czwartek, 16 sierpnia 2018

MUNDUR NA NIM

JAK ULANY
Tęsknią za nim ładne panny
i czekają i wzdychają och i ach ...



.
ooch ! aaaach !!! za mundurem panny sznurem, a już panny z mojej rodziny to kurcgalopkiem, jak za panią matką ... Nie wierzycie ? to proszę bardzo - rodzinny POCZET PANIEN,  panien, co to jak w dym, poszły za mundurem i wyszły za kawalera w mundurze. Bo wtedy mili moi, panienka ochoczo serce, wianek i rękę oddawała temu, co za Ojczyznę. Mundur dla panny wielki honor oznaczał. Przy okazji prezentacji panien odbędzie się, a jakże, parada rodzinnych mundurów - a co, parady w modzie !



PANNA WALERIA
moja Babcia, de domo Zielińska



i jej  Romuald - w mundurze



Jak panna Walercia poznała Romualda, a było to pod koniec lat 20-tych, nie nosił już munduru, ani polskiego, ani tego ze zdjęcia wyżej.




Najstarszy mundur jaki mam w rodzinnej "fototece". Galicja, Złoczów, zabór austriacki, armia c.k. austro-węgierska, szeregowiec Romuald pozuje do fotografii dla swojej Mamy. Ma 18 lat.

Życie biegnie dalej, przynosi upragnioną wolność. Zawadiacki Romek zostaje saperem w polskim wojsku. Jest rok 1920, a przed nim całe życie. Kilka lat później, moja Babcia Waleria pokochała tego odważnego i wesołego chłopaka. Wiedziała, że gotów będzie "swój życia los na stos, na stos" Umierała ze strachu, gdy jako dowódca podziemnej grupy organizował w domu zebrania, pod samym nosem NKWD, umierała ze strachu, gdy granaty przewoził w wózeczku dla lalek i na takie akcje zabierał małą Danusię, umierała ze strachu, gdy go zabrali do obozu w Kowlu. Był saperem. Saper myli się tylko raz więc drżała o jego życie. Nie pomylił się. Całe dzieciństwo słuchałam wojennych opowieści Romualda, mojego kochanego Dziadzia ...



PANNA HELENA
siostra mojej Babci, de domo Zielińska



i jej  Stanisław - w mundurze


Helenka romantyczny miała ślub, biały długi welon, przystojny oficer a pod kościołem szpaler ze skrzyżowanych szabel ... a potem przyszły listy polowe, tęsknota. Przyszło wyzwolenie i wyrok śmierci za AK. więzienie w Rawiczu, twierdza w Modlinie. Chciała kogoś przekupić, sprzedała wszystko, ale ten ktoś oszukał. Gdy się dowiedziała coś w mózgu pękło. Zmarła. Więźniów partyzanci wyzwolili, przynieśli jednak wiadomość - Hela nie żyje. Usiadł pod ścianą, nie chciał uciekać. Został tak długo, aż ktoś zabrał go do szpitala. Wypuścili go sądząc, że zwariował. Doszedł do siebie. Miał zostać moim chrzestnym, ale ktoś doniósł, przypomnieli sobie o nim i znowu zawisła nad nim kara śmierci. Musiał się więc ukrywać. nigdy się już nie ożenił. Był cudownym człowiekiem.



PANNA KAZIMIERA
siostra mojej Babci, de domo Zielińska



i jej Józef  (na zdjęciu drugi od lewej) - w mundurze


 .
Za mundur Józefa, Kazimiera,zapłaciła rozłąką. Józef pracował w MSZ, dostał rozkaz, wyjechał z Rządem do Rumunii, potem do Szwajcarii, przysyłał zdjęcia w mundurze, nie wrócił do Polski, chciał żonę zabrać do siebie. Kazimiera nigdy mu nie wybaczyła, że zostawił ją samą w płonącej Warszawie. Nie chciała zrozumieć, co znaczył rozkaz. Jej wojskowy mundur męża szczęścia nie przyniósł.



PANNA GIZELA
siostra mojej Babci, de domo Zielińska 




i jej  Piotr  - w mundurze



Gizela wcześnie wyszła za mąż . Taka była dumna, że jej Piotra odznaczyli Medalem Niepodległości. Wspaniały był, nosił na rękach. Nie nacieszyła się zbyt długo swoim mężem ... Przyszła druga wojna, Piotr, żołnierz AK, walczył jak wszyscy. Poszedł do partyzantki, do Puszczy Kozienickiej. "Maszerują chłopcy, maszerują, karabiny mokną szary strój, a przed nimi drzewa salutują, bo za naszą Polskę idą w bój". Piękna i mądra, i bardzo samodzielna. Mąż w partyzantce, a ona sama, z małymi dziećmi. Nie poddawała się, żadne jęki, kwęki, czy żale za przeszłością. Nakładała elegancki kapelusz, elegancko przerobioną starą sukienkę i śmiało patrzyła w przyszłość. Dała sobie radę.


