środa, 25 stycznia 2017

BIAŁE MAŁŻEŃSTWO


W NOC KOZIOROŻCA



On dla Niej wyczaruje
kwiat paproci.




Najpiękniejszy,
bo z Jej oddechu.



W DZIEŃ WODNIKA





Ona włoży dla Niego
koronkowy welon.




Odkryje
tajemnice.




Nauczy piękna.


*

A gdy wypełni się Ich czas
On delikatnie zdejmie Jej welon ...
i odejdą do Krainy Wielkiej RYBY


Wiosna założy kolorowy wianek !



**


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  

42 komentarze:

  1. Pamiętam, jak w pierwszym mieszkaniu, gdy jeszcze byłam dzieckiem, mróz malował na szybach takie piękne kwiaty. Uwielbiałam na nie patrzeć - tak bardzo rozbudzały moja dziecięca wyobraźnię, że tworzyły nowe światy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas , w pierwszym mieszkaniu też tak było ... mieszkaliśmy na poddaszu, na trzecim piętrze. Nad nami był zimny strych, tylko duży pokój miał prosty sufit, kuchnia i pozostałe pokoje miały lukarny w dachu, na tych oknach zawsze mróz malował obrazy. Pamiętam, że zima w nocy mleko zamarzało w garnku , lodówka była między oknami :-)

      Usuń
    2. U nas, w tym pierwszym mieszkaniu, były zakładane na zimę drugie okna, tak, żeby było cieplej. Przestrzeń pomiędzy nimi była dodatkowo uszczelniana ręcznikami czy jakimiś innymi ścierkami. Na szybach mróz malował kwiaty, a na dole, gdy w kuchni się gotowało, ściekająca para zamarzała w taki lodowy wałek. Gdy chciałam popatrzeć przez okno, chuchałam w jedno miejsce i wychuchiwałam sobie dziurkę. Ale fajne wspomnienia obudziłaś :)

      Usuń
  2. Muszę zapytać. Znasz znaczenie terminu "białe małżeństwo"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Asmodeuszu - to, o czym myślę, że Ty myślisz, miałam właśnie na myśli, nieco prowokacyjnego tytułu używając ...
      ech, czasem lubię taką niewinną zabawę wieloznacznym słowem :)
      bo to może być to, albo zgoła co innego ;) czyż nie ?

      Usuń
  3. Frau Be !
    Ja też jestem wychowany na okiennych obrazach malowanych przez Dziadka Mroza. Pamiętasz były to wtedy we wszystkich podwójnych oknach. Między tymi oknami kładło się świeżutki mech, który Dziadek przynosił z lasu. Mieliśmy takie duże pudło w którym przechowywane były ozdóbki do instalowania nimi mech . Były to różnego rodzaju grzyby, krasnale, zwierzątka........
    Uwielbiałem również teatr cieni, które Dziadek z Mamą nam urządzali.

    Jak byliśmy grzeczni to wieczorem, kiedy już leżeliśmy w łózkach Mama grała nam na pianinie lub na bałabajce nie tylko kołysanki ale również ballady np:
    > Chen w ciemnym borze.
    Mieszkał nieboże
    Cygan staruszek
    Już od wielu lat

    Albo:Graj piękny cyganie.

    Również rosyjskie oczywiście z Bradiagą, Trojką ............
    Oczywiście to domowym systemie powinno zaleźć się rozbudzanie wyobraźni.
    Wiesz ? Kiedy spytałem Mamy skąd się biorą dzieci skąd mnie znalazłem. Mama mnie nie okłamywała kapustą, bocianem ........Tylko mi odpowiedziała, że powstałem i jakiś czas przebywałem w brzuszku pod jej sercem.

    Asmodeusz ! Ja jestem żyjącym przykładem miłości dziecka do nauczycielki a następnie zamieszkania z Nią. Żona była starsza o dziewięć lat i w opini ludzkiej byliśmy wzorcem udanego małżeństwa.

    Postaram się jutro opisać jak to było.

    Wyrazy Szacunku i sympatii dla Druhny Danusi Jej córki Druhny Hani jak również dla Was Komentatorów Mirek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druhu Mirku - trzymamy za słowo !!!
      jutro biegam, żeby przeczytać historię...

