A FIGĘ !
wcale ci nie dam, bo niegrzeczne jesteś ! To upały, to burze i nawałnice ! Harcerzy ewakuują, drogi spływają do rzek, wczasowicze w odwrocie, a w morzu, zamiast plażowiczów, sinice pływają ... i jeszcze ten pyton ! że nie wspomnę o polityce ... No co ty sobie wyobrażasz ? hę !!!
Za karę nie róży kwiat dostaniesz,
a kwiecie czosnku ... o !
Że śmierdzi ?! ale za to smak ma, jak mawiał kiedyś mój Dziadziu ...
Jest prosto z grządki, a do tego z mojego obiektywu - musi ci wystarczyć.
.
Kiedyś nie takie lato, jak latoś, bywało. Nie takie !
W czasach gdy byłam dziecięciem lato było najpiękniejsze na świecie ! ... Zwłaszcza nad wodą. A jeszcze jak Tatko na ręce wziął, albo pływać uczył w naszym basenie - pełnia szczęścia, mucha nie siada !

.
I morze było najpiękniejsze na świecie ! ...
Koniec lat 50-tych, ech. woda w morzu taka czysta, braciszek raczkował w piaseczku, a ja biegałam sobie z wiaderkiem i weloniaste meduzy łowiłam, i zielone rybki łowiłam też ... a łopatki to używałam głównie do nasypywaniu piasku na głowę braciszka, a co - podła byłam !
.
Sopot też był najpiękniejszy na świecie ! ...
Czas płynął, nam latek przybywało, a lato coraz fajniejsze się stawało, o !
.
To były czasy ! Kto miał łopatkę i wiaderko ten rządził. Wzbudzał respekt nawet jeśli był straszliwym zmarzlakiem i maruderem.
.
Jeździliśmy co roku do cioci Zosi, nazywanej przez wszystkich w rodzinie Lasią. Nikt się specjalnie nie zastanawiał, skąd takie imię. Lasia, to była Lasia i już. Może to zdrobnienie od Laszki ? Może ...
W ogrodzie Lasi
Na zdjęciu Lasia, siostra mojej babci Walerii i Stasiu - wąsaty brat Babci. Stoją też moi Rodzice i braciszek. Ta dziewusia to nie ja, to moja kuzynka Aśka. Ja byłam starsza o całe trzy lata i ważniejsze rzeczy miałam do roboty niż pozowanie do zdjęć z małolatami.
Ciocia mieszkała nad samym morzem, biegaliśmy więc na plażę boso i w samych kąpielówkach. Dróżka przez ogródek, przecięcie promenady i już wejście na dziką plażę. Na plaży suszyły się sieci i pełno było czarnych muszli. Ciocia była bardzo kochana, łagodna, taka nie na dzisiejszy świat. Wszystkie dzieci wprost Ją uwielbiały i nie da się ukryć, wyłaziły Jej na głowę, a Ona, ze stoickim spokojem, zgadzała się na zasypane piaskiem schody, wiaderka w wannie, hodowlę rybek i meduz w szafliku. Wynosiła nam na plażę gotowany bób i chleb z cukrem, no i kupowała lody na patyku. U Lasi można było wszystko. Z Rodzicami to nie było już tak słodko: łopatka na schodach - srrrru, na lody szlabanik.
.
Na plaży genderowo -
braciszek i ja w takich samych majtkach.
Biegaliśmy po plaży do upadłego i najchętniej wpadaliśmy z impetem w te sieci. Nic to, że można się było w sieci zaplątać. Gra była warta świeczki, bo w sieciach pełno było płaskich, czarnych muszli, każde z nas chciało jako pierwsze znaleźć żywą "szczeżuję". Nasłuchaliśmy się opowiadań o meduzach i szczeżujach to nic dziwnego że nawet perła nam się marzyła.
Nie znaleźliśmy nigdy nic żywego, ani perłowego, za to nasze największe sieciowe szaleństwa zakończyły się złamaną nogą braciszka, ojjj ! i moim karnym wyjazdem na kolonię. Do Pucka. Wrrrrrrrr !
.
Taki
był Sopot końca lat pięćdziesiątych.
Wakacyjny lipiec, środek sezonu, a tu plaże puste i czyste. Jak się dobrze przypatrzeć, to znajome budowle w oddali majaczą i molo widać, i kosze na strzeżonej plaży. Mamcia Danusia w uroczej "kombinacji". Jakie czasy, takie bikini ... Kto dzisiaj wie, co to "kombinacja"? kojarzy się z podatkami, polityką i różnymi rzeczami, w żadnym razie z wdzięczną spódniczką i równie wdzięczną "górą" Tak, tak, kiedyś nie nosiło się biustonoszy, tylko "góry", kiedyś nawet majtek się nie nosiło, tylko "damskie niewymowne"
.
Stare molo - z paniami w eleganckich sukienkach i butach na szpilkach, z panami w garniturach ... Kocham tamten, stary Sopot. Urokliwe domki wzdłuż promenady, kręcone lody od Włocha, elegancki Monciak, Algę, delikatesy pachnące świeżo mieloną kawą, nugaty w małej cukierence, najlepsze na świecie. Wspominam te nugaty, jak moja Mamcia bezowe torciki z cukierni Maćkówki w Złoczowie. Tego smaku się nie zapomina. Tęsknię za tamtym starym i za smażalnią śledzi, koło domu Lasi i za jedynymi na świecie bułkami szwedkami, i za łamańcami z makiem. Dzisiaj zjadłabym nawet irysowe mordoklejki, kupowane w kiosku koło domu cioci. Ech !
*
Trochę później, to już najpiękniejszy na świecie był Kołobrzeg ! ...
.
Plaża, dzika plaża, ośrodek niedaleko amfiteatru, port, latarnia, Aleja Róż, Morskie Oko z najpiękniejszym na świecie zapachem kawy i bajaderką ... Młodość, młodość, młodość ... Wiatr we włosach, różowe okulary i mini.
Ech lato, wspaniałe jesteś ...
może jednak dam ci tę różę
Zostań, bo już w lesie
jesień grzyby niesie ...
*
*
z przyjemnością polecam Malina M *