*


To by było na tyle panien Zielińskich, i tak nieźle  - na osiem sióstr połowa mundurowa. Brat takiego towarzystwa Stanisław Zieliński siłą rzeczy musiał być mundurowy i za nim wzdychało panieńskie serce, a jakże !



PANNA STEFANIA
 piękna Złoczowianka



i jej Stanisław - w mundurze
(starszy brat mojej babci)


Stasiu,  rodzynek w całym uroczym babińcu. Serce Stefanii niepodzielnie należało do tego przystojnego oficera. Ona też umierała ze strachu, gdy gdy go zesłali. Był gdzieś tam, na dalekiej Syberii. Wiadomości dostawała niezwykle rzadko, w końcu przywykła, że brak wiadomości to dobra wiadomość. Odetchnęła gdy przyszły wieści z Iraku. Jeszcze bardziej odetchnęła, gdy z Iraku dotarły wieści, że spotkali się obaj - jej mąż Stasiu i ich syn Zbyszek.



Na tym zdjęciu obaj w wojsku, w Iraku.
Ech - ten sam mundur.


A potem Nadszedł rok 1944 i Monte Cassino. Walczyli obaj. Ojciec, Stanisław Kazimierz- porucznik, 6 Baon Sanitarny, 5 Kresowa Dywizja Piechoty. Syn, Stanisław Zbigniew  - kapral podchorąży 11 Baon Łączności, 2 Korpus Polski. Długie lata czekała na męża, potem znowu czekała na syna.O baj przeżyli to piekło. Obaj po wojnie znaleźli się z naszymi Siłami Zbrojnymi w Londynie. Ojciec wrócił do Polski, Syn pozostał w Anglii i w końcu wyemigrował do Stanów.



PANNA STELLA
siostrzenica panny Stefanii


i jej Zbigniew - w mundurze
(syn Stanisława)


Tak, tak - mamy Stelli i Zbyszka były rodzonymi siostrami, a na dodatek Zbyszek był synem męża ciotki Steli, bliżej już nie można było, no kocią łapę się nie dało, więc sprawa małżeństwa oparła się o Watykan
Zbyszek po przyjeździe do Anglii rozpoczął cywilne studia.
Panna Stella, oddała Zbysiowi serce zaraz po wojnie, poszła więc tylko za wspomnieniem tamtego munduru. Zbyszek nie mógł wrócić do Ojczyzny poszła za nim na obczyznę.


*


Tak było z pannami po kądzieli a teraz zabieram się za panny po mieczu, bo w rodzinie mojego Dziadzia też mundury ... mundury ... mundury ...



PANNA EUGENIA
piękna Złoczowianka



i jej Leopold - w mundurze
(młodszy Brat mojego Dziadzia)


Leopold, zwany przez wszystkich Bolkiem. Legionista.
Pięknie mu było w mundurze ! Młodziutka panna Eugenia zbyt długo jednak mundurem Leopolda się nie nacieszyła. Umarła przy urodzeniu pierwszego syna. Miała dziewiętnaście lat. Z obrazem Gieni i synka przemierzył Leopold pół świata. Walczył pod Tobrukiem, zdobywał Asyż, walczył pod Monte Cassino. Nie miał już potem żadnych dzieci. Zawsze uważał mnie za swoją ukochaną wnuczkę. Podobnie jak mój Dziadziu przekazał mi swoją historię zwłaszcza wojenne opowieści.



PANNA JANECZKA
siostrzenica mojego Dziadzia



i jej Adam - w mundurze



Był inżynierem elektrykiem. Janka studiowała farmację. Poznała go gdy jako oficer AK stacjonował z pułkiem w Jarosławiu. To była wielka miłość. Janka kochała go ponad życie. Los okrutnie z obojgiem się obszedł. Był początek lat 40-tych i właśnie z wielką radością oczekiwali na trzecie dziecko. Po którejś z akcji Adam, wpadł w łapy NKWD, były tortury, nie wydał nikogo. Złapali Jankę i z niej chcieli zeznania wydusić, nie zdradziła, enkawudzista w szale wściekłości rzucił ją na ziemię, zaczął kopać i deptać po brzuchu, zabił dziecko. Adam został skazany na 25 lat zsyłki na Syberię, potem na karę śmierci. Janka skazana "tylko" na 15 lat. Oboje wywiezieni zostali na Syberię. Oboje wrócili.


