mamy same zalety - o !
i zawsze 18 lat
I nikt nam nie wmówi, że jest inaczej a przynajmniej dzisiaj nikt nie będzie usiłował nam tego wmawiać ... wszak dzisiaj nie uchodzi. Jeden dzień w roku możemy chodzić w aureolach, może otaczać nas nimb uwielbienia, możemy dostawać naręcza kwiatów i to jeszcze zieloym do dołu, jak przystało, a co ! Dzisiaj te najbardziej puszyste czują się słodkie i wiotkie a patyki czarują powabnymi kształtami. Dzisiaj pokrzywy nie parzą, żmije chowają ogony a małpy stają się przytulankami. Nie ma żab są tylko królewny. Taka magia proszę panów !!! A z magią to żartów nie ma !
Kto się magii nie podda, ten ma przechlapane i już !
Ale, ale, wróćmy do naszych zalet.
Proszę bardzo, pierwsza z brzegu zaleta.
No któż, jak nie my, potrafi w tak cudowny sposób, z takim wdziękiem, wyleźć mężczyźnie na głowę a przy tym sprawić by ten jeszcze zadowolony był ... no kto ?! A kto pazurki chowa przymilnie , no kto ?!
.
Czy ktoś sobie scenkę odwrotną wyobrazić potrafi ? trudno raczej !
Kotka, to kotka , czasem słodka trzpiotka a czasem koci wamp, złote oczy, miękkie ruchy , czasem prychnie a czasem się łasi ... no, czasem kotka to słodka idi*tka ale o tym sza - dzisiaj wszystkie kotki są inteligentne są, pojętne są i w lot łapią sens każdego komplementu. Nawet durnowaty komplement to dzisiaj miód na serce i czysta poezja.
Kocham Dzień Kobiet
Tak mam - i już !
Obchodzę Dzień Kobiet
Tak mam - i już !
Od kiedy pamiętam zawsze mówiło się, że to komuszaste święto, zawsze panowie jojczeli i narzekali ale gdy przyszło co do czego ... zawsze stawali na wysokości zadania. I panowie w domu, i panowie w pracy. Przynajmniej u mnie tak było.
Najczęściej wspominam Dzień Kobiet, który wyczarował nam mój Tatuś. Oczywiście zawsze marudził, ale zawsze kwiaty nam w tym dniu przynosił, cierpiał i
wręczał. Ale kwiaty to mały pikuś ! Raz Tatko urwał się z pracy i zanim my
wróciłyśmy to upiekł nam tort ... własnoręcznie !!! Zachodziłyśmy w głowę,
jakim cudem facet, który herbaty nie potrafi zagotować, tort upiekł,
czekoladowy. Na pytania z dumą w głosie odpowiedział - wziąłem książkę,
przeczytałem i zrobiłem, jak kazali. Tort był super, trochę krzywy ale
smak - idealny !!! Pewnie żadne dzieło konstrukcyjne mojego Taty nie
wzbudziło takiego aplauzu jak ten tort. W rodzinie krążyły potem opowieści, jak
to Antoś Dzień Kobiet świętował ... każda taka opowieść kończyła się sakramentalnym - A
WIDZISZ ! i tak Tatko miał przechlapane w męskiej części rodziny, nikt
nawet nie spróbował przebić efektu Antosia.
A w pracy ? Pamiętam moją pierwszą pracę, głęboki socjalizm i duże biuro projektów. Tradycja jak we wszystkich zakładach, fundusz socjalny, rajstopy ciężko zdobyte, czasem komplet talerzyków z pobliskiej Karoliny no i oczywiście przymusowy tulipan, przymusowo zielonym do góry. To oficjalna część, ale była jeszcze ta nieoficjalna. Każde biuro projektów miało "na peryferiach" czyli w najdalszym kącie pomieszczenia zwane nakładem. W nakładzie straszliwie zajeżdżało amoniakiem, bo stare maszyny na papier światłoczuły pracowały na amoniaku. Wtedy kserokopiarek ani drukarek nie było. Wielkie rysunki, robione na kalce technicznej, przenosiło się na papier właśnie na takich maszynach. W przepastnych szafach nakładu oprócz rolek kalki, papieru, odczynników, teczek i okładek, znajdował się niezbędny sprzęt towarzyski, bo to właśnie w nakładzie koncentrowało się całe życie towarzyskie biura. Panowie inżynierowie, nie raz i nie dwa, wymykali się cichcem i przepadali na dłuższy czas. Wracali tacy bardziej weseli i bojowo do przeciwności i projektów nastawieni.
W biurowym święcie Kobiet nakład spełniał rolę niebagatelną. Tam panowie już kilka dni naprzód gromadzili artykuły które miały im posłużyć do "godnego" uczenia nas. Na nas wypadało dostarczenie zakąsek. Główny punkt programu to były śledzie w kapuście koleżanki Dzidki. Tak więc panowie zostawali w pracowniach na straży i przygotowywali stoły a my w nakładzie robiłyśmy sałatki, kanapki, kroiłyśmy domowe ciasta a wszystko układało się na tackach, sprytnie robionych z tekturowych teczek do dokumentacji i biurowych spinaczy. Stoły świąteczne były piękne, nakryte zielonym, konferencyjnym suknem, na środku wielka miska z naszymi tulipanami , towarzyski sprzęt, wyjęty z nakładu, lśnił niczym kryształy. Każda z nas chciała się pochwalić co potrafi więc pyszności na stole nie brakowało. Najważniejszym i najbardziej wyczekanym punktem programu były wierszyki. Przesympatyczny kolega Wiesiu, architekt ze Lwowa, pisał prześmiewcze wierszyki dla każdej z nas. Każdy wierszyk był w eleganckiej kopercie i oczywiście opatrzony był odpowiednim rysuneczkiem. Chłopcy rżeli a my zaśmiewałyśmy się do łez. Gdzieś tak do czwartej było sympatycznie, potem my zmykałyśmy do domów, panowie żonaci też, a panowie kawalerowie zostawali. Gdzieś tak pod wieczór kawalerowie fantazji ułańskiej dostawali ... ej - zdarzyła się nawet szarża z anteną od malucha na budynek teatru miejskiego. Jakie czasy , taka szarża ale braku fantazji zarzucić nie było można.
Pomimo tych przydziałowych prezentów, kwitowanych na liście płac to święto miało taki jakiś romantyczny charakter, wymyślało się niespodzianki, żarty, zabawy . Jakoś tak inaczej niż gotowe prezenty w zestawach z marketu, czy bon na bezpłatną wizytę korekcyjną u dentysty. Czasem zastanawiam się czy współczesny świat, swoją praktycznością, nie odziera nas z uroku. Chociaż .... dzisiaj dwóch młodych chłopców złożyło nam w domu życzenia. Jeden po dwudziestce, drugi przed dwudziestką. Ech - pomyślałam sobie, duch w mężczyznach nie ginie , skoro potrafią starszym paniom, z własnej i nie przymuszonej woli, ofiarować kwiatki tylko po to, żeby starszym paniom było miło i żeby uśmiech starszych pań zobaczyć to ród męski nie wyginie. Rycerskość też w nim przetrwa.
Wasze zdrowie Panowie
Zapraszam na świąteczną lampkę wina i domowe słodycze Dzisiaj babka od babki więc rady nie ma - smakować musi. A już niedługo Wasze święto Panowie - Czterdziestu Męczenników.
*
z przyjemnością polecam Malina M *
jeśli podobał Ci się
ten wpis
to wejdź na liiil
i zagłosuj