czwartek, 26 maja 2016

MAMUSIU

Dam Ci dzisiaj kwiatek jabłoni,
pachnie wanilią, jak moje dzieciństwo.
Dam czekoladowy księżyc i szczęśliwą gwiazdę,
dam najlepszy kawałek mojego serca
i modlitwę o uśmiech Twoich oczu .





.
Pierwsza pokazałaś mi gwiazdy i mleczną drogę,
nauczyłaś patrzeć w słońce przez liście kasztana.
Pierwsza wysłałaś bożą krówkę do nieba,
po uśmiechnięty kawałek chleba z cukrem.


.
I jeszcze powiedziałaś, że kosmata pszczoła
daje miód słodziutki, lecz kąsa boleśnie,
a chociaż stłuczone kolano piecze i boli
to łzy wcale nie muszą być słone



.


Dam Ci dzisiaj kwiatek jabłoni
pachnie wanilią, jak moje dzieciństwo.
Dam słodki miód kosmatej pszczoły
dam codzienność z kawałkiem szarlotki.
i modlitwę o ciepło Twoich rąk



 .
Za szczepionkę przeciw złu tego świata,
za to, że nauczyłaś mnie jak dzielić bułkę,
jak dawać siebie i otwierać  dłonie.

Za  parasolki z liści kasztanowca,
za bożą krówkę i chleb z cukrem,
za otarte łzy i nieprzespane noce.

za to, że JESTEŚ !

*


A teraz daj rękę, pobiegniemy, jak kiedyś,
do zaczarowanego ogrodu ...



 .
Świat nie jest taki zły, właśnie zakwitły jabłonie.


 .
Hmm, a niektórzy, to nawet wiedzą, gdzie konfitury.




.
Popatrz, jaki wesoły "fiatuszek " !



.
Jakie piękne "muchawce" !!!
Fruuuu, wiatr roznosi parasolki, zaraz usiądą nam na nosach



.
A tulipanki ? A tulipanki, proszę koleżanki, dla tulipanienek wyrastają.


*

Zatrzaśniemy furtkę zaczarowanego ogrodu ?
Nie, nie zatrzaśniemy, tylko przymkniemy troszeczkę ...

W dorosłym życiu nie ma fiatuszków, nie ma muchawców, ani tulipanienek. Jest matematyka i poezja. Chociaż jestem już dużą dziewczynką ciągle mi powtarzasz:

Haniu, w życiu, jak to w życiu, matematyka miesza się z poezją. Jeśli potrafisz marzyć, to sprawisz, że czasem jeden dodać jeden da w sumie plus nieskończoność … jeśli tylko potrafisz marzyć …


*

Prezent dla córki jest prezentem dla mamy.
Obie dziękujemy Panu A.T. za piękny wiersz :


KOMU SKRADŁAŚ ZACHWYT DZIECKA ?
NIEWINNOŚĆ PIERWSZEJ RADOŚCI ?
MIŁOŚĆ NIE UGASAJĄCĄ ?
ŁZĘ WZRUSZENIA ?
BO PRZECIEŻ TAK JUŻ NIE BYWA.
SERCE GOREJĄCE NA DŁONI.
ZA CHWILĘ SPŁONIE.
PROMETEUSZ ULEPIŁ CZŁOWIEKA Z GLINY,
POMIESZANEJ Z ŁZAMI,
ISKRĘ OGNIA UKRADŁ BOGOM,
KOMU SKRADŁAŚ WRAŻLIWOŚĆ ?

A. T


*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  

piątek, 20 maja 2016

HASŁO - HERMES

 ODZEW - UZI

ooo - odzew niespodziewany i jakże miły !!! Ale zacznę od początku.
Pamiętacie mój dawny wpis *ZE SKRZYDEŁKAMI* ???




Był o jednej z najpiękniejszych kamienic świdnickiego Rynku, tej, na której to goło i wesoło mieszka sobie bożek Hermes, patron kupców i złodziei.


