czwartek, 16 stycznia 2014

BLOG ROKU

Dzieci lubią miiisie, misie lubią dzieeeci !
jak powiadała stara, dziecięca piosenka.
A Malina lubi i misie i dzieci !




I lubi jeszcze startować w różnych takich konkursach, bo w Malinie drzemie duże dziecko i nic na to poradzić się nie da. Zresztą, po co ?

Nic to, że Malina w tych konkursach przegrywa. Już sam start jest tynfa wart, jak powiadała inna, stara piosenka ! A tynf to jest coś !!!
Noooo, fakt, piosenka powiada, że to żart jest tynfa wart ale stawiając tezę i wywodząc z tej tezy założenie, albo tak jakoś na odwrót, wniosek matematycznie logiczny jest jeden - Maliny start w konkursie to dla Maliny test, jak jest postrzegana, a do tego żart i zabawa.

C.B.D.U. 

czyli - co było do udowodnienia, a czego, niestety, udowodnić się nie da, pozostaje więc przyjąć na wiarę.

Zatem kto pasje i szaleństwa Maliny lubi, tego zapraszam a za dwa tygodnie bezwstydnie poproszę o głos w tym, wartym tynfa, wyścigu.

Długo myślałam, w jakiej kategorii wystartować.
W końcu wybrałam "zainteresowania i pasje". Mam dwie pasje, którymi chciałabym innych zarazić Jedna, to pasja ratowania tego, co nam pozostawiły pokolenia naszych Ojców, a co wredne Licho zniszczyło, niszczy i niszczyć jeszcze będzie. Parafrazując ukochanego mistrza Ildefonsa "chciałabym ich ślad na drogach, ocalić od zapomnienia" ...
Druga pasja to docieranie do korzeni.
Odkrywanie dziejów własnej rodziny przed tymi, którzy po nas przyjdą. Czasami tak sobie marzę, że może ktoś czytając o żołnierzach spod Monte Cassino, o przechodzących piekło na dalekiej Syberii, o tych, co gniazdo na zawsze opuścić musieli, zainteresuje się historią własnej rodziny, że czytając dzieje zwariowanych cioteczek zapragnie z nicości wydobyć na światło swoje cioteczki, może podobnie zwariowane.
Dwie pasje na jeden blog aż nadto wystarczą.
Myślę, że kategorię dobrze wybrałam.





Tak wygląda moja tablica na stronie konkursu.
kliknij tu - wejdziesz na stronę konkursu

Pierwszy etap konkursu rozpoczęty - to czas na zgłaszanie blogów i propagowanie tychże na wszelkie możliwe sposoby.
Kurcgalopkiem przystąpiłam więc do propagowania swojego biedaka i założyłam mu nawet specjalną stronę na fejsbuku.
Ale nam teraz radość, gdy ktoś tę stronę polubi !






Wielu z Was odnajdzie siebie na tym zdjęciu.
kliknij tu - wejdziesz na stronę fb

Kilka razy brałam udział w tym konkursie i nigdy nie żałowałam. Zabawa z bieganiem i odczytywaniem kulek to jedna strona a z drugiej tak biegając można natrafić na prawdziwie piękne miejsca w blogosferze. Dzięki temu konkursowi poznałam Babcię Halną , najstarszą blogerkę Onetu. Zostałam nawet Jej Wnusią Hanusią. Dzięki temu konkursowi poznałam też Graszę i Michała. Do tej pory nasza blogowa znajomość ma się dobrze a nawet rozkwita.

Jest jeszcze trzecia strona, ten tynf, którego wart jest start !!!
Dzięki temu konkursowi doświadcza się takiej namacalnej obecności przyjaciół. Komuś chce się zapropagować blog na swojej stronie, komuś chce się o nim napisać, komuś chce się zaprosić swoich przyjaciół, zainterować ich, komuś chce się wziąć komórkę do ręki, zapisać sobie gdzieś ten numer i tekst, wysłać sms-a. To wszystko wymaga czasu i dzieje się z jakieś powodu. Dla tego właśnie powodu jak durna latam w trakcie głosowani i liczę te złote kulki.

