na niebie zabłyśnie pierwsza gwiazdka
a w sercu zrobi się ciepło i rodzinnie.
Nagle wszystkie sprawy nabiorą innego wymiaru ustawią się w miejscu, gdzie stać powinny, w odpowiedniej kolejności, od tych które wydają się nam ważne, do tych na prawdę najważniejszych i nadających życiu sens. Tradycja pomiesza się z dniem dzisiejszym a świat na chwilę przystanie w biegu. Zadamy sobie pytanie co było, co jest i co będzie.
Ile jest we mnie tradycji ? ile tęsknoty za tym co było a ile marzenia by to zatrzymać i przekazać dalej.
Nasz tradycyjny stół wigilijny
nakryty jak zwykle białym obrusem i białą zastawą.
Jest sianko pod obrusem i dodatkowe nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Zaraz na stole pojawi się talerz a na nim opłatki. Opłatki posmarowane miodem, żeby się dobrze działo.
Obok, na stoliku leży Pismo Święte. Najstarsze z nas albo najmłodsze przeczyta wigilijną Ewangelię. Pomodlimy się za tych, którzy jeszcze tak niedawno przy tym stole siedzieli. Będą z nami.
Pachną świerkowe gałązki. Jest cisza, nie gra radio ani telewizor. Tę ciszę zapełnimy życzeniami i kolędami i radością.
tak pięknie było u nas na Wigilię w zeszłym roku
A jak bywało kiedyś ?
Moje wigilie były trochę inne niż teraz.
Pamiętam swoje dzieciństwo. Mieszkaliśmy wtedy, na trzecim piętrze a
właściwie to na poddaszu . Po choinkę wybieraliśmy się zawsze kilka dni przed
świętami, to była strasznie ważna wyprawa, Zawsze w trójkę Dziadziu, mój młodszy
brat i ja. Choinki kupowało się na targu, był specjalny plac a na nim
zatrzęsienie drzewek, przeglądaliśmy chyba wszystkie a potem z tryumfem i
najśliczniejszym świerkiem wracaliśmy do domu. Choinkę ustawiało się na
spoczniku naszego piętra, wkrótce obok pojawiała się choinka naszego sąsiada.
Wtedy były inne czasy, można było wszystko na schodach zostawić, nikt nie
ruszył. Do wigilii chodziło się slalomem między tymi choinkami a drzewka
pachniały cudownie.
Choinkę ubieraliśmy w dniu Wigilii, oczywiście we trójkę Dziadziu mój brat i ja, bo Rodzice
pracowali. Dziadziu wyjmował wielkie pudło z ozdobami, które przyjechały jeszcze
z Kresów , układał na stole cukierki i długie nici a potem wiązaliśmy te nici na
cukierkach i bombkach i ubieraliśmy drzewko. Zawsze podobnie – na górze szpic i
anioł a na dole oprócz cukierków bombki, grzybki, papierowa karuzela z
gwiazdkami, łańcuchy i anielskie włosy, no i lampki zrobione przemyślnie przez
mojego Tatusia. Pod choinką koniecznie szopka. Już tydzień przed Wigilią spędzaliśmy długie godziny z Dziadziem wyklejając papierowe figurki. Takie szopki kupowało się a potem trzeba było wyciąć pomalować i posklejać.
Przygotowania do Świąt trwały kilka dni.
Piekło się drożdżowe strucle i makowniki, przez dwa dni gotowało się mleko na
wafel a w ostatnim dniu orzechowy tort. Dziadziu przyrządzał specjalne nalewki
cytrynówkę i kawówkę. Stały potem w karafkach na szafie. Pamiętam, jak za piecem kaflowym umieszczało się drąg a na nim wisiały
kiełbasy i suszyły się na Święta. No i oczywiście karpie – zawsze dwa karpie pływały w wannie a my z
braciszkiem byliśmy zachwyceni, że przez te dni można odpuścić kąpanie. A że
dziatki z nas były litościwe to zdarzyło nam się karpiki nakarmić chlebem, z
odrobiną masła.