OPOWIEDZIAŁAM WTEDY TAKIE ZDARZENIE: 

Był ciepły wiosenny poranek, słońce przecierało chmury a zdumieni mieszkańcy przecierali oczy, podnosili głowy do góry i zaczynali się śmiać - na kopule dumnie stał Hermes, ale już nie był goły, Hermes na pupie miał śliczne czerwone majtki, damskie desusy. Wszyscy zachodzili w głowę, skąd te niewymowne tam się wzięły ???!  Po cichu się wydało, to weseli chłopcy, alpiniści, w nocy na kopułę poleźli i majtki założyli - hmm, jakim to cudem zrobili jest tajemnicą, bo przecież nie przez głowę! Dopiero władze problem miały - jak tu Hermesowi gatki zdjąć ?!! Wozem pożarowym i owszem, ale jaki obciach dla poważnych strażaków ! a do tego środek Rynku i dziesiątki gapiów ! Cóż - rady nie było, honor, honorem, a gatki ściągnąć trzeba było i już !  Jeszcze wiele lat od tego zdarzenia ludzie się znacząco uśmiechali pokazując na wesołego skrzydlatego patrona kupców i złodziei.

Wpis sobie wisiał spokojnie na blogu aż tu nagle, po dwóch latach, pojawił się pod wpisem komentarz. I to jaki !!! Odwiedził mnie szczególny Gość.


OTO, CO NAPISAŁ :

Gacie na Hermesie, jeden z moich ulubionych numerów, była ciepła majowa noc 1999 rok. Akcje planowałem około dwóch tygodni, rozpoznanie obiektu, zabezpieczenia, wydajność patroli itp. Na kopułę wchodziłem dwukrotnie gdyż pierwotnie uszyte gacie były za małe, drugim razem wszystko już poszło doskonale. Widok na Świdnicę nocą był przepiękny, wtedy jeszcze nie było ratuszowej wieży. Oprócz gaci zostawiłem Hermesowi taśmę i ekspres, służyły do szybkiej ewakuacji. Cała akcja trwało około 12 minut, gacie na Hermesie w blasku reflektorów wyglądały świetnie. Przyszedłem jeszcze rano popatrzyć na swoje dzieło, wmieszałem się w tłum i delektowałem się akcja strażaków. A wszystko to na pożegnanie dzieciństwa, następnego dnia wyjechałem z miasta

Pozdrawiam UZI 

*

Nie znam Uziego, ale sprawił mi swoim komentarzem ogromną radość !
A skoro już w tej Świdnicy jesteśmy, to popatrzmy okiem Skrzydlatego Chłopca na jej piękny Rynek, na przebogate mieszczańskie kamienice. Wybrałam dla Was dwie, ma się rozumieć, obydwie "moje".


CHŁOPEK I ZŁOTA KORONA

Chłopek oczywiście też złoty, jakże by inaczej.
Złotą jeszcze Świdnica ma gęś, koguta, złoty żaglowiec i bazyliszka, upss, bazyliszek już nie złoty. Opowiem o wszystkich, ale przy następnej okazji.




.
Rynek 7 i Rynek 8. Na te kamienice od wieków spogląda sobie Hermes. On z lotu ptaka, a ja to tak raczej z żabiej perspektywy, i żeby nie było - żaba trzeźwa, tylko z fantazją.





.
Chłopek, jak to chłopek, piękny jest, ale kamienny portal, nad którym stoi, to prawdziwe dzieło sztuki z czasów manieryzmu. Reliefy i płaskorzeźby wskazują na wyjątkowe dłuto Mistrza. Niestety, bezimiennego. Kamienica jest w większości renesansowa ale ma gotyckie, sklepione piwnice.