Zdaję sobie sprawę, że w wyścigu do nagrody różne dziwne rzeczy się dzieją, tam, gdzie liczy się płatny sms mogą się dziać różności, może się nawet zdarzyć, że ktoś zapłaci za smys  i ma ich mnóstwo, tylko jaki sens tego ? po czorta nagroda, którą się kupuje a nie wygrywa ???

Będę propagowała też blog Missjonasz i blog Ozonki to blogi które czytam bardzo chętnie. Zaproszę Was osobnym wpisem na te blogi.
Zapraszam też wszystkich blogujących do przemyślenia i wystartowania w tym konkursie. Ja uważam, że warto startować !

C.B.D.U. 

czyli - co było do udowodnienia
i co mam nadzieję choć w części udowodniłam

***

UWAGA : głosowanie będzie za dwa tygodnie i to będzie głosowanie sms-owe. Oczywiście przypomnę się tutaj !!!. Teraz uczestnicy, czyli ja, mają promować u siebie swoje blogi .


                     z przyjemnością  polecam  Malina M *                          

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu

niedziela, 12 stycznia 2014

AMBASADOR

będę internetowym ambasadorem WOŚP
do końca mojego życia i o jeden dzień dłużej




To wspaniała akcja daje ogromnie korzyści
i te wymierne, i te niewymierne.

Jestem wierząca "cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili"  Słowa jasne proste i czytelne. Przynajmniej dla mnie. Cokolwiek znaczy dla mnie COKOLWIEK, nie cokolwiek pod warunkiem, że w odpowiednim miejscu czasie i z odpowiednimi osobami. Cokolwiek i już !
Orkiestra robi wspaniałą rzecz - pokazuje młodym jak dobrze można  się poczuć, gdy zrobi się coś dobrego dla innych. Jeżeli ktoś raz to poczuje, zostanie mu na całe życie. Zapamięta to ! Żadne nauki, pouczania, czy opowiadania nie dadzą tego, co da osobiste przeżycie.

Jest wiele organizacji, które pomagają, choćby Caritas. Każdy może znaleźć w nich dla siebie miejsce, w jednej bądź w kilku, czy choćby jak ja, w dwóch bo wspieram i Caritas, i WOŚP. Chwała Jurkowi za to że pozwoli to przeżyć osobom, które do tych innych organizacji nigdy by nie trafiły. To rodzice powinni uczyć młodych ale jest jak jest , czasem nie potrafią, czasem nie zwracają na to uwagi. Tak często powtarza się dzieciom - jesteś tego wart, tutaj słyszą - inny jest tego wart. I niech słyszą do końca świata i o jeden dzień dłużej !!!




.

Świat bez ludzi współczujących, współodczuwających, ludzi, którzy nie kalkulują, nie ważą argumentów, nie przeliczają, byłby zimny zły i ponury.
Nie chcę takiego świata.

Dlatego niech wszelkie organizacje które mogą i chcą czynić dobro, czynią je. A my nie próbujmy ich sobie przeciwstawiać !  Nie niszczmy jednego dobra w imię drugiego.
wspierasz CARITAS - nie mów WOŚP jest zła i interesowna
wspierasz WOŚP - nie wieszaj psów na CARITASIE

cieszmy się że dzisiaj dobro wyszło na ulice i krzyczy jestem !
cieszmy się, że wychodzi też wtedy, gdy go nie widzimy


***


                     z przyjemnością  polecam  Malina M *                          

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu

piątek, 3 stycznia 2014

DOM, KTÓRY WRÓCIŁ DO DOMU

Wybudowany z miłością.
Szanowany i hołubiony, niczym sam opat, Dom wkrótce stał się prawdziwą perełką w cysterskiej koronie



   Był Rok Pański 1734  

Ale historia, jak to z kapryśną historią bywa, zaśmiała się szyderczo, odwróciła twarz i skazała go na banicję. I tak, odebrany prawowitym właścicielom, tłukł się biedaczek, przechodząc z rąk do rąk. Sekularyzacja okazała się dla niego bardzo ponurym słowem.
Niestety, nie są znane dzieje Domu po sekularyzacji. Wiadomo tylko, że w dziewiętnastym wieku stał się on siedzibą leśnictwa, a jego dawna czerwono-biała elewacja została przykryta zielonym tynkiem, nosił wtedy nazwę „Zielony Dom”. Dom w dobrym stanie przetrwał do 1946 roku, później, wykorzystywany tylko częściowo, popadł w ruinę.