      I ja pamiętam z dzieciństwa teatr cieni ... uczyłam się z wypiekami jak zrobić groźnego wilka, zamęczałam Dziadzia żeby "coś zrobił" żeby mój wilk pokazywał jęzor ... no jęzor nie chciał w żaden sposób się pokazać.
      Przyznam się po cichu, że lubiłam tworzyć na kwiecistych oknach swoje dziecięce kompozycje, wstyd powiedzieć "malowałam" językiem ... język do garnuszka z gorącą herbatą a potem szuuuu na okno , cierpiałam potem, bo język marzł i czasem bolał, ale rysunki były "jedyne w swoim rodzaju" nie da się ukryć okna po takiej twórczości też :)

      CZUWAJ DRUHU MIRKU !
      uśmiechnięte druhny

      Usuń
    2. Och, dopiero teraz przeczytałam komentarz Mirka. Przed chwilą powyżej napisałam o podwójnych oknach... Mchu nie było, ale za to kładło się ręczniki, kocyki, ścierki itp.

      Usuń
    3. U mnie te przestrzenie między oknami wykładało się watą, a szpary zaklejaliśmy paskami pociętymi z gazet na klej z mąki. Też wychuchiwałem "okno na świat", ale przy dużych mrozach okienko ponownie zamarzało. Natomiast pamiętam ten smak lodu, który zlizywałem jęzorem, bo zawsze było to coś co akurat gotowało się w garnkach.
      Zdjęcia fantastyczne, ale już kiedyś to pisałem.

      Usuń
    4. Nie przyszło mi do głowy lizać. Chyba coś straciłam :)

      Usuń
    5. Frau Be - straciłaś !
      Mama Twoja straciła dużo więcej, ech - to mycie okien po dziecięcym lizaniu ...

      Usuń
    6. Andrzeju - zimowe lody to było coś, żadne tam zwyczjne letnie "Bambino" na patyku ...
      u nas wata była w użyciu, ale okien w łazience i w kuchni się nie uszczelniało ... w kuchni za oknem był parapet z płotkiem i karmiło się ptaszki, koniecznie codziennie ... a w łazience (dumnie brzmi pomieszczenie z sedesem i blaszaną wanną bez odpływu)jak otworzyłam okno i popatrzyłam w dół to widziałam kawałek dachu i rynne ... o zgrozo - wiesz jak fajnie mi się sypało okruszki do tej rynny,zamykałam okno, a wróble frrrrrru ... a pod drzwiami mój braciszek tupał - Hanka wyłaź już !!!

      Dzięki za zdjęcia :)

      Usuń
    7. Do 1963 r. mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym, który ze wszystkich stron był otoczony wysokimi krzewami i drzewami. Nigdy nie widziałem żadnych ptaków na parapetach okien. Zresztą nikt z nas domowników nie miał czasu, ani chęci na wglądanie oknem, bo domek stał w środku dużego bajkowego ogrodu. To się radykalnie zmieniło, gdy zamieszkaliśmy w blokach, wtedy ptaki od razu zaczęły się dobijać do okien.
      Podobnie było u mojej babci (to taki mój żłobek i przedszkole), ale tam z jednej strony okna wychodziły na ulicę, i tutaj była stołówka dla ptaszków, a dla mnie z siostrą szyby do lizania. Lizało się nie po to, aby posmakować lodu, ale zobaczyć co się dzieje na świecie. Pamiętam te okresy, kiedy wszystkie szyby były oszronione, a cała rodzina skupiała się wokół dużego kaflowego pieca w którym huczał ogień. I "to se ne vrati".