*

 ŚWIĘTO 
ŻOŁNIERZA POLSKIEGO

obchodziliśmy wczoraj, stąd te moje żołnierskie rodzinne wspomnienia ... stąd i za sprawą mojego Dziadzia,  Dlaczego akurat jego ? ano dlatego, że Dziadziu  Romuald walczył o wolność pod generałem Szeptyckim.
O generale wspominał bardzo często, a właśnie rozkazem Ministra Spraw Wojskowych gen. broni Stanisława Szeptyckiego (nr 126 z dnia 4 sierpnia 1923 roku) zostało ustanowione Święto Żołnierza Polskiego. W rocznicę wiekopomnego rozgromienia nawały bolszewickiej pod Warszawą.

Warto wiedzieć



Mój Dziadziu miał 24 lata, gdy dostał odznakę.
Podpisał generał Szeptycki.



Nam los podarował życie w pokoju.
Podziwiajmy mundury do utraty tchu
ale już tylko na starych fotografiach
i uroczystych paradach ...


*

                          z przyjemnością polecam Malina M *                              
strona liiil  

środa, 1 sierpnia 2018

W GODZINĘ W

 o 17.00


ZATRZYMAJMY SIĘ, BY ZŁOŻYĆ IM HOŁD
przystańmy, zastanówmy się nad sobą




KUZYN EDEK
EDMUND TROJNARSKI
zdjęcie zrobione w lipcu, tuż przed Powstaniem
Walczył, wszedł do kanału i nigdy już nie wyszedł.
GLORIA VICTIS


Dla mnie to dzisiaj pamięć, a dla Jego Matki ??! Siostra mojego Dziadzia do końca życia czekała, do końca wierzyła, że wróci ... dla Niej miłość nie zginęła pod pokrywą kanału, czas nigdy rany nie zabliźnił ... to jest niewyobrażalne ale takie są nasze matki.




.
A przecież był taki zwyczajny, jak my. Miał siostry, ciepły dom, ulubionego psa, zwykłe życie, przecież kochał i był kochany, a jednak poszedł,  nas stos rzucił to wszystko, co kochał, bo tak było trzeba, bo Matka-Ojczyzna była w potrzebie, bo tak mu sumienie kazało, a może honor, a może zwykła przyzwoitość, a może poszedł bo to był zryw, zew wolności ... wszedł do kanału, jak wchodzili wszyscy. Może wcale nie rozważał, czy wyjdzie, a może przeciwnie ? może musiał zwalczyć strach ? przemóc dziką i zachłanną chęć życia ? Był przecież taki młody ...  
Patrzę na Edka i myślę jak bardzo podobny był do Mojego Dziadzia, jak bardzo podobny był do Edka mój brat w młodości ...

Na zdjęciu rodzina najstarszej siostry mojego Dziadzia Kazimiery. Kazia była śliczna, wyszła za mąż mając tylko 16 lat. Takie to były czasy, "starający" wprawdzie dużo starszy, ale za to wykształcony, z pozycją, jednym słowem dobra partia. Młodziutka Kazia opuściła ojcowski dom w Złoczowie i wyjechała za mężem do Jarosławia, tam wujek miał dom i pracę, był vice starostą. To zdjęcie zrobione jest jednak nie w Jarosławiu, a w Wilnie, gdzie się w czasie wojny przenieśli. Podobno sfotografowali się tuż przed wyjazdem Edka, w lipcu 44 roku ... Za kilka dni Edek wyjechał do Warszawy. Kto wtedy by pomyślał, że to ostatnie zdjęcie ... pożegnalne. Edek mieszkał już samodzielnie w Warszawie, kończył studia  WSH, w październiku miał zacząć ostatni rok ...
Nie zaczął. Został w kanale ...

Chwała tym, którzy wchodząc nie wiedzieli czy wyjdą !
chwała tym, którzy wchodzili, choć wiedzieli że nie wyjdą !
chwała tym, którzy robiąc rzeczy zwykłe robili rzeczy wielkie

Im chwała, a nam ?
Co my jesteśmy Im winni ?

