poniedziałek, 22 maja 2017

JAKA JEST

???




.
Ulotna ?




Zadziorna ?
.

 
Prowokacyjna ?




 .
Zwiewna ?
 .

 .
Pracowita ?


Myślę też, że zaskakująca, więc z zaskoczenia, całkiem od niechcenia, nadmienię, że jak już o wiosenną pracowitość chodzi, to polecam prace kuchenno-wiosenne, czyli pyszny placuszek, w sam raz na wiosenne posiaduszki na łonie, czy jak kto woli na ucywilizowanym tarasie.


*


PLACEK ORZECHOWY 
MAMCI DANUSI

CIASTO

45 dkg mąki
23 dkg masła (kostka - do posmarowania blachy)
12 dkg cukru pudru
3 żółtka

Zagnieść kruche ciasto, rozłożyć na blasze, nakłuć widelcem.
Upiec na nieco bardziej niż złoty, kolor.





.
Ciasto powinno być cieniuteńkie i brzegami leciuteńko podpalone, wtedy ma odpowiednią goryczkę. To znaczy ja lubię, kiedy ma goryczkę, jeśli ktoś nie lubi, to może upiec na kolor normalnie złoty.

MASA ORZECHOWA

20 dkg mielonych orzechów włoskich


.
1 szklanka cukru pudru
4 białka
1 łyżka masła


.
Wsypać do garnka cukier, wlać białka i ciepłe, miękkie masło




Wsypać orzechy, ustawić garnek na kuchenkę, dokładnie wymieszać wszystkie składniki, Smażyć około 10 minut na małym ogniu, ciągle mieszając. Uwaga - gadzina lubi chwytać.



.
Nałożyć gorącą masę na kruchy placek.



.
GOTOWE ! 

Proste jak drut. To mój najbardziej na świecie ulubiony placek.
Placek może oszołamiająco nie wygląda, ale za to smakuje !!!!
Prosto - miodzio od wiosennej pszczółki !!!!




.
Teraz tylko pokroić, wyłożyć na talerz i na tarasik - srrrrru !
Ptaki śpiewają, owady brzęczą, chrząszcze brzmią wściekle,
brzozy, jak oszalałe, soki wypuszczają, a sosny pachną, oj, pachną !


.
Wiosna pani koleżanko, wiosna !
wonna, słodka i radosna...
prowokacyjna czasem też

o! żesz !!!

*



                          z przyjemnością polecam Malina M *                            
strona liiil  

27 komentarzy:

  1. Matko moja Malino Ty wiesz jak to pachnie ?
    Toz to w "miastowych kamienicach" dawno nie znany zapach.Dawniej w kazde święta i przed, dom pachniał wypiekami Dzis panie domu przynoszą gotowca z cukierni lub marketu.I z zapachu nici.
    I komu to przeszkadzało??
    Kiedyś zaproszony zostałem do gajówki, zaprzyjaźnionego leśniczego na cos tam + wspaniałą "szarlotkę" jaka jego zona wypieka.
    Upiekła jak to tam w zwyczaju wielka "wiejska blachę" w piecu chlebowym, posypała cukrem pudrem i wystawiła na ganek z tyłu domu,Na wycieraczkę bo prószyło śnieżkiem. a i by przestygła.
    Myśmy zajechali samochodami "przed front"leśniczówki i weszli do domu.Pana domu nie było,Na pytanie gdzie Jurek słyszymy odpowiedz Poszedł z kolegami na polowanie Będzie dziczyzna i pasztet na święta.
    Po jakich 20 minutach wraca pan domu z kolegami .Żonę coś tchnęło i pyta A jak żeście tu weszli ?A od tyłu, powiada gospodarz.
    A szarlotkę widzieliście ?Lezy na wycieraczce.No nie widzieli.I tak 4 chłopa przespacerowało się po tej blasze.Bo prószyło i wszystko o zmierzchu było białe.
    Gospodyni "na szybko" zrobiła druga.Szczęściem piec był jeszcze gorący.
    A ja od tego czasu wiem i nikt i nic mnie nie przekona ze jest inaczej Szarlotka gorąca prosto z pieca jest lepsza niż ta przestudzona.A jeszcze do tego parę gałek lodu dołożyć.
    I zupełnie nie rozumiem powiedzonka pewnej mojej znajomej.
    Pare minut nieba w gębie i cale życie w biodrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Wieśku! Mam takie małe zapytowywanie..Czy Ty jesteś TEN Wiesiek z blogu Elizy? Wszystko wskazuje,że tak,ale w nieświadomości jam Ci jest..?