      Usuń
  4. Co za wzornictwo ,najsłynniejszy projektant mody ,nie zrobi z płótna tak pięknego wzoru jak zrobi to mróz.Też lubię podglądać panią zimę ,kiedy jest oszronione wszystko.Ponoć jest niezliczona ilość kształtów gwiazdek oszronionych☺..Ja pamiętam jak u dziadków mieszkaliśmy jeszcze...W zimowe dni ,mroźne...szyby były pokryte przepięknym szronem .Przytykałam język do szyby i robiłam dziurki ,by zobaczyć świat::))Nawet w domu jak było ciepło ,to szyby były cienkie i w mroźne dni zdobiło okno jak firany::)Pozdrawiam Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo - Danuśka, Duszo Pokrewna, też jęzora używałaś :-)))))
      witaj w klubie

      Usuń
  5. Jakoś nieskładnie napisałam kilka zdań,jestem dzisiaj zmęczona,już nie poprawiam ."Nawet w domu jak było ciepło ,to szyby były cienkie"....ech..."W zimowe dni ,mroźne...szyby były pokryte"...no sama zobacz ,powinnam to usunąć i napisać raz jeszcze"-"☺☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no coś Ty - ani się waż !!!!żadnego usuwania Pokrewna Duszo ...
      a swoją drogą Ania z Zielonego Wzgórza też by języka używała , tego jestem pewna ;)

      Usuń
  6. To również moje dzieciństwo. U nas między podwójne okna kładło się szmaty lub watalinę owiniętą w białą bibułkę, na której nalepione były kolorowe kwiatki (też z bibułki, albo też niebieskie wstążeczki. Często na tych pomalowanych mroźnych krajobrazach na szybach, gdy już wyobraźnia została zaspokojona, "przyklejaliśmy" monety (zwykle 1-złotówki), których wzór odbijał się, by potem spłynąć na skutek pary powstałej podczas gotowania obiadu. Dziś już takich fantastycznych malowideł nie zobaczę w oknach naszego bloku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie to musiało wyglądać !!!
      Znaczy narodowe z Was były dzieciaczki - orzełek fruwał, aż miło , że bez korony ? lodową miał przecież :)
      No, dzisiaj szyby zespolone, z pustką powietrzną, odpowiedni współczynnik przenikania ciepła, uszczelki gumowe ...
      eeech - pospolitość skrzeczy

      Usuń
  7. Kochana Malinko! Jesteś absolutnie cuuudowna..Kocham Cię dziko,wściekle,okrutnie..Och,gdybyś tak przypadeczkiem była przy mnie,to bym Cię pożarł niechybnie..Malinko,wiem,że możesz być zażenowana.. To kasuj,już tak kiedyś było..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OJ TAM, OJ TAM :)
      W w moim wieku, to ja się mogę dziko, wściekle i okrutnie ... zdziwić ;)

      Usuń
  8. Klik dobry:)
    W dzieciństwie przykleił mi się język do takiej szyby w mroźne wzory. Bolesne to było.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjjjj
      mój tylko był na dobrej drodze do przyklejenia, dlatego opracowałam metodę z ciepłą herbatż :)

      Usuń
  9. Jak chętnie wracamy do dawnych naszych zauroczen,pięknych obrazów malowanych przez mróz.Ja też to dokładnie pamiętam i z wielkim smutkiem wspominam.To se ne vrati jak mowia nasi sasiedzi.Teraz kiedy grzejniki grzeją już taki wrazen nie uswiadczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ne vrati Halinko ...
      a u mnie grzejniki na +27, skręcam, ale paskudniki w dzień czadu dają, a w nocy stygną ... nie chcę stale regulować, bo tylko awarii mi brakuje ...
      ja mieszkam na 1-szym piętrze, u sąsiadów na trzecim jest znacznie chłodniej :) trudno, latam w samej koszuli, za to często mogę zimą okna otwierać, nawet ostatnio sobie język wystawiam, żeby jak w dzieciństwie, płatki śniegu mi "usiadły"

      Usuń
  10. Witaj Haniu.
    Natura czyni cuda.
    Fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  11. Ho, ho, ho....to jakby trochę o mnie, bo ja Rybką właśnie jestem ;)
    Piękne figury potrafi mróz wyczarować. A może to Twoja ręka mu pomagała? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. HMM, MOŻE MÓJ WODNIK NAŁOŻY MI TAKI PIĘKNY WELON?
    HANIU, ZASPOKOISZ MOJĄ CIEKAWOŚĆ? GDZIE ZROBIŁAŚ TAKIE PIĘKNE ZDJĘCIA SKORO U CIEBIE +27st.C
    SERDECZNIE POZDRAWIAM:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziecięca Miłość