Zastanówmy się nad sobą, na ile jesteśmy w stanie coś poświęcić dla ogółu, dla kogoś innego, na ile zrozumieliśmy tych, którzy to potrafili w stopniu najwyższym. Każdy ma wroga na miarę swojego czasu. Obyśmy nigdy nie stali się wrogami dla samych siebie. Im jesteśmy to przecież winni.Dzisiaj coraz więcej przed nami wyzwań ... czasem wyzwaniem jest przekroczenie siebie, przekroczenie własnych uprzedzeń, przekroczenie własnego strachu.


*

SIERPNIOWE SUPLIKACJE

od powietrza głodu, ognia, wojny ...
i od nienawiści zachowaj nas Panie

i daj nam oczy, co widzą, gdy widzieć nie chcą
i ręce otwarte, gdy w pięść chcą się zacisnąć

i daj sumienie, co krzyczy, kiedy sny spokojne
i jeszcze pamięć daj o Nich ...


 *



                            z zadumą polecam Malina M *                             
strona liiil  

niedziela, 22 lipca 2018

LATO LATO, DAM CI RÓŻĘ

A FIGĘ !

wcale ci nie dam, bo niegrzeczne jesteś ! To upały, to burze i nawałnice ! Harcerzy ewakuują, drogi spływają do rzek, wczasowicze w odwrocie, a w morzu, zamiast plażowiczów, sinice pływają ... i jeszcze ten pyton ! że nie wspomnę o polityce ... No co ty sobie wyobrażasz ? hę !!!



Za karę nie róży kwiat dostaniesz,
a kwiecie czosnku ... o !


Że śmierdzi ?! ale za to smak ma, jak mawiał kiedyś mój Dziadziu ...
Jest prosto z grządki, a do tego z mojego obiektywu - musi ci wystarczyć.






.
Kiedyś nie takie lato, jak latoś, bywało. Nie takie !




W czasach gdy byłam dziecięciem lato było najpiękniejsze na świecie ! ... Zwłaszcza nad wodą. A jeszcze jak Tatko na ręce wziął, albo pływać uczył w naszym basenie - pełnia szczęścia, mucha nie siada ! 

 

.
I morze było najpiękniejsze na świecie ! ...
Koniec lat 50-tych, ech. woda w morzu taka czysta, braciszek raczkował w piaseczku, a ja biegałam sobie z wiaderkiem i weloniaste meduzy łowiłam, i zielone rybki łowiłam też ... a łopatki to używałam głównie do nasypywaniu piasku na głowę braciszka, a co - podła byłam !



.
Sopot też był najpiękniejszy na świecie ! ...
Czas płynął, nam latek przybywało, a lato coraz fajniejsze się stawało, o !



 .
To były czasy ! Kto miał łopatkę i wiaderko ten rządził. Wzbudzał respekt nawet jeśli był straszliwym zmarzlakiem i maruderem.




.
Jeździliśmy co roku do cioci Zosi, nazywanej przez wszystkich w rodzinie Lasią. Nikt się specjalnie nie zastanawiał, skąd takie imię. Lasia, to była Lasia i już. Może to zdrobnienie od Laszki ? Może ...



W ogrodzie Lasi

Na zdjęciu Lasia, siostra mojej babci Walerii i Stasiu - wąsaty brat Babci. Stoją też moi Rodzice i braciszek. Ta dziewusia to nie ja, to moja kuzynka Aśka. Ja byłam starsza o całe trzy lata i ważniejsze rzeczy miałam do roboty niż pozowanie do zdjęć z małolatami.

Ciocia mieszkała nad samym morzem, biegaliśmy więc na plażę boso i w samych kąpielówkach. Dróżka przez ogródek, przecięcie promenady i już wejście na dziką plażę. Na plaży suszyły się sieci i pełno było czarnych muszli. Ciocia była bardzo kochana, łagodna, taka nie na dzisiejszy świat. Wszystkie dzieci wprost Ją uwielbiały i nie da się ukryć, wyłaziły Jej na głowę, a Ona, ze stoickim spokojem, zgadzała się na zasypane piaskiem schody, wiaderka w wannie, hodowlę rybek i meduz w szafliku. Wynosiła nam na plażę gotowany bób i chleb z cukrem, no i kupowała lody na patyku. U Lasi można było wszystko. Z Rodzicami to nie było już tak słodko: łopatka na schodach - srrrru, na lody szlabanik.


.
Na plaży genderowo - 
braciszek i ja w takich samych majtkach.
 