I stał taki - pański, bezpański.

Szczęściem dla Domu historia zatoczyła koło i wrócił do pierwszych właścicieli. Szczęściem dla mnie właściciele powierzyli go w moje ręce.
Tak wyglądał, gdy pierwszy raz pojechałam go zobaczyć. Widok był bardzo przygnębiający. I jeszcze ten śnieg.


    Był Rok Pański 1998   

     

Słońce niewiele pomagało - tragedia !


Elewacje wyglądały żałośnie.

Oczyma wyobraźni widziałam jak śnieg się roztapia, woda wnika w barokowe wapienne tynki i porowate piaskowce a potem zamarza i rozsadza. Kolejny rok, kolejne zniszczenia. W lecie Dom trochę lepiej się prezentował, tak jakoś bardziej optymistycznie i z nadzieją.


   
Najtragiczniejsze fragmenty zasłaniały zielska.

Ale słoneczne światło sprawiało że jakiś taki romantyczny się wydawał w tych swoich łachmanach. Obdartych i biednych ale świetność dawnych szat pokazujących bardzo wyraźnie. Nic to, pomyślałam, jeszcze będzie dobrze ! Najważniejsze jest zachowane, reszta da się odtworzyć.









.
W niektórych oknach zachowały się szczątki stolarki. No to nie jest tak całkiem źle, pomyślałam, da się odtworzyć jak okna wyglądały w czasach świetności.



wiele okien niestety, nie miało już stolarki 

Gdy po raz pierwszy weszłam do wnętrza Domu to zobaczyłam, co zobaczyłam. Obraz nędzy i rozpaczy !!! Popatrzcie sami na zdjęcia poniżej. Może nie są najlepszej jakości bo to zdjęcia robocze, ale pokazują wiernie ogrom zniszczenia.



Główne wejście i paradny hol. 

Paradny rzeczywiście ! pewnie od lat paradowały tu głównie duchy krzeszowskich Opatów i po nocach wyły ze zgrozy.









Hol na pierwszym piętrze, ten najbardziej reprezentacyjny, 

z wielkim oknem i widokiem na pobliską Bazylikę Łaski. To, co widać na suficie to nie żadne freski ani polichromie, to po prostu kolejne warstwy emulsyjnych farb, którymi malowano sufit. Farby odparzyły podłoże i płatami sypało się toto na głowę. Nie trzeba było już żadnych badań , układ warstw kolorystycznych widoczny był jak na dłoni, aż do pierwotnej wapiennej pobiały. Kolor pobiały otrzymały sufity w procesie renowacji








.
Pokój Opata. W tym stanie komnata, jak widać, godna nie tylko opata ale wręcz króla czy nawet cesarza.








Hol na drugim piętrze, też "doskonale" zachowany !!!

Ale trzeba przyznać, przynajmniej co miało zniszczeć zniszczało ale nikt nie wpadł na pomysł by czymś współczesnym uświetnić, nikt nie zdarł starych tynków, poodpadały same płatami ale duże fragmenty się zachowały. To kopalnia wiedzy i skarb dla projektanta.








Stropy to odrębna historia.

A bardziej obrazowo mówiąc - odrębna tragedia. Tak niestety wyglądał jeden z lepiej zachowanych stropów. Trochę strach pod takim stawać.


.
Sporo stropów zwyczajnie się zawaliło. Zwłaszcza stropy nad drugim piętrem a to ze względu na nieszczelności w dachu. Trzeba przyznać, że kiedy przystępowaliśmy do pracy dach był już odremontowany staraniem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, ale wcześniej !!! lepiej nie mówić co się działo.

  
   
Poddasze. 

Po niektórych stropach  widoczne zostały tylko dziury, czyli gniazda wielkich drewnianych belek stropowych.





.
A to piękna barokowa stolarka, profilowane opaski, piękne przymyki. Pająki,  jak widać, z zachwytu zrobiły tu sobie niezłe używanko.





 
Wystrój wnętrz się zachował, wprawdzie w stanie chwilami szczątkowym, ale zawsze coś, można konserwować z rekonstrukcją brakujących elementów. Na górnym zdjęciu widać bardzo wyraźnie jak spod wtórnego tynku wyłazi pierwotny, barokowy, to ten "dziurkowany" widać też piękny element z piaskowca. Duże zbliżenie pokazuje porowatą miękką strukturę tego kamienia.





