziomie, przez strych, to też nie ma problemu. DACH BLASZANY SZYBKO SIĘ NAGRZEWA I SZYBKO W NOCY STYGNIE . więźba jest bardzo wysoka, ciepłe powietrze jest na górze zresztą w nocy się schładza, lina biegnie dołem, niedaleko od sklepienia, sklepienie jest potężne , ma grubą zasypkę, wchodzisz na strych w lecie i czujesz zimno w nogi, takie sklepienie się od górnych warstw dachu w życiu nie ogrzeje. bo zimne powietrze z kościoła unosi się cały czas do góry przez to sklepienie. Możesz mi wierzyć w tak ogromnym obiekcie jest mikroklimat, to inaczej niż w małych, tu pojawią się oczywiście różnice naprężenia w linach ale nie są to różnice mające znaczenie. Te liny nigdy nie tylko nie zwisają ale nie są nawet poluzowane..

      Usuń
    2. No tak, masz rację. Zasugerowałem się tym drewnianym strychem, i założyłem, że na górze to już tylko drewno i blaszany dach, który nie daje żadnej stabilizacji temperaturowej. Cybanty i konstrukcje dachowe znam, bo jako elektronik / informatyk instalowałem różne ustrojstwa. Dzięki za wyjaśnienie, człowiek zawsze się uczy. ;)

      Usuń
  7. Witaj Nitager! Pamiętam Cię z blogu Ś.P Marii Dory..Sympatyczne wspomnienie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę ... byłam u Nitagera na blogu, spodobało mi się bardzo i już sobie adres do ulubionych - myk. Będę z przyjemnością odwiedzała

      Usuń
  8. Pięknie. Nie przypuszczałem, że temat
    tak mnie zaintryguje, dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. temat jest męski, bez dwu zdań
      może być jednak nudny dla pań

      Usuń
  9. W pierwszy dzień pierwszej pracy, gdy poszedłem poznać swojego kierownika, zamawiał właśnie w serwisie efhaiksy na sokapeksach. Też zrobiło to na mnie wrażenie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktem jest, że to, czego nie wiedzieliśmy a dowiedzieliśmy się w "taki" sposób wchodzi do głowy piorunem i na zawsze tam zostaje ... a swoją drogą co to są te tajemnicze efhaiksy na sokapeksach ???

      Usuń
    2. FHX to symbol pakietu (części zamiennej) do ówczesnego komputera ODRA, a Socapex to jedna z dwóch firm, których łączówki instalowano na tych pakietach :-)

      Usuń
  10. Anulka nie wiem jak bym Zachwalala,to i tak ZACHWALAM..Nie znam sie na tym calkowicie..Znam jedynie strop belki ..hihihi Dla mnie to Kosmos... Aniu podziwiam Ciebie..Mialas to szczescie ze Twoj tatus tez znal sie na fachu...Fajne uczuxie bylo ,kiedy moglas z tata rozmawiac na tematy ktore Was łączyły.Fajnie sie czytalo;) ...pozdrawiam Aniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pojęcia nie masz Danuśka jak bardzo czasem były to burzliwe rozmowy ... a bo wyy konstruktorzy, a bo wy architekci odwieczna walka ale jak co do czego współpraca inaczej się niczego nie stworzy ...

      Usuń
  11. Malino!
    Napis nie jest główną częścią zdjęcia, więc trochę mi trudno, ale podejrzewam, że to nie jest nazwisko twórcy tej konstrukcji, tylko bogobojne "Gott mit uns" (Bóg [jest] z nami).
    Szryft gotycki (do porównania) można znaleźć tutaj.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mieć rację Vulpianie ... ja się tam dopatrzyłam jakiegoś szacownego Gottliba ale może tak być jak mówisz ... w naturze jeszcze gorzej widać bo zdjęcie jest wyostrzone, więcej się nie dopatrzę ale Gott mit uns jest bardzo prawdopodobne.

      Usuń
    2. im więcej się wpatruję tym bardziej przyznaję Ci rację. Dopisałam Twoją uwagę pod zdjęciem ... DZIĘKI :-)

      Usuń
    3. Malino, twoja koleżanka "Eliza" by to wszystko spaliła
      "zbieram drewniane krzyże na opał"
      Promuj jej dzieła.