Biegaliśmy po plaży do upadłego i najchętniej wpadaliśmy z impetem w te sieci. Nic to, że można się było w sieci zaplątać. Gra była warta świeczki, bo w sieciach pełno było płaskich, czarnych muszli, każde z nas chciało jako pierwsze znaleźć żywą "szczeżuję". Nasłuchaliśmy się opowiadań o meduzach i szczeżujach to nic dziwnego że nawet perła nam się marzyła.
Nie znaleźliśmy nigdy nic żywego, ani perłowego, za to nasze największe sieciowe szaleństwa zakończyły się złamaną nogą braciszka, ojjj ! i moim karnym wyjazdem na kolonię. Do Pucka. Wrrrrrrrr !





.
Taki był Sopot końca lat pięćdziesiątych. 
 
Wakacyjny lipiec, środek sezonu, a tu plaże puste i czyste. Jak się dobrze przypatrzeć, to znajome budowle w oddali majaczą i molo widać, i kosze na strzeżonej plaży. Mamcia Danusia w uroczej "kombinacji". Jakie czasy, takie bikini ... Kto dzisiaj wie, co to "kombinacja"? kojarzy się z podatkami, polityką i różnymi rzeczami, w żadnym razie z wdzięczną spódniczką i równie wdzięczną "górą" Tak, tak, kiedyś nie nosiło się biustonoszy, tylko "góry", kiedyś nawet majtek się nie nosiło, tylko "damskie niewymowne"



.
Stare molo - z paniami w eleganckich sukienkach i butach na szpilkach, z panami w garniturach ... Kocham tamten, stary Sopot. Urokliwe domki wzdłuż promenady, kręcone lody od Włocha, elegancki Monciak, Algę, delikatesy pachnące świeżo mieloną kawą, nugaty w małej cukierence, najlepsze na świecie. Wspominam te nugaty, jak moja Mamcia bezowe torciki z cukierni Maćkówki w Złoczowie. Tego smaku się nie zapomina. Tęsknię za tamtym starym i za smażalnią śledzi, koło domu Lasi i za jedynymi na świecie bułkami szwedkami, i za łamańcami z makiem. Dzisiaj zjadłabym nawet irysowe mordoklejki, kupowane w kiosku koło domu cioci. Ech !




Trochę później, to już najpiękniejszy na świecie był Kołobrzeg ! ...




.
Plaża, dzika plaża, ośrodek niedaleko amfiteatru, port, latarnia, Aleja Róż, Morskie Oko z najpiękniejszym na świecie zapachem kawy i bajaderką ... Młodość, młodość, młodość ... Wiatr we włosach, różowe okulary i mini.

Ech lato, wspaniałe jesteś ...
może jednak dam ci tę różę


Zostań !




Zostań, bo już w lesie
 jesień grzyby niesie ...


*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  

niedziela, 24 czerwca 2018

DUCH BOJOWY

W MOJEJ RODZINIE



nie zginie !!!


Noooo i co ?! moja krew !!! wojskowe tradycje w rodzinie żyją. Cioteczki kresowiasanki ułanom spojrzenia słały, zza rzęs jak firanki. Mamcia moja grochówkę, na przysiędze braciszka, z honorem ku chwale spożywała. Ja wprawdzie oko do strzelania miałam niczym ślepy krecik, ale siła bojowa w rękach moich drzemała, ojjj, drzemała !. 

- Studentka ułoży poszkodowanego w "pozycji" i wykona masaż serca
- studentka położy nadgarstek na nadgarstek i z całej siły ...

Hmmm - studentka płeć słaba, słodka i wiotka, bez cienia muskułów, ale w nadgarstkach moc ma ! Jak się studentka do tego "poszkodowanego" przyłożyła, to poszkodowany fajt - nogi i głowa do pionu.

- studentka siada, poszkodowany zszedł, studentka powtórzy zaliczenie 
- chyba raczej zmartwychwstał, bojowo odcina się studentka

Szczęściem duch bojowy nie zdominował mojego rozumu doszczętnie i odcięłam się po cichu. Szczęściem major nie usłyszał. To jednak nie był koniec ... Duch bojowy ciągle nie dawał mi spokoju i wkrótce  ruszyłam.
Ale od początku: nasz major słynął w całym studium wojskowym z ksywki "niestety". W tym miejscu, gdzie inni nagminnie rzucali zakrętami, pan major nagminnie wtrącał niewinne: "niestety". Zajęcia z wojska odbywały się w pawilonach studium wojskowego, na drugim końcu miasta. Biedni studenci targali się tam raz w tygodniu, na cały dzionek. Rano uczyłam się na sanitariuszkę, a po południu szkolono mnie politycznie. Strasznie nudne były te szkolenia, ale od czego duchy bojowe. Co raz ktoś z czymś wyskoczył. Mnie oczywiście podkusiło na wykładzie o przyjaźni:

- panie Majorze chciałam spytać kto jest największym przyjacielem PRL?
- studentka siada! studentka nie wie ? Związek Radziecki, niestety.