Oczywiście, tak jak większość świdnickich kamienic i ten dom ma swoją historię. Jak wieść gminna niesie miał w nim ponoć zamieszkiwać cesarski dowódca - Albrecht von Wallenstein. Był rok 1633, a Świdnica oblegana przez wojska cesarskie, pod dowództwem Wallensteina. Dnia 6 lipca, dla wsparcia obrońców miasta, przybyły pod Świdnicę posiłki, czyli armia szwedzko-sasko-brandenburska. Armia rozłożyła się obozem w pobliskich wioskach. Wallenstein nakazał usypanie szańców na wzgórzu Kuhberg (Krowia Góra, wzniesienie przy ulicy Bystrzyckiej). Do walki pomiędzy wrogimi armiami jednak nie doszło, przeciwnie, zawarto zawieszenie broni na cztery tygodnie. Podczas jego ratyfikacji, na Zielonym Polu, opodal Świdnicy, został śmiertelnie zraniony, strzałem z pistoletu, książę Ulrich, następca tronu duńskiego. Przewieziono go do Świdnicy, gdzie najbliższej nocy zmarł. W wyniku zawartego rozejmu Wallenstein zajął miasto. Nastał zły czas dla miasta. Głód i zaraza, przywleczona przez wojska cesarskie, spowodowały w mieście śmierć około siedemnastu tysięcy osób. Życie miasta płynęło jednak dalej. W 1739 roku w Domu Pod Złotym Chłopkiem otworzył księgarnię Jan Jakub Korn.

**Drzwi te mają być otwarte dla przyjaciela a zamknięte dla wroga** 
głosi łacińska inskrypcja nad wejściem.




Właściwie jak się dobrze przypatrzeć to nie jest taki zwykły sobie chłopek, to bogaty mieszczanin, tak bogaty, że kamienicą w samym środku Rynku mógł się pochwalić. I to jeszcze z szeroką, pięcioosiową fasadą.




Właściciel tej czerwonej kamienicy pochwalić się mógł jeszcze bardziej ! !
I fasada okazała, i wystrój przepychem barokowym olśniewa. 



.
Wystrój barokowy, wnętrza wcześniejsze, renesansowe, piwnice gotyckie. Przed renowacją elewacja była szaro-bura, obgryziona i wcale nie rzucała się w oczy. Po renowacji dostała pierwotną, barokową koszulkę, w ostrej barokowej czerwieni, z kontrastowym białym detalem. Wystrój częściowo jest odrestaurowany in situ, a częściowo odtworzony. Trzeba było detale zdjąć bardzo delikatnie, bo rozsypywały się w ręku, a potem odtworzyć w zaprawie sztukatorskiej. Kamienne, uszakowe obramienia okienne były zaciapane farbami emulsyjnymi i zupełnie nie było widać, że kamień. Teraz popatrzcie - stary piaskowiec pięknie eksponuje się na mocno czerwonym tle i dodaje dostojeństwa całej elewacji.



.
Długi czas kamienica ta  pełniła funkcję paradnego hotelu dla zamożnych kupców i obieżyświatów. Wcześniej, w pierwszej połowie osiemnastego wieku, miała tu siedzibę świdnicka poczta polowa.

*

Kamienice świdnickie to prawdziwe perełki i miód na serce projektanta. Straciłam rachubę, ile ich przeszło przez nasze ręce. Ciekawą przygodą i doświadczeniem, była dla nas kamienica dawnej Szkoły Muzycznej, czyli Rynek 4. Zaprojektowaliśmy w niej bank, pierwszy bank z prawdziwego zdarzenia w moim życiu. Ech - kiedy to było. Prawdziwą szkołą były dla mnie jednak piwnice. Świdnica, serce Księstwa Świdnicko-Jaworskiego, miasto bogate, słynące z produkcji przedniego piwa, rozwijało się bardzo prężnie. Mieszczanie byli bogaci i bogate domy stawiali, zaczynając od piwnic. Miasto spłonęło w wielkim pożarze, ale piwnice ocalały. Świdnickie średniowieczne piwnice to kopalnia historycznej wiedzy, nie ustępują w niczym słynnym piwnicom wrocławskim.


 .
 Rzut kamieniem od Hermesa, 
"nasze" kamienice - Rynek 3 i Rynek 4




.
Odtworzony kamienny akroterion.

Udało się namówić inwestora na odtworzenie aż trzech akroterionów, wieńczących niegdyś attykę. Niestety, nie udało się namówić wykonawcy na przestrzeganie reżimów technologicznych. Farba zbyt szybko została położona na świeży tynk i w efekcie nasza piękna, elegancka, oliwkowa kamienica bankowa z czasem zdechła na szaro. Wykonawca przysięgał, że ponownie pomaluje, ale i tak wszyscy wiedzieli, że na bank, Bank jak już rozpocznie działalność, to do malowania wracał nie będzie.