      Usuń
  12. Ta więźba "koronkowa" jest niesamowita. Tym bardziej, że zrobił ją człowiek! Wspomożenie boskie było konieczne i stąd zapewne ten napis na belce.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fascynujące.. w życiu bym nie przypuszczała, że barok to i konstrukcyjnie był tak na bogato.

    OdpowiedzUsuń
  14. Haneczko, ten temat to dla mnie chińszczyzna, lecz z prawdziwą przyjemnością rozczytałam się w Twoim felietoniku. A zrobiłaś to po swojemu, popularno-naukowo, czyli genialnie, nawet taki laik jak ja zrozumiał. Fantastyczne fotki i komentarze Haniu.
    Pozdrawiam zakapiorsko :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo sympatycznie się czyta - niemal jak Chmielewską - czyli z zapartym tchem - pozdrawiania!

    OdpowiedzUsuń
  16. FOTOGRAFJE PANA LUCJANA GRABOWSKIEGO
    RADOSNYM OBJAWIENIEM.
    ZATARTA GRANICA MIĘDZY TALENTEM,
    A EKSTAZĄ.

    A. T

    OdpowiedzUsuń
  17. HANIU,
    CHAPEAU BAS.
    CHOCIAŻ TO O CZYM PISZESZ JEST DLA MNIE CZARNĄ MAGIĄ TO CZYTAM TO JAK WSPANIAŁY BESTSELER. JUŻ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ KOLEJNEGO POSTU.
    POZDRAWIAM SERDECZNIE:)*

    OdpowiedzUsuń
  18. Z przyjemnością poczytałam,,lekcja przednia..uwielbiam te opisy.Piszesz ciekawie , z pasją, edukacyjnie,a to jest bezcenne..Pozdrawiam serdecznie ..

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam ja ci w górach (po prawdzie nie zanadto wysokich, bo Wyspowych:) chatynki dawniejszej góralskiej, ciosanej jakoś w latach czterdziestych przeszłego stulecia i do dziś za każdym razem, gdy tam na popas zjeżdżam, nieodmiennie mnie zadziwia ówcześnych cieśli kunszt i precyzja. Aliści domostwo wichrami wieloletniemi więźby miało już cokolwiek rozchwianej i jakeśmy pokrycia na dachu mieniali na blachę (właściciel poprzedni jakoś w siedemdziesiątych leciech popełnił zbrodni eternitem!), tośmy z moim Panem Ojcem po długich godzinach dysput, rozmyszlań i z sąsiady pogwarek, pochwycić onej w cokolwiek odmieniony wariant onego mocowania. Idzie z z belek wierzchnich wieńcowych środków (okutych w tych miejscach blachą, by lina drewna przy halnym nie piłowała) lina stalowa ku środkowi, gdzieśmy w przestrzeni między stropem a s strychu podłogą, skryli w trocinach prawie metrowej płyty stalowej, na każdym boku nawierconej, by liny przewlec... Ano i nie dwoma, a czterema śrubami o przeciwnych gwintach żeśmy tych lin naciągali do możliwości granic, przy czem niejedna przekładnia była w robocie, ale rzecz się już dwadzieścia lat z górą sprawdza i chałupy w kupie trzyma...:) średnicy dziś nie pomnę, ale bodaj 22-milimetrowa lina, zaś cybantów nam wyszło bodaj szesnaście...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tylko mistrz może napisać taki świetny post o cybantach i śrubie rzymskiej.
    Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie Haniu i dla Pani Danusi:)*

    OdpowiedzUsuń
  21. Byłam na nowym miejscu::))) Pięknie tam będzie::)))Koniecznie Aniu trzeba ,by na tej stronie tętniło życiem...zróbmy hałas...hihihihi

    OdpowiedzUsuń
  22. A JEŚLI WYPRAWA W LANDRYNKOWE DZIECIŃSTWO,
    Z NAJWIĘKSZĄ RADOŚCIĄ JEŚLI Z PANIĄ PANI DANUSIU !

    A. T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;)Oj to byśmy te landryny rozgryzali hihihi .Bo ja zawsze rozgryzalam..;)...i wydobywał sie syrop ......;-) W landrynowym świecie każde małe dziecię.. umila się z wdziekiem..W kieszeni dziurawej landryny zlepione.Dziewczynka sie cieszy ..to jej ulubione..;)...Serdecznie pozdrawiam Pana A.T...