Tradycyjnym mięsem świątecznym był u nas schab, pieczony z dużą ilością
kminku. Robiło się ćwikły, tarte na grubej tarce, z dodatkiem tartego chrzanu,
kminku, octu i cukru. Gotowało się barszcz, do którego Mamusia wlewała wywar z
grzybów. Lepiliśmy pierogi ruskie, pierogi z kwaśnej kapusty i pierogi ze
słodkiej kapusty, no i oczywiście uszka.
Wieczorem przed wigilią pakowano nas do łóżek i następowało pastowanie całego
mieszkania. Do dzisiaj pamiętam ten cudowny zapach świerkowych gałęzi, pasty do
podłogi i świeżo krochmalonej pościeli. Cudownie było zasypiać w poczuciu
bezpieczeństwa i w oczekiwaniu na to, co ma nadejść
*
Wigilie z mojego dzieciństwa były trochę inne od innych.
Gdy miałam 4 lata zmarła moja Babcia. Wtedy Wujek, który był księdzem w mojej
miejscowości, postanowił, że wigilie u nas będą zbyt smutne i powinniśmy spędzać
wigilie u Niego. I tak przez 20 lat wszystkie wigilie spędzałam na plebanii.
Kiedy na dworze rozpoczynał się mrok, a było to zwykle koło 16-ej
wyruszaliśmy z domu całą naszą piąteczką, przodem pod rękę szli moi Rodzice a za
nimi, pod rękę z Dziadziem, my z braciszkiem. No – pod rękę to szumnie
powiedziane, po prostu oboje wisieliśmy na Dziadziu jak te winogrona a on po
drodze opowiadał o wojennych wigiliach.
Pamiętam – padał śnieg, wielkie białe płatki wirowały i zaklejały usta, w
dali majaczyła ciemna bryła wielkiej gotyckiej fary. Na tle ciemnego nieba zarys
stumetrowej strzelistej wieży a my wpatrujemy się jak sroki – zabłyśnie pierwsza
gwiazdka, czy nie zabłyśnie.
Droga trwała tak z 15 minut , dochodziliśmy do placu i tam zawsze ten sam
zachwyt , przed frontonem olbrzymie choinki oświetlone białymi żaróweczkami –
cud, poezja … Tatuś otwierał drzwi plebanii a my pędem krętymi schodami na
pierwsze piętro , naciskaliśmy na dzwonek, który dzwonił jak opętany a potem
pędem do stołowego pokoju zobaczyć choinkę. Zawsze była taka sama i zawsze
wyjątkowo piękna. Wysoka do sufitu a sufit dalekoooo od ziemi. Plebania
znajdowała się w dawnym kolegium jezuickim, barokowe pomieszczenia były bardzo
wysokie i sklepione kolebkami, choinka miał 5 albo 6 metrów i cała była ubrana
na srebrno, żadnego innego koloru, nie było też lampek, tylko miniaturowe
świeczuszki.
Nie znałam zwyczaju prezentów świątecznych.
Na Święta prezentów nigdy nie było, może dlatego, że byliśmy jedynymi dziećmi
zasiadającymi do stołu. Stół był ogromny, oprócz naszej piąteczki zasiadały przy
nim dwie gospodynie, wujek i siedmiu wikarych.
Często na głównym miejscu siedział ktoś, kogo bardzo się bałam - starzec z
długimi siwymi włosami i długą siwą brodą, tak długą, że nie było widać w co
jest ubrany. Ten starzec to ubogi i samotny prawosławny batiuszka, znajomy mojego Wujka.
Zawsze było sianko pod śnieżnym obrusem. I na środku maleńka figurka Dzieciątka,
było dodatkowe nakrycie dla spóźnionego wędrowca.