      Usuń
    2. Ciepło,ciepło
      Jak "Ona" tak te wypieki robi, przy otwartych oknach to chłopy zlatują się z całej okolicy.No chyba ze akurat maja katar.
      Jak pomyślę, iz tak samo wabia w supermarketach.psikając wonią chleba czy ciasta, na klientów to dochodzę do wniosku "świat na psy schodzi"

      Usuń
  2. Jaaaaaaa.... Szacun. Poza chlebami i drożdzowym na słodko nie potrafię nic upiec :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż zapachniało prażonymi orzechami. Uuuuch... Kusicielka:))
    ps dołożyłam zdjęć Twojego Krzeszowa, zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to mnie koleżanka zaskoczyła ☺architektura w ciastowym wydaniu >>>)))) Oj narobiłaś mi smaku, język się ślini na takie ciacho.Ja w sobotę piekłam ciasto piaskowe z rabarbarem ..Piękny taras i to co go otacza::)))Tu z pewnością wszystko inaczej smakuje.Wiem coś o tym...W domu kawa ma inny smak ,kiedy jestem na tarasie mam wrażenie że jest pyszniejsza::)))Pozdrawiam cieplutko..muszę wypróbować z przepisu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam,oj tam,Danuśka..Ja tam nic nie mówię,ale co wiem,to powiem.
      To TY jesteś królową z tego blogowego kręgu! Ilekroć się wejdzie na Twój blog,to ślinka cieknie na klawiaturę i zaś laptopa trzeba wymieniać!
      Raz to nawet jeża usmażyłaś,okrutna kobieto!;)))

      Usuń
    2. Ale Ty pamiętliwy jesteś ☺ Ja tam mogę nawet węża upiec ...Waszku jaka tam królowa<<<Jakbyś przez kilka dziesiątek lat mieszał w rondlach, to już samo się zrobi ,ot co::))Ale nie powiem pomysłów mam setki::)Pozdrawiam ...i uważaj na siebie ...☺

      Usuń
  5. Malino, twój blog atakuje wszystkie zmysły! Mniam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Malinko!!! O żesz,ale Ty cwaniara jesteś..Pieczesz,gotujesz,smażysz bez żadnego umiaru,jako tez inne niewiasty tu i tam kucharzące..Wobec powyższego pragnę przypomnieć Ci,a młodszej latorośli uswiadomić,jak to onegdaj bywało..Od razu przypomniał mi się wierszyk mojego ulubionego autora,satyryka Mariana Załuckiego(niestety Ś.P od dawien dawna..).
    Marian Załucki:"Przepraszam,żartowałem.."(tytuł książki)
    PRZEPIS PO POLSKU
    "Wziąć to,czego nie ma.
    Dodać soli i kminku
    potem zmieszać z tym,czego
    brak chwilowo na rynku.
    Mieszać długo,dokładnie-
    jak się znudzi,to przestać
    i posypać tym,na co
    absolutnie nas nie stać.
    Można smażyć lub upiec,lub przypalać na roznach,
    polewając tym,o czym
    nawet marzyć nie można!
    Wszyscy u nas to jedzą-
    dla każdego wystarczy,
    na tym właśnie polega
    polski cud gospodarczy."
    Inne tegoż autora np.:
    "Satyryk-to nie literat?
    Przyznaję...
    Nie wszczynam sporu.
    Człowiek dopiero czuje się wielki,
    gdy traci poczucie humoru."
    lub:
    "Postanowiłem dać anons taki do dziennika-
    odpowiednio duży,
    by uwagę skupiał:
    CHCĘ ZOSTAĆ PORZĄDNYM
    CZŁOWIEKIEM-
    POSZUKUJĘ WSPÓLNIKA.
    Sam się nie będę wygłupiał!"
    ALOHA Malinko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lata temu i ja umieściłam ostatni z przytoczonych tu wierszyków, u siebie.
      Jak pokazuje czas, wiersze satyryczne są zawsze aktualne.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. "Wiosna pani koleżanko, wiosna!
    wonna, słodka i radosna...
    prowokacyjna czasem też
    o! żesz!!!"