      Usuń
  23. Aż szkoda takie budowli! Mówisz, że wiatr poczynił szkody....? Szkoda.....

    OdpowiedzUsuń
  24. jednym tchem poszło, konstrukcja niesamowita! a tekst rewelacyjny i kto by pomyślał że można taaaki tekst o śrubie napisać?!

    OdpowiedzUsuń
  25. Hej..Anula..czas na mały odpoczynek..Odbierz buziaka nie bądz taka;(.;)...;) Miłego wieczorku.

    OdpowiedzUsuń
  26. No to ja se raz jeszcze tu wpiszę.....U Malinki wieszaki..drapaki..linki...podpinki...haki...stropy..belki..śruby..gwinty..różne cudeńka ..Nie da rady spamiętać..bo rzecz wielka..Na mój babski rozum...toj trzy w jednym zespole...człowiek..drewno. .metale...Czy ktoś mi odpowie, że nie pasuje?....Oj pasuje i to jak..

    OdpowiedzUsuń
  27. BYCZEK MAMY.
    DORASTAŁ OBOK MNIE.

    URODZIŁ SIĘ BYCZEK.
    NIECHCIANY DOBYTEK W CHŁOPSKIM GOSPODARSTWIE.
    DLA MAMY DZIECKIEM. DORASTAŁ SZCZĘŚLIWIE.
    GŁASKANY. CAŁOWANY. BIEGAŁ Z PSAMI PO PODWÓRZU.
    GONILI SIĘ.
    DOSTAŁ OSOBNY KOCIOŁEK. ŻARŁ MAMAŁYGĘ.
    DOMOWNICY WYMACYWALI ROGI.
    WPIERW MAŁE WZNIESIENIA. PÓŹNIEJ MAŁE SZPIKULCE.
    Z CZASEM PRAWDZIWE ROGI.
    WĘDROWAŁ Z KROWAMI NA OBRZEŻE LOTNISKA.
    SKUBAŁ TRAWĘ.
    DO PILNOWANIA STADA BRAT Z WILCZUREM
    I WATAHA RÓWIEŚNIKÓW.
    UJEŻDŻALI BYCZKA. ŚWIETNA ZABAWA.
    RZUT LASSA NA SZYJĘ. SKOK NA GRZBIET.
    CWAŁOWALI. BYCZEK BRONIŁ SIĘ. UCIEKAŁ.
    ZRZUCAŁ Z GRZBIETU. BEZRADNIE MYCZAŁ.
    BYŁ JESZCZE MAŁY. ULEGAŁ.
    ALE RÓSŁ…
    ROGI CORAZ WIĘKSZE. ZAKRĘCONE.
    ŚWIETNE DO TRZYMANIA SIĘ.
    BYCZEK RÓSŁ.
    WIEDZIAŁ KTO JEST DRĘCZYCIELEM.
    NADSZEDŁ JEGO CZAS…
    BRAT ZARZUCIŁ LASSO. ZACIĄGNĄŁ.

    BYCZEK NIE UCIEKAŁ. ODWRÓCIŁ SIĘ.
    OPUŚCIŁ ŁEB. ŚWIDROWAŁ OCZYMA.
    SAPAŁ. FURCZAŁ.
    UDERZAŁ KOPYTEM O ZIEMIĘ.
    BRAT BYŁ POJĘTNY.
    ZROZUMIAŁ. KTO KOGO TERAZ BĘDZIE UJEŻDŻAŁ.
    OD LOTNISKA DO DOMU ZE DWA KILOMETRY.
    BITA POLNA DROGA.
    BRAT BIEGŁ WSPANIALE. OBOK WILCZUR.
    ZA NIMI CWAŁOWAŁ BYK.
    PILNOWAŁ, AŻEBY BIEGACZ NIE ZWOLNIŁ TĘPA.
    BRAT WPADŁ NA PODWÓRZE Z WRZASKIEM:
    MAMO! BYK MNIE GONI…!
    MAMA GRADOWA CHMURA. PATYK W REKU.
    ŚRODEK PODWÓRZA.
    BYK PRZED MAMĄ.
    ZASAPANY. SPOCONY.
    OPUŚCIŁ ŁEB.
    ZAKRĘCONE ROGI. DUŻY ŁEB. POTĘŻNE CIELSKO.
    PATRZYLI NA SIEBIE.
    ZA PLECAMI MAMY JEJ SYN.
    Z PRZODU ROGATE ZWIERZE. TEŻ JEJ DZIECKO.
    PODNIOSŁA PATYK.
    DOTKNĘŁA JEDNEGO ROGU I DRUGIEGO.
    PRZEMÓWIŁA DO BYKA.
    NIE PRZEBIERAŁA W SŁOWACH.
    PRZYPOMNIAŁA MU CZYIM
    TAK NAPRAWDĘ JEST S YNEM.
    GROŹNIE MACHAŁA PATYKIEM PRZED ŚLEPIAMI.
    ODWRÓCIŁA SIĘ. POSZŁA.
    BYK RUSZYŁ ZA MAMĄ.
    ROŻYSKA. POTĘŻNY ŁEB.
    MYCZAŁ.
    DOTYKAŁ PYSKIEM JEJ RĘKI.
    POLIZYWAŁ.
    PRZEPRASZAŁ.
    BYŁ WCIĄŻ
    MALUTKIM, UKOCHANYM BYCZKIEM

    A. T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite wspomnienia o byczku..Co za mądre zwierze;)Ja mialam podobną sytuację z kogutem Karmazynem..Ciągle go ganiałam bo mial piękne pióra...a chciałam kilka mieć..ganiałam..męczyłam...Aż kogut mnie dorwał wiosną kiedy śniegi topniały;) bawiłam sie na podworku w stateczki , ktore z kory brat zrobil i puszczaliśmy po wyżłobionym rowku..by woda splywała...Kogucik mnie upatrzył..dokonał skoku na ramiona i walił dziobem po głowie..Bardzo okaleczona z czapeczka czerwoną w dłoni..krzyczałam ratunku!..Pimoc mamy nadeszła niebawem .Ale kogut dał mi łomot oorządny ...Biedak marnie skończył..W niedziele jadłam rosół by do zdrowia dojść...hihihi dochodzilam miesiac czasu .bo narobił dziobem sporo ran..Mialam 10 lat....Pozdrawiam serdecznie PanaA.T...Także Anulkę»}

      Usuń
    2. Przepraszam za błedy .Piszę z telefonu.Małe literki ...problemy z dopatrzeniem

      Usuń
  28. POŻEGNANIE EDENU [fragment]

    KOLACJA.

    KAŻDY Z DOMOWNIKÓW MA SWOJĄ MISKĘ
    LUB KORYTO. DOM DOSTATNI.
    PODSTAWOWYM JEDZENIEM MAMAŁYGA. NA MLEKU.
    MAMA MLĘŁA KUKURYDZĘ
    NA ŻARNACH W PODPIWNICZENIU DOMU.
    TAM TEŻ PIEC DO WYPIEKU CHLEBA.
    PIWNICE WKOPANE W GŁĄB GÓRY. ZAWSZE CHŁODNO.
    RZĄD BECZEK Z KISZONĄ KAPUSTĄ I KISZONYMI OGÓRKAMI.
    NA ŁAWACH GLINIANE GARY ZE ŚMIETANĄ
    I KWAŚNYM MLEKIEM.
    WARKOCZE CZOSNKU I CEBULI NA ŚCIANACH.
    MAMAŁYGĘ WPIERW GOTUJE SIĘ NA WODZIE.
    DUŻO MIESZANIA. POD KONIEC DOLEWA SIĘ MLEKO.
    TROCHĘ CUKRU. SZCZYPTA SOLI.
    MAMAŁYGĘ JADŁEM W KUCHNI.
    Z OJCEM, MAMĄ, SIOSTRĄ I BRATEM.
    RESZTA DOMOWNIKÓW NA DWORZE.
    MISKI USTAWIONE RZĘDEM PRZED SCHODAMI
    W USTALONYM PORZĄDKU.
    KAŻDY ZNAŁ SWOJE MIEJSCE. AZOR PIERWSZY OD GÓRY.
    DALEJ W DÓŁ KARDASZ.
    TRZECIĄ MISKĘ MAMA DOSTAWIŁA DLA PSA PRZYBŁĘDY.
    NADAŁA IMIĘ: LUX.
    CZWARTE MIEJSCE KOCIOŁEK DLA BYKA.
    OPODAL POD STAJNIĄ KORYTA DLA GĘSI, KACZEK I KUR.
    NA GANKU POWIESZONY DZWON. OKRĘTOWY.
    KILKA UDERZEŃ. KOLACJA.
    ZWIERZĘTA PĘDZĄ NA SWOJE MIEJSCA.
    AZOR. KARDASZ. LUX DOSTAWALI MAMAŁYGĘ.
    BYK TEŻ.
    RESZTA ZIARNO. RÓŻNE. DUŻO. SPRAWIEDLIWIE.

    MAMINY KROWY.

    W GOSPODARSTWIE CZTERY KROWY.
    PIERWSZA KUPIONA. RESZTA WŁASNEGO CHOWU.
    AKUSZERKĄ MAMA. NARODZONE ZWIERZĘ JEJ DZIECKO.
    WYCIERAŁA. POMAGAŁA STANĄĆ NA NOGACH.
    PODSUWAŁA PYSK POD DOJKI KROWY.
    KARMIŁA BUTELKĄ W RAZIE POTRZEBY.
    ROZMAWIAŁA. CAŁOWAŁA. GŁASKAŁA.
    NIGDY NIE UDERZYŁA.
    W RAZIE SZKODY WYKŁÓCAŁA SIĘ
    ZE ZWIERZĘCIEM JAK Z RÓWNYM SOBIE.
    MACHAŁA PATYKIEM PRZED PYSKIEM.
    NIE SZCZĘDZIŁA DOSADNYCH SŁÓW.
    DOJENIE KRÓW RYTUAŁ.
    ŻADNA JĄ NIE KOPNĘŁA.
    DO KORYTA KAŻDEJ KROWY WRZUCAŁA SIANO I SMAKOŁYK.
    BURAK. JABŁKO LUB MARCHEW.
    GŁASKAŁA PO PYSKU I ROGACH.
    CIEPŁĄ WODĄ PRZEMYWAŁA WYMIONA.
    WYCIERAŁA RĘCZNIKIEM.
    KOLEJNOŚĆ DOJENIA USTALONA OD LAT.
    WPIERW NAJSTARSZA . DALEJ WEDŁUG WIEKU.
    NARUSZENIE USTALONEGO PORZĄDKU GROZIŁO BUNTEM.
    OGÓLNYM GŁOŚNYM MYCZENIEM. TUPANIEM.
    MOGŁY TEŻ I KOPNĄĆ.
    MAMA PRZESTRZEGAŁA NABYTYCH PRAW.
    SIADAŁA NA TABORECIE.
    PODSUWAŁA WIADRO POD WYMIONO.
    ROZMOWA.
    GŁASKANIE.
    POKLEPYWANIE.
    KROWA ODWRACAŁA ŁEB OD KORYTA.
    PATRZYŁA NA MAMĘ.
    BŁOGO WZDYCHAŁA.
    ZACZYNAŁO SIĘ DOJENIE.

    A. T

    OdpowiedzUsuń
  29. Niesamowite..Czytam i wyobraźnia moja wiruje..Jakbym tam była..Bardzo wiele byłoby z mojego dzieciństwa...Moi dziadkowie i mama nigdy nie używali przemocy ..ani na nas ani do zwierząt..Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  30. POŻEGNANIE EDENU
    [fragment}