 
Współczesna Świdnica, pod względem podejścia do historycznego dziedzictwa, na prawdę miała szczęście. Gdy tylko okres słusznie miniony odszedł w niebyt, Miasto ruszyło do porządkowania, a zaczęło na prawdę z głową, czyli od opracowania "Studium Historycznego Starego Miasta". Obszar w obrębie starych murów miejskich podzielony został na kwartały urbanistyczne. Każdy kwartał opracowany historycznie, architektonicznie i perspektywicznie. Braliśmy, jako biuro, udział w opracowaniu Studium. Potem trafiły nam się jeszcze projekty dwóch historycznych kwartałów. Pamiętam nawet, że prezentowaliśmy te prace w Sejmie. Jako wzór dla innych miast.

Tamte dokumentacje to było dla nas bardzo ciekawe doświadczenie. W ramach opracowania kwartału są na przykład badania archeologiczne. Poznałam wtedy co to artefakt i oglądałam rzymskie skorupy z okresu wędrówki ludów. Dowiedziałam się też, że dla archeologów szczególnie cennym wykopaliskiem są, uczciwszy uszy, wychodki, wiele rzeczy do takich wychodków zostało wyrzuconych i dzięki temu wieki przetrwało. Oprócz archeologicznych, robi się też badania historyczne, projekty architektoniczno-urbanistyczne, opracowanie terenu, z zaprojektowaniem obsługi komunikacyjnej, podziału na działki, oczywiście z odwołaniem do podziałów historycznych. I jeszcze żmudną część prawno-własnościową. Opowiadam o tym, bo  przypadła nam wtedy w udziale współpraca z historykami, mieliśmy stworzyć z nimi zespół. Jeszcze na świeżo miałam w pamięci czasy uczelni. I ja, i mój wspólnik architekt, też, a tu nagle się okazało, że w zespole mamy same sławy, na czele z naszym profesorem, TYM profesorem ! Noooo - pomodliłam się chyba ze cztery razy przed pierwszy spotkaniem. Co innego w Katedrze Historii Sztuki, co innego w projektowym zespole, na "równych" prawach. Wtedy nauczyłam się chyba najwięcej. Profesor to pasjonat. Dzielił się z nami swoją wiedzą a my, nie ukrywam jak te gąbki, chłonęliśmy wszystko, co mówił, a jeszcze bardziej to, co pokazywał. Tak na prawdę dopiero wtedy dowiedzieliśmy się co to takiego ta chronologia, co historyczne rozwarstwienie murów, co badania stratygraficzne. Wiedza tajemna. Ganialiśmy we trójkę po tych piwnicach, a Profesor pokazywał, uczył rozpoznawania wieku muru po kształcie cegieł, po wiązaniach, po zaprawie. Palcami rozpoznawałam co zaprawa wapienna, uczyłam się jej koloru. I jeszcze wielu rzeczy się uczyłam ...


KONIEC, znowu się rozgadałam.

*


Na pamiątkę zostawię tu sobie dzisiejszy komentarz z FB



.
Dotyczył poprzedniej notki. Sprawił mi ogromną radość :-) ! Dziękuję ...


*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil  

czwartek, 12 maja 2016

PAŁAC

jak z baśni tysiąca i jednej nocy. To z daleka.
A z bliska miejscami jak z opowiadania o złej czarownicy, albo złośliwych gnomach, co gryzą , podgryzają i wygryzają.




.
Pałac w Krowiarkach. Widok od strony parku. Pamiętacie ??? pisałam już kiedyś o tym pięknym obiekcie, a nawet obiecałam ciąg dalszy historii. Nie wymieniłam tylko nazwy pałacu. A że damy spełniają obietnice, nawet w dzisiejszych czasach, więc teraz zapraszam. Wcześniej tylko przypomnę:


Pałac wyróżnia fantazja i malarskość.  Zestawianie różnorakich form architektonicznych, nieregularność rzutu, bogactwo, a nawet przepych dekoracji, zróżnicowanie bryły, bogactwo ryzalitów, wież i wieżyczek, formy dachów, lukarny, szczyty, wszystko to układa się w przebogaty, a jednak harmonijny bukiet. Wielość stylów, wielość form, nagromadzenie wszystkiego na raz, mogło dać odwrotny skutek, dysonans, czy nawet, jak by to dzisiaj ktoś powiedział, wręcz kociokwik. Mogło, ale nie dało, bo ci, co przykładali rękę do tej budowli robili to z wyjątkowym znawstwem, wyczuciem i na prawdę po mistrzowsku. Pałac miał szczęście, bo z tych samych kwiatów jeden ułoży miotłę, drugi piękną wiązankę. Ta wiązanka na prawdę godna jest uwagi i podziwu.