  
Zachowany barokowy kominek. Kamień pięknie profilowany, nawet ślad polichromii się zachował. Teraz przyzwyczajeni jesteśmy do czystych, naturalnych kamieni. Zamalowanie kamienia wydaje się zbrodnią. ale dawniej bywało, że kamienie malowano, nie mówię tu o wtórnych zamalowaniach farbami olejnymi czy emulsyjnymi ale o pierwotnym barwieniu kamienia rozpuszczalnymi pigmentami. Z założenia kamień miał inną barwę niż jemu właściwa.


 
Boczna klatka schodowa.

Drewniane zabiegowe schody. Bardzo ciekawa konstrukcja, klatka opiera się na jednym, wysokim na trzy kondygnacje, drewnianym słupie. Przyznam, że serce podchodziło mi do gardła, gdy przyszło pospacerować po tych trzeszczących stopniach. Zachwyt zachwytem a strach strachem, niestety.


     

Wrócił do domu Dom Opata
Potrzebował reanimacji więc remont ruszył pełną parą.
Teraz jest Domem Gościnnym i Centrum Dialogu


     UDAŁO SIĘ !!!   

Tak wygląda teraz Dom Opata.
Odzyskał świetność.




.
A ponieważ elewacja została bardzo dokładnie przebadana i udało się określić pierwotne kolory to jest teraz dokładnie taki, jakim go zbudowano, nawet ma wymalowane biało szare paski na parterze.
      

       

Wszystkie elementy z piaskowca udało się uratować i pieczołowicie zakonserwować, oczyścić, odsolić, wyostrzyć rysunek zatarty i zaciapany farbą, uzupełnić ubytki.


     

Wchodzimy do wnętrza.
Kiedyś była tu prawdopodobnie podłoga ceglana albo płytki ceramiczne, teraz czerwone, klinkierowe płytki oddają dawny charakter wnętrza. Tuż przy wejściu , na zdjęciu po lewej stronie, widać kutą balustradę, która zabezpiecza schody do małej piwniczki.


 
Tak teraz prezentuje się paradny hol wejściowy. 

Duchy Opatów mogą zasnąć spokojnie. Mieliśmy nadzieję, że istniejące, główne drzwi uda się zachować. Niestety, w czasie renowacji okazało się, że są zbyt zniszczone, trzeba było odtwarzać. Detal po detalu.


     
Wejście boczne. 

Stare drzwi rozsypały się w proch, nowe zostały bardzo wiernie odtworzone, tak samo profilowane płyciny i listewki a okucia wykonane według zachowanego, barokowego. Gdyby podejść blisko wprawne oko odróżni, które jest prawdziwe ale tak właśnie powinno być.


       

Wchodzimy na piętro - hol reprezentacyjny.

Fantazyjny, barokowy kształt okna zamknięty został nową stolarką. Okno ma profile według okien starych. Okna istniejące zostały dokładnie przebadane. Kolor stolarki dobrany został starannie by odzwierciedlał ten pierwotny, ukryty pod wieloma warstwami farb późniejszych.



Przez okno widać Bazylikę Łaski


Na drugim piętrze okno równie fantazyjne. 

Tak jak to było w oknie starym otwierane są tylko środkowe kwatery. A teraz zwróćcie uwagę na żyrandole. Sporo kłopotu sprawiło mi dobranie odpowiednich, wreszcie zdecydowałam - niech będzie oprawa o wdzięcznej nazwie - "Maria Teresa na długim łańcuchu".

Kłopotliwe okazało się również ukrywanie współczesnej "infrastruktury" tych wszystkich grzejników, tablic rozdzielczych, wyłączników i innych "duperszwanców". Teraz problemu z grzejnikami by nie było, na rynku grzejników jak psów, tylko wybierać, ale wtedy wyszukanie tak gładkiego i neutralnego grzejnika, jak tu widać, to był nie lada wyczyn. Tablice i tę całą resztę trzeba było sposobem. Ten sposób widać na zdjęciu wyżej. Koło dużych drzwi, po lewej stronie, znajdują się mniejsze drzwi. Nie są to jednak prawdziwe drzwi tylko wymyślona przeze mnie osłona i obudowa tablic rozdzielczych. W formie wieszaka. To taka duża, bardzo płaska skrzynka , która ma ażurowe drzwi, wykonane jak kratki konfesjonału. Drzwi muszą być ażurowe, żeby był odpowiedni przepływ wentylującego powietrza. Nad drzwiami grzmotnęłam drewniany gzymsik a pod nim wieszaki. Goście wieszają tu okrycia okazjonalnie więc wentylacja szafki nie jest specjalnie zaburzona.  Niechcący wieszak wyszedł mi całkiem "w stylu i charakterze".  



