hola, hola, nie tak szybko !
Do tej windy jeszcze spory kawałek
Jeszcze ostatnie chwile w stanie kawalerskim. Rodzinny dom, w nim my. A przy okazji straszliwe rodzinne zamieszanie. Czy aby garnitur leży jak trzeba ?! czy krawat dobrze zawiązany ?! Upss - mały problem z butonierką, róża żywa to jak żywa ucieka ! No, już - usiadła w kieszonce. Buty się wściekły i trudno założyć. Uff - jeszcze zdjęcie z babciami i ciotką i można wyruszyć z domu. W świat własną drogą.
.
Pierwszy odcinek do domu Panny Młodej. Pół godziny przez górki. A tam już wszyscy czekają. Błogosławieństwo. Znak Krzyża na jednym czole, potem na drugim. Wzruszająca chwila. Kto płacze, ten płacze a kto potrafi, to udaje, że nie. Łzy szczęścia wysychają szybko, więc radosne towarzystwo pakuje się go samochodów i w drogę. A droga daleka, bo Młodzi wybrali sobie Krzeszów. Mój Krzeszów, ten przy którego renowacji pracowałam kilkanaście lat, mój Braciszek zresztą też.
Jesteśmy na miejscu. Pierwsza brama - wejście do Sanktuarium.
W promieniach słońca, w promieniach szczęścia ... prosto przed siebie ..
I nagle upss - druga brama :-)
.
oooo - takiej, to nikt się nie spodziewał ! ! !
Nie ma to, tamto - trzeba wykupić parę młodą ...
.
Okup wręczony, sympatyczni motocykliści zadowoleni, ja, jak widać na obrazku, też. Jeszcze tylko pamiątkowa fotka i droga do ołtarza wolna.
Narzeczeni lekko stremowani.
Zaraz wyjdzie znajomy Ksiądz i poprowadzi młodych do ołtarza. Ech, ponad sto kilometrów gnał, żeby dać im ten ślub. Tam, gdzie chcieli, w Bazylice Łaski Najświętszej Marii Panny.
.
Już są we wnętrzu. Ostatnia brama przekroczona.
Pierwszy raz zobaczyłam Bazylikę po remoncie, przy pełnym oświetleniu.
Jak rozblysły wszystkie kandelabry a słońce zaświeciło przez okna to
uleciałam z zachwytu. Zaraz potem się popłakałam ze wzruszenia, bo
młodzi szli do ołtarza. W momencie trzeźwości intelektualnej
zdążyłam zauważyć że kolor bieli na ścianach jest super a podłoga "się
trzyma"
Ślub był rzymski to znaczy z Mszą. Kustosz Sanktuarium zrobił nam
niespodziankę i była koncelebra. Potem jeszcze podarował Młodym
replikę obrazu Matki Bożej Łaskawej. Będą mieli pamiątkę na całe życie.
.
Nasz Ksiądz miał piękne kazanie. Czas i miejsce wyznaczyło ich małżeństwu troje patronów. Madonna Łaskawa, patronka miejsca, niech otoczy ich opieką i pomaga w najtrudniejszych chwilach życia. Święty Franciszek. patron dnia, niech sprawi, że dom ich zawsze będzie otwarty dla każdego. Święty Krzysztof, patron pana młodego, niech prowadzi ich dobrymi drogami i ostrzeże przed skręcaniem na manowce.
.
Gdy tak słuchałam, to łezka zakręciła mi się w oku ale był też moment, kiedy się
śmiałam. Zresztą wszyscy się wtedy śmiali. Wycieczki przez godzinę się nie szwendały po kościele więc było
pięknie i spokojnie.
.
Cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej. Obraz jest maleńki, ma zaledwie 37cm na 60cm. To trzynastowieczna ikona, jeden z najstarszych wizerunków Maryi w Europie. Korony na obrazie to dar Jana Pawła II.
U Jej stóp przysięgali sobie miłość, wierność, szacunek i uczciwość.
.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje. To za Świętym Pawłem.
.
Ave Maria ktoś z zespołu zagrał na saksofonie, co z
organami dało niesamowity efekt. Nigdy takiego zestawienia nie słyszałam. Jest co posłuchać a le jest i na co popatrzeć. Barokowy prospekt organowy imponujący. Brzmienie instrumentu idealne, akustyka bazyliki też.
.