    LOTNISKO OPUSTOSZAŁO.
    CISZA. TRWOGA.
    DOM KOTASÓW, ICH SKLEP. ZAMKNIĘTE.
    STALOWA SZTABA I KŁÓDKA.
    UCIEKLI.
    UKRAIŃSCY ZBOCZEŃCY MORDOWALI POLAKÓW.
    W OBEJŚCIU POZOSTALIŚMY SAMI.
    MAMA I JA. PSY AZOR I LUX.
    OJCIEC ZMOBILIZOWANY. SIOSTRA NA STANCJI
    W BRZEŻANACH. BRAT ZE SWOIM WILCZUREM
    NA SIÓŁKU U CIOTEK. CZTERY KROWY. DWA KONIE.
    GĘSI. KACZKI. KURY. KOZY. KOTY. DOM. STODOŁA. STAJNIA.
    WIECZOREM I NOCĄ ŁUNY POŻARÓW. WARKOT BĘBNÓW.
    MAMA NIE UCIEKAŁA.
    PILNOWAŁA DOROBKU ŻYCIA.
    UCIECZKA TO NĘDZA.
    NIE UCIEKAŁA. NIE BAŁA SIĘ O SIEBIE.
    BAŁA SIĘ O SWOJE ZWIERZĘTA I O MNIE.
    NIE NOCOWALIŚMY W DOMU.
    MIELIŚMY TAJEMNE SCHRONIENIE.
    BUNKIER Z PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ.
    W KRZAKACH NAD DOLINĄ ZA BUNKREM LAS.
    MAMA ODKOPAŁA WEJŚCIE. WEWNĄTRZ PIWNICA.
    SUFIT I ŚCIANY Z BELEK. RURA WENTYLACYJNA.
    Z GÓRY WSZYSTKO WIDAĆ.
    JEZIORO. DOMY UKRAIŃCÓW DMYTRUKA. WOŁOSZCZUKA.
    DALEKIE ŁUNY POŻARÓW.
    WIECZÓR.
    NIE DOSTRZEGLIŚMY ŚWIATEŁ W DOMACH
    DMYTRUKA I WOŁOSZCZUKA.
    OMÓWIONY ZNAK, ŻE GROZI NIEBEZPIECZEŃSTWO.
    MAMA ZATRWOŻONA. ZROZUMIAŁA. OSTRZEGALI.
    UCIEKALIŚMY ŚCIEŻKĄ PRZEZ LAS NA GROBLĘ.
    DALEJ NA SIÓŁKO. DO SIÓSTR MAMY.
    PRZED UCIECZKĄ MAMA POBIEGŁA DO STAJNI.
    PODRZUCIŁA SIANA DLA BYDŁA.
    NASYPAŁA ZIARNA KUROM, KACZKOM I GĘSIOM.
    BYDŁO PORYKIWAŁO. CZUŁY NIEBEZPIECZEŃSTWO.
    GĘSI PRZYCICHŁY.
    ZWYKLE WYDZIERAŁY SIĘ NA WIDOK MAMY.
    GĘSIA OWACJA. GĘGOTAŁY. TRZEPAŁY SKRZYDŁAMI.
    DOTYKAŁY DZIOBAMI JEJ RĄK.
    DELIKATNIE POSKUBYWAŁY PALCE.
    WYCIĄGAŁY SZYJE I DZIOBY DO JEJ TWARZY. USZU.
    NASZEPTYWAŁY SWOJE TAJEMNICE.
    KAŻDY GĘSIOR OD DZIECIŃSTWA DO PÓŹNEJ STAROŚCI
    BYŁ GŁASKANY I CAŁOWANY W GŁÓWKĘ.
    KOCHANY. MAMA SWOICH ZWIERZĄT
    NIE ZABIJAŁA.
    NIE AKCEPTOWAŁA ZASAD ŁAŃCUCHA POKARMOWEGO.
    UCIEKALIŚMY.
    PORZUCILIŚMY DOM I MAMAŁYGĘ.
    POSAPYWAŁA NA KUCHNI.
    UCIEKAŁ AZOR PIES MOJEJ MAMY.
    BIAŁY KUNDEL Z CZARNYM PYSKIEM.
    Z PRZETRĄCONĄ TYLNĄ NOGĄ.
    POSTRZELIŁ WREDNY MYŚLIWY.
    MAMA PRZYGARNĘŁA RANNEGO PSA.
    OWIJAŁA ZBOLAŁĄ NOGĘ BOBKOWYMI LIŚĆMI.
    KARMIŁA. GŁASKAŁA.
    KOCHAŁ MAMĘ NADLUDZKĄ PSIĄ MIŁOŚCIĄ.
    RESZTĘ NIENAWIDZIŁ.

    A. T

    OdpowiedzUsuń
  31. W jakiej miejscowości ten kościół?

    OdpowiedzUsuń