                                           Pokoje opata.


Wystrój surowy, niemal ascetyczny. 

Ściany gładkie, bez ozdób, za to parkiet układany według dawnego wzoru. Niestety, nie ma lekko. Musiałam rozrysować układ tej podłogi w skali 1:50, klepka po klepce. Nie tylko tej, wszystkich innych też. Uffff.
Na każdej kondygnacji, między dwoma pokojami znajdowały się niegdyś małe korytarzyki a właściwie to pomieszczenia rewizyjne z dostępem do wielkiego komina. W tych pomieszczeniach udało mi się zaprojektować łazienki, dzięki czemu nie było potrzeby burzenia pierwotnego, czystego układu pomieszczeń. Bardzo ciekawy jest w tym obiekcie układ przewodów, dymowych i wentylacyjnych. Zauważcie, że obiekt ma tylko jeden wielki komin na środku mansardowego dachu. Mowy nie było o projektowaniu jakichkolwiek badziewiastych kominów, które mogły upstrzyć piękne miedziane pokrycie dachu. Właśnie nad sufitami projektowanych łazienek znajduje się gąszcz giętkich przewodów zbierających powietrze ze wszystkich pomieszczeń oddzielnie i odprowadzających do wylotu konina. Niezbędna tu była skomplikowana operacja oddzielania i ogniowego zabezpieczania przewodów. Zabytek zabytkiem a techniczne warunki spełnione być muszą i kropka.


   
Boczna klatka schodowa. 

Można sobie teraz  spokojnie spacerować i nawet chwycić się pochwytu balustrady. Na fragmencie schodów zachowały się 3 oryginalne barokowe tralki, płaskie, wycinane z desek, według nich wykonano całą balustradę i jest piękna jak dawniej. Ta widoczna na górze zdjęcia biała plafoniera to trochę obcy element ale nieodzowny bo to oświetlenie ewakuacyjne.


     
Odtworzona stolarka wewnętrzna.

To zdjęcie drzwi niezbyt jest udane ale pokazuje jak pięknie odrobione są drewniane profile, no i klamka. Niby śmieszny mały szczegół a najwięcej kłopotu sprawił. W tamtym czasie, a był rok 2002, znalezienie klamki, pasującej do kutych, barokowych okuć graniczyło z cudem. Przecież te złocone, dostępne na rynku, klamki pasowały tu jak pięść do nosa. Diabeł śpi w szczegółach a łyżka dziegciu zmarnuje najlepszą potrawę Znalazłam ! ale kosztowała, lepiej nie mówić ile !!! Inwestor z pieniędzmi, jak to zwykle bywa, miał krucho i z początku mowy o takiej ekstrawagancji nie było. Ale zastosowałam metodę "na jęczenie" i za którymś razem miał tak dość moich jęków, że się złamał i klamka jest, taka, jaka powinna. I to we wszystkich drzwiach.


*

I jeszcze kilka rysunków z projektu.




schematyczny rzut obiektu


przekrój pionowy


Detal - strop istniejący, drewniany.

Zachowały się oryginalne drewniane belki stropowe, niektóre trzeba było wzmocnić, zachował się ślepy pułap, fragmenty deskowania sufitu i trzcina pod tynk. Zachowała się częściowo zasypka. W miejsce zasypki ułożyliśmy lżejszą i głuszącą wełnę mineralną. Zamiast tynku na trzcinie musieliśmy zastosować płyty gipsowo-kartonowe, ognioodporne, taki był wymóg bezpieczeństwa.





    Detal - strop projektowany, żelbetowy. 