Zaraz po Mszy Młodzi z Rodzicami i Celebransami podeszli do głównego ołtarza. Chwila wspólnej modlitwy. Prośba o opiekę Madonny Łaskawej i błogosławieństwo na nowe, wspólne życie.
Już po ! ! !
Już są prawdziwym mężem i prawdziwą żoną.
Jeszcze im ryżem sypnęli na szczęście ...
.
Gości chór nie śpiewał fałszywie tylko szczerze życzył. Życzył długo, aż do utraty tchu. Po życzeniach wszyscy grzecznie pomaszerowali do samochodów i wyruszyliśmy do domu weselnego, jakieś 50km za Krzeszów. Dom nosił wdzięczną nazwę Chata za Wsią. Świetna sala z parkietem i wygodne pokoje. jak ktoś, coś, to chętnie podam namiary.
.
Dotarliśmy jak zapadał już zmrok. Ślub zaczął się czwartej a skończył o piątej, potem życzenia trwały dość długo, zanim wszyscy się pozbierali i dojechali na miejsce to była prawie siódma. Przed wejściem tradycyjne powitanie chlebem i solą. Szampan był w środku.
.
Weselny tort !
Pierwszy, małżeński, wspólnie podzielony. Róże były z marcepanu. Czy ktoś zjadł, tego nie wiem. Ja tam wolałam czekoladowy środek. Miodzio!
.
Wszystko było zgodnie z tradycją. O dwunastej welon pofrunął do góry. Trochę żal ? Niech szczęście przyniesie tej, pannie, która go złapała.
.
Panowie kawalerowie ruszyli do boju i walczą o krawat pana młodego. Oj, śliskooo ! ślisko i wesoło, nawet fotograf złapał się za głowę.
.
A teraz konkurs dla par : taniec pod tytułem "dyscyplina sportowa" Jednogłośnie wygrało jeździectwo. Zwycięska para tańczy na bis.
.
Druhny stanęły na wysokości zadania. Nie powiem, nawet spora to była wysokość. Dla mnie zawsze takie szpilki to było marzenie ściętej głowy. Cóż - gdybym była o głowę niższa to bym pewnie w takich chodziła.
.
I znowu konkurs. Kopciuszki zdejmują z nóg pantofelki. Książęta szukają. Pierwszy książę lotem błyskawicy znalazł się przy bucikach, ale, ale .... czy aby to na pewno pantofelek jego partnerki ???
.
Nooo - pozostali książęta ruszyli do boju i kotłowanina na całego. Teraz odnaleźć bucik partnerki, to już wyższa szkoła jazdy.
.
A teraz wszyscy goście weselni na parkiet. Pary wirują w tańcu a biedny obiektyw niestety za nimi nie nadąża.
Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka, konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy ... Jak pociąg przejechał to zaraz wąż wypełznął i wił się przez całą salę, wzbudzając ogólną wesołość, jak to wąż. Zespół kapitalnie grał. Śpiewał zresztą też.
.
W pewnym momencie instrumenty na chwilę poszły w odstawkę zostały tylko akordeony. Ale było fajne śpiewanie na sali. Nawet śpiewniki były dla młodych, bo my to raczej "Sokoły" na pamięć :-) I dla babć było i dla nas i dla młodych, dla każdego coś fajnego - o bella , bella , bella Mari ...
A teraz idziemy na jednego ... A teraz idziemy...
A nie, nie, nic z tego!
To, o czym traktuje przyśpiewka, to raczej panowie, ja tam skromnie degustowałam sobie to niebieskie winko i naleweczkę domową :-) nie, nie księżycówkę - porzeczkówkę czarną.
.
Ten uszaty jegomość to raczej na jednego pójść nie zdążył. Ten łaskawca prosto z rożna trafił na weselny stół. Drugiego dnia odbyły się poprawiny. Garden party, czyli bankiet w restauracyjnych krzakach. Świetnie było ! ! Pogoda wymarzona. Słońce jak w lipcu, ciepluteńko. Humory wspaniałe. Danie główne: pieczony prosiak z widokiem na Śnieżkę
.
Komu słodko, temu słodko, a komu gorzko - temu fajnie ...
I ja tam byłam, miód i wino piłam
a co widziałam, to opowiedziałam
*
z przyjemnością polecam Malina M *
jeśli podobał Ci się
ten wpis to wejdź na liiil
kliknij
zagłosuj