Zapamiętałam krótka modlitwę, którą odmawiał Wujek :
„Panie Boże pobłogosław te dary, naucz nas dzielić się chlebem i dobrocią z
tymi, którzy ich nie mają”
Dzielenie się opłatkiem trwało długo, nic dziwnego, tyle osób. Na stole
zawsze było 12 tradycyjnych potraw, były śledzie marynowane, karp smażony, karp
faszerowany w galarecie, barszcz z uszkami, pierogi ruskie, pierogi z kapusty
słodkiej i kwaśnej, chrzan tarty z żółtkami, babki drożdżowe, makowniki, tort
orzechowy i makowy i była też tradycyjna kutia. Ponieważ my, dzieci „nienawidziliśmy” kutii to dla nas była kutia
zmodernizowana, czyli deser z maku, miodu, bakalii z dodatkiem bitej śmietany i
bezów.
Potem śpiewało się kolędy. Z tych czasów znam wszystkie kolędy na pamięć. Z pięknego męskiego głosu słynął mój Wujek a jak jeszcze „chłopcy” się
włączyli – było co posłuchać, bo po kolędach szły pastorałki, różne, z różnych
stron . Nastrój był bardzo świąteczny i radosny – jedyny taki w roku. O jedenastej „chłopcy” szli do siebie, przygotować się do Pasterki a my z
braciszkiem szliśmy do gabinetu spać. O dwunastej szliśmy na Pasterkę, plebania
łączyła się z kościołem przez chór więc my dzieci szliśmy sobie na chór i
stamtąd widzieliśmy wszystko – kościół po brzegi wypełniony i ołtarz z
oświetlonymi choinkami. No i można sobie było usiąść, na co w kościele szans
najmniejszych nie było.
Takie były moje wigilie aż do czasu, gdy rodzina się powiększyła, wtedy
zwyczaje się sprawiedliwie pomieszały.
Jak jest teraz ?
Teraz wszyscy spotykamy się na Wigilii u mojego Braciszka. Brat ma dom kilkanaście
kilometrów od nas, w górach. Tam zawsze jest śnieg, jest pięknie no i jest
wystarczająco dużo miejsca na wielką, żywą choinkę. Taką, jaką pamiętamy z dzieciństwa.
.
Za oknami bajka. Dziko. Tylko kilka domów na stoku góry. Wokół domu las. Sarny zaglądają do okien, na śniegu widać tropy a na drodze można spotkać muflona. Ten dom, chociaż nie tak dawno wybudowany to nasze rodzinne gniazdo. Cóż - reszta rodziny mieszka w blokach.
.
Wchodzimy do domu i od razu czuje się nastrój świąteczny.
Jak dawniej stół nakryty jest śnieżnym obrusem, pod nim sianko, biała zastawa, dodatkowe nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Jest czytanie Ewangelii i krótka modlitwa za tych, których już wśród nas nie ma.
A potem łamiemy się opłatkiem. Koniecznie posmarowanym miodem.
Jak dawniej choinka jest prawdziwa. Stoi w wodzie i trzyma się bardzo długo. Zapach świerkowych gałęzi przypomina mi dawne czasy.
Ech - to jeden z najpiękniejszych zapachów na świecie.
Teraz choinkę ubierają nasi panowie.
Dzieje się to bladym świtem w sam Dzień Wigilijny. Choinka jest wielka, ma prawie trzy metry, trzeba się namęczyć by światełka rozmieścić równomiernie. Całe rano z panami święty spokój. Nie marudzą, nie plączą się, nie wsadzają nosa gdzie nie trzeba no i nie podjadają. Bo podjadanie w Wigilię zabronione. Zgodnie z tradycją pościmy.
Panie też w ubieraniu choinki mają swój udział.
Oczywiście tylko te panie, które swoją część Wigilii przygotowały już wcześniej. Pozostałe panie uwijają się jak w ukropie bo potrawy pracochłonne. Takie lepienie pierogów z falbankami jest przecież bardzo absorbujące. A uszka !!! W trójkącik i uszczypnąć, w trójkącik i uszczypnąć, trójkącik i uszczypnąć i tak kilkaset razy bo uszka to ulubiony przysmak.
Cieplutkie uszka zaraz powędrują na stół
Oczywiście mamy tradycyjnie dwanaście potraw.
Każdy z nas przynosi coś, co u siebie wcześniej przygotowuje. Żeby było sprawiedliwie i żeby nikt zbyt się nie zmęczył. Przy wigilijnym stole spotykają się cztery rodziny. Na mnie
przypada barszcz, uszka i kapuściane pierogi. Wigilię zaczynamy tradycyjnie od barszczu z uszkami, potem na stół wjeżdża smażony karp, potem ryba w galarecie, potem trzy rodzaje pierogów: pierogi, ruskie, pierogi ze słodkiej kapusty i pierogi z samego sera.
Nie ma faszerowanego karpia
zastąpiły go kulki rybne w galarecie. Ten sam farsz ale nie ma skóry karpia i
głowy, co patrzy okiem z marchewki.
Te same potrawy bo rodziny mniej więcej z podobnych stron.
Osobnym rytuałem jest pieczenie ciast.
W tej materii prym wiedzie mój Braciszek. To on przejął tradycję wypiekania drożdżowych babek, makowników, strucli, przekładańców, czy orzechowych mazurków. Mamy na stole jeszcze inne ciasta. Obowiązkowo musi być mój tradycyjny tort orzechowy, z przepisu Babci Walerii, no i szarlotka z szarych renet.
Czasem na stole gości kutia ale tego specjału nie nauczyłam się robić.
Przed słodkim „aniołek” rozdaje prezenty.
To dla mnie nie znany wcześniej
zwyczaj ale nie powiem – bardzo miły zwyczaj. Przyzwyczaiłam wszystkich, że
zawsze sama robię prezenty, jest mnóstwo śmiechu bo staram się zawsze w
prezentach jakiś dowcip przemycić. Jednego roku przygotowałam śpiewniki z
kolędami , każdy dostał aniołka z własną główką, aniołek miał słowa kolędy,
każdy miał swojego aniołka na okładce a w środku aniołki i kolędy
pozostałych.
No, nie powiem, aniołki gołe były a już te męski wyjątkową „urodą” się
odznaczały.
.
Do dzisiaj te śpiewniczki nam służą.
bo oczywiście śpiewamy kolędy,
ten zwyczaj w całości przenieśliśmy z dawnych czasów. Nie wyobrażam sobie Wigilii bez kolędowania. Śpiewamy do ciemnej nocy a
że niektórzy muzykalni to mamy akompaniament na gitarę.
.
Proszę bardzo jak tradycja przechodzi z ojca na syna.
Kiedyś mój Tatuś bardzo lubił kolędy i bardzo pilnował, żeby w domu się śpiewało. Teraz brat i bratanek idą w jego ślady.
Po Dziadku tyle odziedziczyli. Jeden konstruktor i drugi konstruktor. Obydwaj okularnicy a jak grają i śpiewają ! ! ! Sarny z zachwytu do okien podchodzą ... no, może nie całkiem z zachwytu.
.
Kocham Wigilię, kocham nasze tradycje, kocham swoją rodzinę. Nie zamieniłabym takiego domowego świętowania za najbardziej ekskluzywne spędzanie Świąt w najcudowniejszych zakątkach świata.
Najpiękniejsze jest miejsce w sercu a to otwiera się gdy obok są bliscy.
To, że kocham nasze zwyczaje to rzecz normalna ale najważniejsze jest to, że w dzieciach już zaszczepiła się tradycja. Też mają cudowne wspomnienia z rodzinnego domu. To coś najwspanialszego, co dzieciom można dać. To szczepionka na zło i nienawiść świata.
Nooo – jeśli ktoś dotrwał do końca tego strasznie długiego tekstu
i nie padł
- to gratuluję …
z przyjemnością
polecam Malina M *
jeśli podobał Ci się
ten wpis
to wejdź na liiil
i zagłosuj