Belki żelbetowe, o wymiarze zbliżonym do dawnych belek drewnianych, osadzone zostały w gniazdach po starych belkach, górą wylana została płyta żelbetowa a na niej ułożone warstwy wygłuszające, pływająca podłoga betonowa a dopiero do tego klejony został parkiet

*

Efekt renowacji najbardziej widoczny jest na zestawieniach
przed renowacją i ten sam fragment po renowacji.



*


*


.
Na sam koniec trochę prywaty.
Zgłosiliśmy obiekt do konkursu, oczywiście jako wspólne dzieło: inwestora, projektanta i wykonawcy. W konkursie startowały tuzy ale postanowiliśmy się zmierzyć. Komisja z Warszawy wizytowała wszystkie obiekty, tak sobie pomyśleliśmy - wejdą, zobaczą, obiekt jak obiekt, może się i nawet zachwycą ale nie zauważą najważniejszego. Więc nieco pomogliśmy w zauważeniu. Otóż wydrukowaliśmy zdjęcia obiektu z czasów jak tylko przystąpiliśmy do pracy, czyli z roku 1998. Część z tych zdjęć tutaj pokazałam. Każde zdjęcie wydrukowaliśmy na ploterze, w kolorze, format 70x100cm czyli cały karton. Wykonawca przygotował specjalne sztalugi naszego pomysłu i zdjęcia na sztalugach zostały ustawione w odpowiednich miejscach.



To zdjęcie, ustawiliśmy zaraz przy wejściu
pokazuje zagruzowane wejście do piwnicy

Komisja weszła i stanęła przed kutą stalową kratą, osłaniającą schodki w dół. Na dole piękne drzwi stalowe z okuciowym ornamentem i ćwiekami, zamykały wejście do niewielkiej piwniczki. Patrzyłam na pierwsze reakcje komisji, nie chcieli wierzyć, że to ten sam fragment, to samo miejsce.
I tak po kolei - chodzili po odnowionych schodach oglądając jak wyglądały kiedyś. Krok po kroku, sufit po suficie, podłoga po podłodze, odkrywali pieczołowitość i wierność oryginałowi ... a tam gdzie nie dało się tej wierności dochować tłumaczyliśmy w jaki sposób wybieraliśmy najmniej inwazyjne rozwiązania.

No i miałam swoje 5 minut, na scenie Zamku Królewskiego odbierałam nagrodę dla naszego Biura. Obiekt otrzymał zaszczytny tytuł "Modernizacji Roku" w kategorii budynki zabytkowe.





.
Fajnie jest postawić sobie coś takiego na półce
i czasem z nostalgią wspominać lata spędzone nad projektem
i toczone boje ... choćby o durną klamkę


***


                     z przyjemnością  polecam  Malina M *                          

jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu

wtorek, 31 grudnia 2013

MY SIĘ ZIMY NIE BOIMY

zwłaszcza jak zima na obrazkach
a za oknem bez wypuszcza pąki



jak szalony



A co, że bez w grudniu ?!!!
Nic to ! wszak przyzwyczajeni jesteśmy,
gruszki na wierzbie to u nas normalka.



złote góry też


.
Bo od nadmiaru głowa nie boli.
Bilion w rozumie, czy zaspy na drogach,
hulaj dusza piekła nie ma !!!





A może jest ??!



.
Oj tam, oj tam, po wyborach się okaże,
gdzie piekło, gdzie niebo, a gdzie
zdziwiony gruszkami elektorat.



się zakopał ... oj - zakopał !



.
Komu się okaże, temu się okaże.
Póki co, nam zeszłoroczna zima
w zastępstwie pokazać się musi.






ot - co !




.
I od tej jasnej strony,
i od tej najciemniejszej.
Żądamy komisji śledczej !





 i posiedzenia na szczycie




.
Winny grudniowych pąków
do dymisji ! natychmiast !!!
a po nim niech nawet potop.






albo pustynia, armaty i sztuczny śnieg



.
Upss - nie potop, tylko roztopy
i nie zeszłoroczny śnieg
a przyszłoroczne życzenia !



niech ten 2014 rok nie skąpi
szczodrości serca i hojności dłoni
ciepłego spojrzenia i dobroci

*

i niech nam wszystkim przyniesie
więcej uśmiechu i mniej polityki
w życiu ... i w polityce


                               z serca życzę   Malina M *                                   


jeśli podobał Ci się ten wpis
to wejdź na liiil    i zagłosu