Wiedziałam, że to powie ! Gromki śmiech sali zrekompensował mi nieszczęsne powtarzanie zaliczenia.



.
mały bojowy przerywnik fotograficzny:
krowa bojowa, ta to dopiero ma szatański numery !
6666 - strach się bać !


*

A co u mnie?  U mnie normalka - co się polepszy, to się ....
Z wielką biedą, po końskiej kuracji, moja noga się zagoiła. Prawie cud ! Cieszyłam się jak nie wiem co, a tu nagle bach - półpasiec !!! Buuuuuuu, znowu kuracja, tyle, że antywirusem. Ja, to jeszcze mały pies, ale jak mi się Mamcia zarazi ? O nie ! Wprowadziłam reżim prawie jak przy eboli, do Mamci bez rękawiczek już się nie zbliżam. Panie Boże - daj mi odrobinę optymizmu, bo już kapkę padam. No proszę - ja tu jęczę, jak ta durna, a duch bojowy gdzie ? to TYLKO półpasiec, pani koleżanko ! 
Eech - człowiek łapie się na tym, że strasznie czasem jest głupi. Dopiero jak się złapie i zastanowi, to uświadamia ile szczęścia właśnie dostaje ...
 

Mamci noga się zagoiła ! Mamcia znowu chodzi !!!!!!
Mamcia to ma bojowego ducha !  ja przy niej to ....


*

A dzisiaj ...

"... albo my wygramy, albo oni
albo będzie dobrze, albo będzie źle
piłka jest okrągła, a bramki są dwie"

Polacy - do boooooju !!!!


i niech nie będzie - upsss , uszko się urwało temu misiu ...


*

                                bojowo polecam - Malina M *                                
strona liiil  

poniedziałek, 4 czerwca 2018

O NODZE

KU PRZESTRODZE

o czym że dumać na świdnickim bruku ? ...
jak to o czym ? W moim przypadku o głupocie, o głupocie takich jak ja ...
ooo !!!! zaiste wielka to głupota



i nic jej nie osłodzi ...


Ale od początku. Zachorowałam ... no niby nic takiego każdemu zachorować się zdarza, tyle że mnie musi koniecznie nietypowo. Ot zwykła rana na nodze, już to miałam, już przerabiałam. Kiedyś. Trzy lata leczenia. Podobno gdyby to nie było na żyle a na tętnicy nigdy by się nie zagoiło. To nawet bardziej angiologiczny niż dermatologiczny problem, zresztą u mnie to dziedziczne Mamcia też ma ranę. Potem miałam długo spokój, aż do zeszłego roku, do zawału Mamci, W ferworze walki o Mamci zdrowie zapomniałam o swoim, ciągle w biegu, ciągle na nogach. Zaczęły puchnąć, jakieś plamy się pojawiały, ale zupełnie bagatelizowałam i tak wiele miesięcy, aż pewnego dnia, kiedy mocno podpuchły, pyk ! skóra pękła nad żyłą, otworzyła się rana ... ojjj, będzie źle, pomyślałam, ale zastosowałam opatrunki ze srebra, potem propolis. Nawet się zaczęło goić. Do czasu. Jak mawiał mój profesor - dobrze żarło i zdechło.

Reasumując - mam straszliwe kłopoty z nogą, obeszło się bez szpitala ale była czerwona, granatowa i dwa razy grubsza ... od rany otwartej nad żyłą wdało się bardzo mocne zapalenie, antybiotyki mam teraz jak dla słonia i jeszcze potrójny encorton ... I jeszcze mam inne leki, już pewnie świecę ... Pracuję i piszę "w szpagacie" - jedna noga na ziemi, druga na wersalce.

Wiem - to wymagało wcześniejszej interwencji, ale jak zwykle, myślałam, że samo przejdzie ... lekarz który mi zaaplikował kurację jest doskonałym lekarzem, pracuje na klinice dermatologicznej, przy okazji ma też duże angiologiczne doświadczenie ... Wypytałam go dokładnie - w szpitalu nic więcej by nie zrobili. Już dwa tygodnie się leczę i jest lepiej, przynajmniej śpię, noga wróciła do normalnych rozmiarów i granatowa już nie jest ... oj, przy tym dostałam uczulenia bo sobie zaaplikowałam zbyt dużą dawkę propolisu. Niby uczulona nie jestem, ale jak mi doktor wytłumaczył, przy stanie zapalnym i otwartej ranie propolis zupełnie inaczej wchłania się do organizmu. Cudna byłam - miałam nogi i ręce jak indycze jajo a tak swędziały, że ze spania i pracy nici ... ale przeszło :) ...

Oj tam, oj tam - KONIEC JĘCZENIA !!!




A przy okazji dumania, ku pocieszeniu mojego lekko (???) durnowatego serducha mały spacerek po świdnickim Rynku, zwanym czasem perłą dolnośląskiego  baroku. Oczywiście spaceruję i oglądam projektowane przeze mnie elewacje  rynkowych kamienic ... jest ratusz, jest teatr i ... "większa połowa" kamienic. Boże ! tyle lat pracy ! w tym roku stuknie 40 !



.
Zaczynam od rynkowego serca, czyli dawnego ratusza. Mój ci on jest, za wyjątkiem ratuszowej wieży. Wieża do konkurencji przynależy.



.
Tu moja cud barokowa jajecznica w pełnej krasie. Lubię jajecznicę, lubię barok, a wściekły ugier to chyba najbardziej dla baroku charakterystyczny kolor. Taki budynek był pierwotnie, taki jest teraz, nie moja jajeczna wina ! 
A że spacer na kanapie wirtualny, siłą rzeczy, wspomogłam się wirtualną rzeczywistością, czyli zdjęciami z netu (podpisałam które).




.
Na tej oto panoramie zaznaczyłam sobie wszystkie, oprócz tego, co w środeczku, po bokach 23. Barok, renesans, secesja, współczesna (wrrr) wielka płyta ... do wyboru, do koloru, co kto lubi.

A - środeczek - blok śeódrynkowy
B - pierzeja północna - historycznie pierzeja owocowa.
C - pierzeja wschodnia - historycznie pierzeja maślana.
D - pierzeja południowa - historycznie pierzeja zbożowa.
E - pierzeja zachodnia - historycznie pierzeja defiladowa.

Dla ułatwienia wprowadziłam oznaczenia na zdjęciu. Środeczek już był.




.
Dołożę jeszcze świdnicki teatr. Teatr jest dwuczęściowy - oliwkowe foyer i malinowo-jajeczna reszta. To kolor malinowy ? niee - to róż pompejański.

*

B - pierzeja północna 
historycznie - pierzeja owocowa.




Ta szara kamienica była pierwsza. To Rynek 4.




W projekcie i przez pierwsze lata była oliwkowa.
Potem "wzięła i zdechła" na szaro ...


Elewacje opracowaliśmy w latach 90-tych, przy okazji projektu całego budynku. Zmienialiśmy wtedy Szkołę Muzyczną na Bank PKO. Czy ktoś jeszcze pamięta, że w Świdnicy była tam szkoła muzyczna ?  Przy okazji tej elewacji dowiedziałam się co to "akroteriony"  Co to ? - ano, to piękna ozdoba attyki. Szkoła dawno już tych ozdób nie miała, ale na podstawie starych zdjęć dało się odtworzyć, są wyrzeźbione w piaskowcu. Czwórka to jedyny budynek w Rynku, jaki przyszło nam potraktować całościowo, czyli razem z wnętrzem. To pierwszy bank który w życiu projektowałam. Z kosmosu były dla mnie wtedy takie terminy jak "pomieszczenie specjalne" czy "listwowanie skarbca". A przy okazji - pierwszy raz podpisywałam wtedy klauzulę o zachowaniu tajemnicy.

Dalej, to już nie pamiętam, jak to szło w kolejności. W tej samej pierzei, co bank, trafiło nam się jeszcze pięć kamienic - Rynek 3, 7, 8, 10, 11.

Teraz ot - taki przykład na czym polega praca przy elewacji:



kamienica Pod Złotą Koroną - przed ...


I ta sama - po ...
 na moich zdjęciach


"Moja elewacja" - to oczywiście jest skrót myślowy. Przecież nie ja sama opracowałam projekty. Renowacja zabytkowej elewacji to nie tylko dobór koloru i pomalowanie, to tak, ale dopiero na koniec. Przy takim projekcie pracuje cały zespół, oprócz architekta konstruktor i bardzo często historyk sztuki. Prace czysto projektowe poprzedzają badania, studia materiałów historycznych, zwłaszcza ikonograficznych, też badania na obiekcie tynków. Przy okazji można trafić na taki na przykład cymesik:





Futurystyczna wizja świdnickiego rynku z 1910 roku.
dla mnie odlot !

Czasem architekt z uprawnieniami konserwatorskim wystarczy, ale w większości wypadków trzeba do tęgo tęższej historycznie głowy i większej w tej materii wiedzy, no i doświadczenia. Nawiasem mówiąc współpraca z historykami to to dla mnie kopalnia wiedzy. Nie da się porównać z wiedza książkowa. Trzeba dotknąć ręką, żeby potem samemu rozpoznać, że zaprawa wapienna ...

Przepiękne są świdnickie kamienice. Jak to ze starymi kamienicami bywa zwykle są "pod czymś". Ta wyżej pod koroną, ale w tej rynkowej pierzei jest jeszcze jedna "z atrybutem"- Pod Złotym Chłopkiem, też nasza:





W północnej pierzei mamy jeszcze dwie kamienice: Rynek 10 i Rynek 11:




Jedna piękna, secesyjna, a druga (wrrr) wielka płyta. Zastosowaliśmy w niej nietypowy dla płyty kolor i drobne zabiegi w postaci jasnych opasek okiennych, profilowanych gzymsów, charakterystycznego profilowanego elementu o eliptycznym kształcie. Zamieściliśmy też w zwieńczeniu, na jasnym, eliptycznym polu, datę remontu. Różni się od sąsiedniej wielkiej płyty ? ... jest chociaż trochę kamieniczkowata ?


*

C - pierzeja wschodnia 
historycznie - pierzeja maślana.  


Biedniutko ! ! ! Tylko 3 kamienice są tutaj nasze. Te na zdjęciu poniżej.



 .
Ta narożna, największa, to jedna z ostatnich. Pisałam już o niej na blogu.



Nie tak dawno "zeszła" z mojego komputera


*

D - pierzeja południowa 
historycznie - pierzeja zbożowa.


Tu najwięcej moich kamieniczek. Dobrze zachowują kolory, bo wprawdzie pierzeja jest południowa, ale elewacje północne. Słońce, jeśli już bywa, to zwykle mocno zawstydzone i szybko zmyka na zachód.




Najpierw pokażę trzy kamieniczki - Rynek 19, Rynek 20 i Rynek 21.




Jest Pod Bazyliszkiem




.
Jest Pod Merkurym




.
 a może raczej Pod Łódeczką ?




Jest też "pod niczym" co nie znaczy, że do niczego ...
1903 rok i cudnie wybarwiony klinkier




.
Idziemy dalej. Na tym zdjęciu wszystkie sześć, jak jeden mąż, są moje. Najciekawsze są dwie ostatnie. Zacznę od renesansowej - Rynek 26.




Pod Złotym Okrętem

Kamienica szczególna, malowana techniką laserunkową, pokazującą nierówności starego tynku. Do tego dochodzi przepięknie konserwowany kamienny portal i renesansowy detal, ze złoconym okrętem i ornamentem okuciowym. Obok renesansowej kamienicy, barokowa - Rynek 25




25, czyli Pałac Hochbergów, 

Te moje stare robocze zdjęcia, nie dorównują internetowym, ale to jest pamiątka. Pokazując pierzeję nie sposób nie wspomnieć o ostatniej mojej kamieniczce Rynek 29 - Pod Złotą Gęsią. Na zdjęciu powiększyłam detal.




Najpierw myślałam, że to złota kaczka, jak się rodzaj ptaka wyjaśnił, to nazwałam kamienicę "Pod Królową Gęsią Nóżką" ...  a co ? nie wolno ?!
Oj tam, oj tam, jaki znowu plagiat ?!


*

 E - pierzeja zachodnia 
historycznie pierzeja defiladowa.


Biedniutko, biedniutkooo ! Tylko jedna kamienica moja. Pod Hermesem.



Ale za to jaka kamienica !!!



Niechcący wyszła mi prawie neverending story.  Wiem, wiem, prawie robi różnicę. Pisałam kilka dni z nogą na kanapie. Miała być tylko panorama, ale tak jakoś mnie naszły wspomnienia i ... poleciałoooooo ! 

A co z przestrogą ? No cóż, właśnie wypraktykowałam na sobie - jest demokracja, można się zachować jak ten osiołek tyle, że ... trzeba mieć do tego na prawdę końskie zdrowie ...

I wężykiem !!!
*


                      polecam spacer po Świdnicy - Malina M *                        
strona liiil