    Wiosna drogi mój kolego, wiosna!
    wonna, słodka i radosna...
    hormonami pachnie też
    o! żesz!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto w temacie się udziella?
      alElla!
      Ze dnia powszechnego
      niedziella..
      Dlaczego?
      Bo alElla!!!

      Usuń
    2. Kto dziewuszki adoruje,
      gdy wiosnę poczuje?
      i Waszek, i M-16 też
      o! żesz!!!

      Usuń
    3. Jamci krakowiaczek jest,a:
      "krakowiaczek nic nie winien,
      pocałował,bo powinien" O!o!o!

      Usuń
    4. Gdy przyjdzie Malina
      pogoni Waszka do kina.
      AlEllę wyrzuci gdzieś też
      o! żesz!!!

      Usuń
    5. No to przyszła Malina
      ciepła Ellę do kina
      i Waszka też..
      o żesz!
      Co potem się działo
      całe miasto plotkowało
      tak było kolego..wiesz?
      O żesz!

      Usuń
    6. Teraz będzie oficjalne oświadczenie,o żesz..Muszę,bo się uduszę..Panowie i panie,zwlaszcza zaś przede wszystkim panowie..
      Gdybyście wiedzieli,jaka ta Elunia jest to by wam..tego..kapcie spadły!!!Coo? chcecie namiary? Niczorta! A ja wiem,gdzie uroki kobiece podziwiać,o!o!o!

      Usuń
    7. Malina wcale nie przyszła.
      Ma w nosie alEllę
      I szesnastego Waszka też
      O żesz!!!

      :)

      Usuń
  8. Witaj Haniu.
    Z wszystkich kwiatków i roślinek najlepiej lubię placek...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam makro...
    i ciasto.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kulinarne marzenie.
    Radosny przekaz.
    Filiżanka kawy.
    Tosia - labradorka retrevier rozpłastana obok
    białym puszystym kobiercem.
    Nie tak dawno pięciokilogramowy puchatek,
    a dzisiaj trzydziestopięciokilogramowy niedzwiadek.
    Czarne oczka i nosek też czarny.
    Zębiska grożne i zmarszczone wąsate papy.
    Chwyta za ręce krokodylową paszczą.
    Delikatnie, aby nie zranić.
    Polizuje językiem, mokrą łopatą.
    Najukochańsza istota. Darem losu.

    A. T

    OdpowiedzUsuń
  11. SZANOWNY PANIE WASZKU!

    SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ODZEW
    NA POETYCKIEJ STRONIE PANI ANNY.
    W PAMIĘCI PAŃSKA RYCERSKOŚĆ
    I UTALENTOWANE RIPOSTY ADWERSARZOM.
    ROZUMIENIE POEZJI I MUZYKI,
    A W TYM UŁOMNYCH MOICH WIERSZY
    W KTÓRYCH PAN DOSTRZEGŁ DOBRE CHĘCI,
    TO DAR BOŻY, KTÓRYM W SWEJ ŁASKAWOŚCI
    DOBRY BÓG PANA OBDARZYŁ.
    NOBILITACJĄ PAŃSKIE WZRUSZENIE.

    A.T

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj !
    Miły, smaczny wpis i to chodzi pośród szarości tego świata :)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest nieprzyzwoite - ja nie mam ani ciasta, ani tarasiku ani ptaszków i nawet owadów nie mam /może mucha by sie znalazła/............ :-(
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń