niedziela, 24 grudnia 2017

DZIELIMY SIĘ Z WAMI OPŁATKIEM

A W NIM SERCE 


posmarowałyśmy opłatek miodem, 
tak każe tradycja naszego domu




Dzielimy się z Wami świątecznym ciasteczkiem, w nim też kropla miodu i słońce, wyczarowane z landrynki. Niech pachnie domem, niech smakuje dzieciństwem ... niech się bam buzie uśmiechną do tego ciasteczka.

*

W tę cichą, jedyną, Świętą Noc
bądźmy żłóbkiem, w którym narodzi się Jezus
bądźmy żłóbkiem, w którym narodzi się Dobro

i gwiazdą, która noc ciemną rozjaśni,
i kromką chleba, i złotym piernikiem ...
radością osiołka, śmiechem dzieciństwa
i koroną, co spadnie nam z głowy,
bo właśnie przestaliśmy być ważni

W tę cichą, jedyną, Świętą Noc
bądźmy domem, którego drzwi otworzy Bóg
bądźmy domem, do którego wejdzie Człowiek



.
Ubrałyśmy z Mamcią choinkę dla Was, najprawdziwszy świerk, prosto z zaśnieżonego, sudeckiego stoku. W pudełeczku zamknięte dla każdego coś osobistego ... co? oooo, to każdy sobie zobaczy, jak rozpakuje.







.
A taką wesołą kartkę dostałam w prezencie od mojej Izby.
Hmm - perspektywicznie rzecz ujmując, w moim przypadku, bałwan jest tu świątecznym atrybutem ... jak najbardziej na miejscu.


*

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

*
JEDYNA TAKA NOC ...
i nasze życzenia na tę Noc
wyczarowane dla Was



Niech niebo, pod którym żyjecie, będzie jak chleb.
Niech ziemia pod waszymi stopami, będzie jak chleb.
I dom, który tworzycie, będzie, jak chleb.
ROK 2016

*



to właśnie dzisiaj, to właśnie w sercu, to właśnie tu ... 
ROK 2015

*




.Było wiele nocy, ale ta noc od innych była inna ...
Było wiele stajni, ale takiej jak ta, nie było i nie będzie.
Było wiele matek, ale Ta została Matką Boga.
ROK 2014

*




Po drugiej stronie Nocy kolęda otwiera drzwi serca.
Bóg staje się Człowiekiem, łza spada płatkiem śniegu
ROK 2013 

*



z blogowymi Przyjaciółmi i blogowymi Oponentami
dzielę się odrobiną Chleba i odrobiną Światła
ROK 2012


*

            

by ta Noc Wigilijna była cicha, była święta …
pokój dała sercu i myślom, dłoniom szczodrość i blask oczom.
ROK 2011

*


   

Niech ta Święta Noc przyniesie nadzieję od Tego, który jest
i który w tę Świętą Noc w szczególny sposób przychodzi …
ROK 2010

*

  
Na onetowym blogu ubrałyśmy z violunią choinkę, nawet dwie choinki … może nie tak piękne, jak w reklamie, ale za to prawdziwe, ośnieżone … no i ubierałyśmy własnoręcznie … każdą lampkę zapaliłam sama i powiesiłam bombki … a violunia gwiazdeczki 
 ROK 2009

*


Takie to były moje życzenia dla Was i dla wszystkich Wędrowców, którzy w tym świątecznym czasie odwiedzali moje blogi… Czarowaliśmy wespół w zespół, oczywiście najpierw czarował mój obiektyw, dopiero potem "ja siama" ma się rozumieć w imieniu swoim i Mamci.


WESOŁYCH ŚWIĄT
BÓG SIĘ NAM RODZI

*


                        z przyjemnością polecam - Malina M *                          
strona liiil  

niedziela, 17 grudnia 2017

UPSSSS !!! ...

O ! jakie urocze ups ...




i jakie smakowite !




Gorzej gdy nam "któś", albo "cóś", zafunduje zgoła inne upsss ... 
Ostatnio zafundował nam to Onet. Są tam nasze blogi, a jakoby już ich nie było. 31 stycznia to termin graniczny, potem upssss - nasze blogi fruuu, sruuu i zdematerializują się, jak duch ojca Hamleta, a nawet jeszcze bardziej, bo zwyczajnie przestaną istnieć.

Ech, a ja właśnie na Onecie zaczynałam blogowanie ... Z łezką w oku wspominam moje raczkowanie. To był taki trochę nietypowy blog, refleksje na temat życia pisane przez pryzmat historii fiołkowej świnki violuni (emoticon, więc z małej litery) i świerszcza Waldemara Drugiego Mącidreszczańskiego.




Zaczynałam pisanie pod przewrotnym nieco nickiem wstrętny liberał ... pod presją przyjaciół zmieniłam  jednak"imię" Tomasz nadał mi nick Miła Liberałka, a Krystyna nick Biruta, z połączenia tych dwóch stworzyłam sobie nick Biruta M Liberałka i pod tym nickiem pisałam kilka lat. Teraz to moje pisanie ma fruuu i sruuu i upssssss ... eeeech, do kitu z taką robotą!




Na pamiątkę "se" mogę zostawić - i tyle ...


Co było a nie jest nie pisze się w rejestr ... szczęściem można zapisać w formacie XML i skopiować na twardy dysk własnego komputera. Onet zadbał o to, podobnie, jak o poinformowanie nas pocztą meilową.




ŻEGNAJ WIĘC 
MÓJ PIERWSZY, SENTYMENTALNY BLOGU


Teraz pora zabierać się do zabezpieczania dobytku. Dla tych, co jak ja, muszą dochodzić "jak zacz to się robi " zostawię instrukcję ... nieco łopatologiczna ta instrukcja, ale ułatwi, a w każdym razie przyspieszy.

KROK PIERWSZY - logujemy się.


.
- wybieramy "Export"
- po kliknięciu podświetla się "Narzędzia" i pojawia tablica
- na tablicy zaznaczamy "Wszystkie treści"
- klikamy klawisz "Pobierz plik eksportu"



.
- pojawia się tabliczka z komunikatem
- zaznaczamy "Zapisz plik"
- klikamy OK



.
- przekierowuje nas na nasz komputer
- teraz musimy zaznaczyć gdzie plik na być zapisany, ja zaznaczyłam 
  "Pulpit" ale można dowolny katalog, w którym chcemy plik zapisać.
- klikamy "Zapisz"



.
- jak widać plik jest na pulpicie :)
- chowamy plik w miejsce, gdzie go potem odnajdziemy :) ja sobie 
   stworzyłam katalog "onet 2017" i tam schowałam.

GOTOWE!
mamy skopiowany blog


Teraz, w wolnej chwili, możemy sobie stworzyć nowy blog na wordpressie i tam zaiportować nasz plik. Blog się pojawi - wpisy i komentarze a nawet fotografie. Tylko szablonu nam nie przeniesie. A że Święta tuż, tuż, wolnych chwil brak, więc dopiero po Świętach opowiem, jak ten nowy blog na wordpressie stworzyć ...


POWODZENIA!

*


                        z przyjemnością polecam - Malina M *                          
strona liiil  

wtorek, 5 grudnia 2017

CICHO, CICHUTEŃKO

WIELKIMI KROKAMI ... 

skrada się najbardziej uśmiechnięty Święty,
a za nim truchcikiem podąża radosny Pomocnik...

Święty Mikołaj z Aniołkiem to wesoły, grudniowy tandem. Nie ma to tamto, pora ogarnąć się i w bój z tandemem ruszyć ! Czapki z głów !!! ... znaczy czapki na głowy i do boju ! i ruszać tymi głowami ! Nie da się ukryć, że im więcej serca, im mniej w kieszeni, tym bardziej głowa musi pracować, nie ma lekko, intelekt pora z lamusa wyciągnąć i niezłe wietrzenie "intelektu" temu zafundować. Biegusiem !




Mikołaj święty dzisiaj do mnie przybędzie, a jakże, nawet wiem co mi przyniesie ... pod poduszkę sprytnie schowa i moja w tym głowa, żeby prezent się nie roztopił , słodki prezent, czekoladowy. Podpatrzyłam jak w tajemnicy Mikołaj w konszachty wchodził z pomocnikiem. Prezent będzie. Mamcia też dostanie, aaaale będzie słodko ! dzisiaj mikołajowa noc a po niej czas przyjdzie na aniołkowe manewry ...

U nas w domu Aniołek to zmyślna bestyjka. Wigilia nie może zmienić się w akademię ku czci prezentów, czas na śpiewanie kolęd być musi, więc ... Aniołek radykalnie zmniejszył ich ilość i tak postanowił, że każdy z jego czeredki przygotuje dwa prezenty, no i ma się rozumieć dwa dostanie ... bo jeśli by tak każdy każdemu to ..... szkoda gadać, końca nie widać.
Losowanie się odbyło. Anielskie głowy w robocie.

Na blogu też już wesoły tandem w bój ruszył, uszy do czerwoności płoną i majstruje, majstruje ... Kto list do Mikołaja napisze, ten prezent dostanie. O !  Aniołek przyniesie mu na Święta. Adresować do świętego należy na Poste Restante Komentante (znaczy w komentarzu o wierszyk prosić). Pierwsze przymiarki trwają ... ooo - ja już prezent dostałam


Prezent dla Maliny Hani :
a "weź się" w końcu asani !!!  
"weź się" i z sobą nie pieść 
nie?! - to się wypchaj, cześć ! 


Eeee - taki prezent to hmmm, do (...) rymu. Chcę inny, napiszę zaraz list.


*


CICHO, CICHUTEŃKO  ŚWIĘTA IDĄ ...

Zima już doszła, mój obiektyw, pies na zimowe fotki, tylko  zwietrzył śnieg zaraz ruuuszył do boju, a ja, ma się rozumieć, kurcgalopkiem za nim. To nasz tegoroczny plon :








.
Zima się zagnieździła w górkach na dobre. W moich górkach.
Jedni mają pod górkę, inni pod słońce ...








jeszcze inni w podteksty brną, jak w koleiny,  i gubią sens
ale nic w przyrodzie nie ginie.




Co ma wisieć nie utonie, najwyżej spadnie na dół ...





.
A na dole pustynia ...




.
Świat błękitny i biały, liście posiwiały ...





.
Jakiś badylek gdzieniegdzie  wychynie ...




a jeszcze niedawno feeria barw !





Cichutko, cichuteńko Święta idą ...
aniołki się szykują, świerki chowają pod śniegiem

ooooo ! ten mi się nada !


*


                        z przyjemnością polecam - Malina M *                          
strona liiil  

wtorek, 14 listopada 2017

GRZANKI, GRZANECZKI

jakie znowu grzanki ???
Tort powinien się zjawić, na powitanie gości ! ! ! i to porządny, domowy Tort Malinowy, po tak długiej Maliny nieobecności.


.
Tortu Maliny niestety niet,  na stole jest tylko substytut z cukierni.


*


ZAMIAST TORTU BĘDĄ WIĘC GRZANKI
  powitalne grzanki Maliny Hanki

Grzanka pierwsza - sucharek. Jednym słowem suchar, czyli bardzo stary, odgrzewany dowcip, z czasu studenckiej młodości Maliny. Dowcip podany oczywiście w wersji nieco zmodyfikowanej przez Malinę:

W pewnej parafii jegomość proboszcz znany był z krewkiego charakteru i wojowniczych kazań. Jak to w zwyczaju na tej parafii bywało, przysłano jegomościowi na praktykę kilku młodziutkich kleryków. Chłopięta nabożne pilnie przyglądały się życiu parafian no i pracy proboszcza. A że chłopcy inteligentni byli, to w lot jegomościa przejrzeli i dowcipy zrobić mu zaczęli. Działo się to jeszcze w czasach, gdy jegomoście kazania głosili z ambon. Na ambonę wychodziło się po schodkach, nad głową miało się baldachim, pod ręką balustradkę z białym obrusikiem, a przed oczami tłum wiernych. Co niedzielę proboszcz wychodził, groźnym wzrokiem po wiernych toczył i  grzmiał, grzmiał, grzmiał ! Tak było i tym razem. Proboszcz wszedł na ambonę, zaczął spokojnie, ale po chwili nie wytrzymał:

- znowu w parafii pełno nieślubnych dzieci !!!

Tu z całej siły walnął pięścią w biały obrusik. A pod obrusikiem ... zmyślni klerycy umieścili pinezki, na sztorc, główkami do dołu ... Ojjj !!! podniósł jegomość pokłutą rękę do oczu , odwrócił groźny wzrok i wrzasnął:

- do diabła ! znowu robota kleryków !!!

*


Grzanka druga - sucharek muzyczny. Jednym słowem zakazany owoc pokolenia Maliny - piosenka słuchana z wypiekami na twarzy, w tajemnicy przed rodzicami ... pocztówkowa płyta na adapterze Bambino, mgła na sercu i wyobraźnia hen, hen, gdzieś tam, w malinach ...


.


Ej, jakie pokolenie takie suchary ... chyba się naszym dzisiejszym młodym śmieszni wydajemy,  może nawet śmiesznie niewinni ...

*

Grzanka trzecia - sucharek fotograficzny. Jednym słowem, jedne z ostatnich zdjęć Maliny. Takie jakieś dziwnie proroczo nostalgiczne.






Wiosna jeszcze była, potem nastąpiła fotograficzna czarna dziura.







.
I znowu grzaneczka - tym razem jednak nie sucharek, ale świeżynka. I to
jaka smakowita świeżynka ! Lato, a z latem Chrzest naszej Oleńki.




Działo się, gdy mnie tutaj nie było, nie da się ukryć, działo ...


*


Grzanka ostatnia - suchar gastronomiczny. Jednym słowem pasztet z biurowej młodości Maliny. Oj tam, oj tam, już za dużo tych malinowych grzanek ! Malina do wyjścia marsz ! Co za dużo, to nudne ! Pasztet z młodości to możesz sobie, ale w następnym wpisie.

KTO LUBI GRZANKI - uśmiecham się pięknie - niech tu, dla odmiany, swoją zaserwuje i powitalne przyjęcie nam wszystkim umili :)


A TERAZ CAŁKIEM SERIO


Bardzo długo mnie tu nie było, całe lato. Ech, może to stąd te suchary i przywołana młodość ... Wtedy to byłam silna, wtedy to mogłam tak wiele, a teraz ??? Teraz jestem jak to pochyłe drzewo, na które choroby skaczą, jak wściekłe. Fakt, przy chorobie Mamci trzymałam się mocno, adrenalina poszła w ruch, jeszcze dużo mogłam wytrzymać, ale gdy Mamcia wróciła i do siebie powoli zaczęła dochodzić, mój organizm upomniał się o swoje ... i to solidnie się upomniał ! Jak nie żyły, to kręgosłup, jak nie urok, to (ojjj !) przemarsz wojsk ... Matuniuuu, dlaczego te wojska po moim kręgosłupie stadami i po nodze, i po żyłach, i po nodze ... no STOP ! ogłaszam koniec bycia lebiodą, wracam tu z uśmiechem. Co ma być z Maliną, to i będzie, najważniejsze, że siły dodaje mi uśmiech mojej, chodzącej już, Mamci.


*

Jak dobrze wrócić
D Z I Ę K U J Ę


*


                        wszystkim z serca dziękuję - Malina M *                          
strona liiil  

czwartek, 20 lipca 2017

WITAJ W DOMU

bez tych strasznych rurek, monitorów, kroplówek, cewników, strzykawek, wenflonów, wózków, z hałasem przemierzających korytarze, nawet bez uwijających się, jak w ukropie, pielęgniarek i pielęgniarzy. To wszystko zostawiłaś za sobą, tylko jeszcze z wózkiem nie udało Ci się pożegnać ...


.
Na zdjęciu już nie w szpitalu, a w przychodni hematologicznej. Fryzurę masz cud ! Ten cud to moje dzieło. Hej, szabla w dłoń ! zakrzyknęłam i uzbrojona w tępe nożyczki ruszyłam do dzieła. Musiałam -  w szpitalu miałaś smętne długie włosy, w końcu sympatyczny pielęgniarz związał je na czubku głowy w śmieszny kucyk, bojowa fryzura "na Szoguna", tylko sam Szogun niezbyt bojowy. 

Na zdjęciu jeszcze na wózku, ale już z uśmiechem ... bo jak tu nie uśmiechnąć się na takie "powitanie" Prawnuczka to magiczny eliksir , wystarczy kwadrans, a zły czas idzie w zapomnienie. 

I dobrze, że idzie, bo wyjątkowo zły to był czas, gdybyż tylko ten zawał, ale do tego hematologia i powikłania, nie dość, że zawał to gigantyczna wielopłytkowość krwi, do tego nie gojąca się rana na nodze, do tego zapalenie oskrzeli, a teraz jeszcze zapalenie żyły i powrót na badania do szpitala, szczęściem po USG można było wrócić do domu... Jak te harpie rzuciły się choroby. Od przybytku głowa nie boli, ale od takiego zwariować można ! Dla mnie czas się wtedy zatrzymał ... rano wychodziłam do szpitala, wracałam wieczorem, jakaś kromka starego chleba, herbata, potem telefony do bliskich, ze sprawozdaniem, a potem zapadałam w sen i od rana to samo. Długie godziny patrzenia na cierpienie, tego nie da się zapomnieć, nie da wymazać z pamięci. Była trochę spokojniejsza, kiedy siedziałam, pozwolono mi więc siedzieć, za parawanem oddzielającym łóżko od innych łóżek. Godzinami śledziłam wskaźniki monitora, chociaż prawdę powiedziawszy to dla mnie czarna magia, tyle się domyśliłam, że jak coś pulsowało, to znaczy - "uwaga !!!" wtedy kurczyłam się ze strachu. Obok toczyła się stała walka o czyjeś życie ... co pewien czas padała komenda - "prosimy państwa o opuszczenie sali" wiadomo było, że wtedy następowała przy którymś z łóżek "akcja", biegali lekarze, wjeżdżały różne aparaty, nawet przenośna ścianka do rentgena ...

Mimochodem zaczęłam podpatrywać i skrzywienie zawodowe dało znać o sobie. Aaaa, teraz to ja już wiem, ile miejsca trzeba, żeby łóżko w pędzie bezpiecznie "wykręciło" a wózek z niesfornym pacjentem "wyrobił zakręt"  Z autopsji teraz wiem, nie tylko z przepisów. Kiedy tak raz siedziałam na korytarzu nagle przypomniały mi się studia, zwłaszcza obrona projektu dyplomowego. Szpital projektowałam. Najbardziej podchwytliwe pytanie - "a jak pani rozdzieliła drogi pacjenta i zmarłego" ... mój projekt był nieco kosmiczny, więc i z takim rozdziałem problemu nie było. Teraz, niestety, przyszło mi przekonać się jak to na prawdę wygląda. Jednego dnia, kiedy siedzieliśmy z bratem przy łóżku Mamci, nagle padła komenda - "prosimy państwa o opuszczenie sali"  Przyzwyczaiłam się do tego, więc spokojnie usiedliśmy na korytarzu, tymczasem do sali wjeżdżały i wyjeżdżały różne urządzenia. Po jakimś czasie zjawiła się pielęgniarka z takim dziwnym wózkiem, na którym było coś w rodzaju szarej wanienki. Ooo, chyba będą kogoś kąpali, odezwałam się do brata, tylko dlaczego wanienka ma taki dziwny kształt. Za jakiś czas wózek jechał z powrotem, tylko ta dziwna wanienka była przykryta ... zrozumiałam i nogi wrosły mi w ziemię. Za kilka minut poprosili nas na salę. Na sali było jak gdyby nigdy nic, nikt z leżących pacjentów nawet się nie zorientował. Życie biegło dalej. Zrobiło mi się jakoś tak głupio, ja o projektach a tu rzeczy ostateczne. Dziwne to zawodowe skrzywienie, w dziwnych momentach się pojawia. Czasem, na przykład, jestem w jakimś kościele, nagle w środku Mszy patrzę na prezbiterium i co widzę - piękne, stare, wielkie cegły. Główka, wozówka, główka, wozówka, główka, wozówka, ooo - wiązanie polskie, czyli krzyżykowe . Ech człowiek to jednak niezbadana istota ...



Nasz OJOM, to tutaj Mamcia leżała.