    Jak Wiecie 17 stycznia 1945 roku wojsko radzieckie przystąpiły do ofensywy .Przez trzy dni przy silnym mrozie i śnieżycy i zawieruchach śnieżnych żołnierze radziccy pokonali 240 kilometrów by oswobodzić moje miasto.
    To było coś niesamowitego ten Ich upór i zawziętość. To nie jest tylko upiększaniem. Rzeczywiście bardzo często padało Ich pytanie: „Jak daleko jeszcze do Berlina ?” „Towarzysz Stalin kazał nam dobić faszystowskiego gada w jego gnieździe „
    Popisanie aktu kapitulacji o mały włos nie stało się zerwaniem koalicji Trzech staszych facetów , ustaliło, że akt kapitulacji musi odbyć się w Berlinie złożoy na ręce trzech najwyższych dowódcówkoalicji: amerykańskiego, angielskiego i radzieckiego
    Tymczasem w dniu 08 maja 1945 roku wbrew porozumieniom w jakiejś miejscowości francuskiej dwaj dowódcy angielski i amerykański przyjęli kapitulację niemiecką..
    Oczywiście Stalin natychmiast ostro zareagował i zmusił Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię do przyjęcia drugi raz kapitulację niemiecką i w Berlinie w dniu 09 maja 1945 roku. Dlatego też kraje zachodnie obchodziły i obchodzą 08 maja, natomiast Związek Radziecki i Kraje demokracji Ludowych w dniu 09 maja
    Była to ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii próba sprawdzenia reakcji Stalina.. Natomiast Stalin nie mógł nie dotrzymać swego wezwania: „Dobijemy faszystowskiego gada w jego gnieździe w Berlinie.”

    Przepraszam Malina za ten wstępny tekst odbiegający od tematu. Jest to wada starszych ludzi. Uważałem i uważam, że jako świadek i uczestnik wydarzeń już historycznych, zakłamywanych przez polityków . Platon stwierdzał, że: ‘PRAWDA JEST JEDNA . ZARÓWNO DLA GREKÓW JAK I DLA BARBARZYŃCÓW”

    W dawnych czasach, które jedynie pamiętają resztki żyjących dinozaurów (za wyjątkiem Bety, która z racji swego zawodu i prawdopodobnie to przeżywała). Istniał okres w którym część dzieci przeżywały tak zwaną „dziecięcą miłość””.
    Generalnie to była miłość między równo latkami. Była to miłość włącznie jako uczucie absolutnie bez żadnych podtekstów seksualnych . Prawda Bety ?
    Była też miłość (tylko uczuciowa ) dziewczynki lub chłopca do starszej od siebie kobiety lub mężczyzny. Miłość o której jej obiekt nie wiedział.
    A oto historia mojej dziecięcej miłości , historia, która doprowadziła do szczęśliwego małżeństwa

    OdpowiedzUsuń

  14. Jak już kilka razy wspominałem moje miasto zostało wyzwolone 20 stycznia 1945 roku przez armię radziecką. Dopiero w kwietniu została w naszym mieście zlokalizowana polska Jednostka Wojskowa. Prawie natychmiast po kilku dniach żołnierze i oficerowie tej jednostki aktywnie włączyli się w życie miasta. Tymczasowe władze miasta postanowiły, ze 01 i 02 września rozpocznie się rok szkolny.
    Pluton żołnierzy dowodzonych przez porucznika przystąpił wraz z naszymi Rodzicami i oczywiście nami do przygotowanie budynku. Okazało się, że ten porucznik jest przedwojennym podharcmistrzem. Ponieważ szkoła wybudowana w okresie przedwojennym przez Kurię i przez istniejące duże przedsiębiorstwa była szkołą prywatną
    Na spotkaniu przedstawicieli Kurii, oraz przedstawicieli Rad Robotniczych przedsiębiorstw postanowiono, że zostaje tak jak było Na Dyrektora powołano księdza prałata dr.Mirskiego..
    Ponieważ we wrześniu ówczesny i późniejszy woźny zorganizował ukrycie cennego sprzętu i oraz Standarów szkolnego i harcerskiego phm Zdzisław w uzgodnieniu z księdzem Prałatem postanowili zorganizować z nas drużynę harcerską a patronat nad tą Drużyną objął pułk .
    Wiecie to było niesamowite okazało się, że kilku z żołnierzy zna się na krawiectwie. Dowódca pułku Polak, który urodził się i wychował w Związku Radzieckim wykombinował materiał a żołnierze uszyli nam mundury. Byliśmy jedynymi w województwie kompletnie umundurowanymi