Do szpitala Mamcię zabrało pogotowie, to był dla niej koszmarny stres, zwłaszcza znoszenie do karetki. Ze względu na układ schodów nie dało się na noszach, tylko w nosidełku, czyli po ludzku mówiąc, w worku z ceraty, która przypominała mi podłogę od namiotu ... ... brrr. Nie wrócę karetką, oświadczyła Mamcia, jak tylko poczuła się trochę lepiej. Problem był poważny, stres po zawale to nie przelewki. Ale, ale, od czego mamy naszych konstruktorów ! Nie martw się babcia, orzekł bratanek i razem z bratem zabrali się do twórczej, konstrukcyjnej pracy. Owocem była ich autorska konstrukcja, czyli zmontowany z kwadratowych rur szkielet, w który sprytnie wmontowali lekkie biurowe krzesełko. Cud, miód, malina - prawdziwa lektyka. Wypróbowali, hmmm, na mnie, a potem Mamcia, niczym Kleopatra, wjechała w lektyce na pierwsze piętro.

*

Na czas pobytu w szpitalu praktycznie całkiem wyłączyłam się z życia zawodowego. Mogłam, miał mnie przecież kto zastąpić. Nie zapomnę jak na korytarzu szpitalnym, w czasie przerwy na "akcję" oglądałam sobie w komórce zdjęcia wizualizacji, którą w biurze przygotował mój Bratanek. Osobliwe to były "konsultacje". Ciocia, włączyłem rendering, komputer pracuje a ja przyjechałem do babci. Czym sobie na to zasłużyłam? pytała Mamcia, gdy ciągle ktoś przyjeżdżał albo przychodził. No jak to czym ?!!!!!

A teraz może pokażę te pamiętne dla mnie wizualki parku.




.
Świetny jest w tym mój bratanek, rysunki wyglądają "jak żywe" fotografie.



.
Wykonanie rysunków, nawet bez nakładania faktur, to żmudne godziny, dni, a nawet tygodnie pracy. Popadło akurat na czas choroby Mamci.


.
Szczęściem renderowanie, to znaczy pokrywanie fakturami drucianego rysunku, można było niejako automatycznie, zaprogramować i wyruszyć do szpitala, a program to zaprogramowane liczył, liczył, zliczał, przeliczał i pracowicie pokrywał, co pokryć miał, asfaltem, trawą, wodą, betonem ...


.
Rośliny to odrębny rozdział, nie gotowce tylko z drobnych elementów pracowicie zmontowane. Jeszcze tylko "smaczki", czyli wieża, ludziki  i ... no nieeee !!! ja protestuję ! ja się na kaczki nie zgadzam !





od FB dostałam:)
uśmiecham się do Was


Świat wirtualny leżał odłogiem, podobnie jak praca i dom ... teraz powoli wracam do świata, nadrabiam zaległości, odwiedzam przyjaciół ... 

WRÓCIŁAM DO WAS I Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ !
za obecność, za wsparcie, za modlitwę, za dobre myśli ...
Lżej człowiekowi, gdy wokół życzliwi ludzie.


Nie zapomnę słów wsparcia i pociechy ... tak bardzo potrzebowałam tej życzliwej obecności, tak bardzo potrzebowałam podtrzymania na duchu ... Będzie dobrze, powtarzałam sobie, a potem , w szpitalu, opowiadałam Mamci o tym, że jesteście. Pewnego dnia przeczytałam jej też wiersz, który napisał Damian, taka była wzruszona - prawdziwy wiersz o Niej! Czym sobie zasłużyłam ? zapytała ...

*

Szarość dnia rozjaśniasz słońcem
pisząc kolorowy list uśmiechem
szczebiotem zakochanych ptaków
przywołujesz rozkwit słodkich jabłoni

Nad twoim szczęściem
rozpościera się wielobarwna tęcza
most nadziei dla marzeń
zwyczajnych obłoków

Biała róża kwitnie w twojej dłoni
i pachnie wolnością sumienia
Muzyka motyli
porywa duszę do tańca....

Dzielisz codzienny chleb
na okruszki dobroci
swoim skromnym sercem
nie pomijając nikogo...

Dobrze jest być człowiekiem
który jest pieśnią życia
podarowaną innym
przez odwieczną miłość ...

27.06.17 
Damian 


*

JAK DOBRZE JEST MIEĆ PRZYJACIÓŁ ...


*


                        wszystkim z serca dziękuję - Malina M *                          
strona liiil