    Lata 1945 – 1948 obfitowały w różnego rodzaju imprezy i manifestacje i we wszystkich musieliśmy uczestniczyć.. A wyglądało to tak:
    Jako pierwsz w pochodzie lub procesji, tak, tak. Procesje kościelne. Pierwsza szła orkiestra Straży Pożarnej . Następna była kolumna młodzieżowa . Kolumnę młodzieżową no i tym samym cały pochód prowadziła no kto ? Oczywiście Sławka moja ówczesna miłość. Jako pierwsza szła moja drużyna jako kompletnie umundurowana drużynowy phm Zdzisiek i Jego koledzy nauczyli nas marszu paradnego.
    Przed rozpoczęciem pochodu, Sławka uzgadniała ze mną kiedy, w którym miejscu i na jaki jej Sygnał miałem pokazać element figury .Zdzisław i Jego koledzy wymyślili, figury taneczne.
    A następnie za Kolumną Młodzieżową szły organizacje społeczne i polityczne. W trzeciej kolumnie szły delegacje zakładów pracy.

    W godzinach po południowych odbywały się zabawy ludowe, imprezy artystyczne oraz imprezy sportowe.

    We wrześniu 1946 roku Sławka wyjechała do Warszawy na studia. Spotkaliśmy się jeszcze raz na Zlocie Zjednoczeniowym we Wrocławiu Była tam W Komitcie organizacyjnym Zlotu.

    Bardzo Cię Malino przepraszam za napisanie takiej „kobyły”. Ponieważ jest to dość długi tekst i nie bardzo pasuje do Twego materiału więc Możesz po przeczytaniu wyrzucić Mimo wszystko napiszę jeszcze dalszy tekst : jak odnalazłem , jak Ją przekonałem do zamieszkania ze mną, dla czego byliśmy wzorem małżenśta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam wielką nadzieję, że napiszesz DRUHU MIRKU i bardzo na dalszą część czekam
      Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam ...
      Każdy z nas ma inną historię w innym świecie wyrastał, te nasze historie, kawałki prawdziwego życia, gdzie jak nie tu mamy opowiadać . To miejsce Druhu jest odpowiednim miejscem , tu zawsze czekam na każde słowo opowieści prawdziwej ... jeśli dzielimy się własnym światem jesteśmy tu zawsze u siebie.
      CZUWAJ DRUHU
      MELDUJĘ, ŻE CZEKAMY !

      Usuń
    2. A gimnazjum wielebnego księdza
      dyrektora Mirskiego ?

      A. T

      Usuń
    3. Zaglądam ... zaglądam ...
      czekamy na obiecany ciąg dalszy

      Usuń
  15. Między oknami wata i chuchanie też było. Dziękuję za powrót do wspomnień.
    A jak wiersz pasuje do tego obrazu! Koronkowa robota.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracam coraz częściej, ech chyba młodość idzie ...
      Wiesz, jak opowiadam o pracy to zawsze najpierw piszę a potem wybieram zdjęcia, kiedy tak sobie odfruwam to zawsze zdjęcia są pierwsze, do zdjęć dobieram słowa ...

      Usuń
  16. Przecudnej urody te fotografie....
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam Wilmo , byłam u Ciebie, ech tyle mamy wspólnego ...
      :)

      Usuń
    2. Też się cieszę... w końcu jakaś bratnia dusza. ;) Zaprojektujesz mi nowe archiwum medyczne z miejscem na serwerownię, komputery i przenośne regały..... ;)

      Usuń
  17. Kiedyś to mróz z zimą potrafili malować, nie to co dzisiaj. A jak za nosy ścisnęli to i chuchanie nie pomogło. Uwielbiałam oglądać te mrozowe obrazy. A zima zawsze zimą była. Nawet to się zmieniło, dobrze że nam chociaż wspomnienia zostały.

    OdpowiedzUsuń