Pałac wybudowany został z cegły.  Starsza  część to korpus główny i skrzydło południowe. Na górnym zdjęciu to część widoczna po lewej stronie. Pomijając fragmenty wieżowe, jest to budowla jednopiętrowa. Pierwotną część pałacu wieńczy dach mansardowy z lukarnami, niegdyś dach ten pokrywał łupek. Elewacje są otynkowane. Na fragmentach tynku, pod złuszczona współczesną farbą, widać czerwone wymalowania. Wnętrze rozplanowane zostało w układzie dwutraktowym, sale od zachodu i od wschodu, rozdzielone korytarzem międzytraktowym, z sienią pośrodku. W tej części znajdują się jedne z najpiękniejszych sal pałacu. Od strony wejściowej Sala Balowa i Sala Jadalna, od strony parku Sala Mauretańska. Sale pałacowe, jak kto woli komnaty, nakrywają przepiękne sufity, z przebogatą dekoracją stiukową, albo drewnianą, spotkać też można sufit pokryty elementami wytłaczanymi z mosiężnej blachy, pokrytymi różnobarwną emalią. W pałacu oczywiście jest też komnata łaziebna, czyli łazienka, w stylu biedermeier, pokryta delikatną biało-liliowa ceramiką. Nad natryskiem, do którego schodzi się schodkami, jest piękna rzeźba, a na białych kaflach fruwają liliowe jaskółeczki. Oprócz natrysku była tam wanna i,  uczciwszy uszy, hrabiowski sedesik.
Nowsza część pałacu jest już wyższa i ma dwa piętra. Założona została na rzucie prostokąta z dwoma płytkimi ryzalitami i cylindryczną wieżyczką. Tę część pałacu nakrywa dach dwuspadowy. Część nowszą pałacu z częścią starszą łączy okazała, reprezentacyjna klatka schodowa. Klatka otwiera się do obu części pałacu, a oświetla ją witrażowy świetlik w dachu.

W pałacu, niczym w lustrze, odbijają się dziewiętnastowieczne style, mody i gusty. To, co dzisiaj ukazuje się naszym oczom, jest efektem przebudów, częstych zmian i modernizacji. Tak urokliwy obiekt powstał z inspiracji sztuką nowożytną różnych epok, od renesansu, manieryzmu, baroku aż po rokoko, doskonale wpisanej w elementy nowoczesnej wówczas secesji. Oczywiście mamy tu też "zwykły" barok. Nie dziwi styl neomauretański czy biedermeier, bo przy tej różnorodności dlaczegóż miałby dziwić. Na zdjęciu poniżej elewacja pałacu widoczna od frontu.


.
Budowla stoi na lekkim wzniesieniu w urokliwym parku. Jesienią miejsce przypomina scenerię filmu. Takiej scenerii nie powstydziłby się sir Arthur Conan Doyle, a mistrz Hitchcock spokojnie mógłby stopniować tu grozę. 



.
Park istniał właściwie już od wybudowania pałacu, ale szczególnego wyrazu nadali mu w połowie dziewiętnastego wieku Amand i Fanny von Gaschinowie. Później Edgar Henckel-Gachin von Donnersmarck zmienił park według znakomitego projektu Gustava Naumanna i Fritza Hanischa.




.
Park wokół pałacu ma prawie osiemnaście hektarów. Gatunki niezwykłych drzew były sprowadzone aż z Anglii, a sadzone je osobno, tak, aby w pełni można było podziwiać ich piękno. Po parku prowadziły ścieżki usypane z białego kamienia, a samym środku był się sztuczny staw z romantycznym mostkiem a przy pałacu altany, latarnie i rzeźba myśliwego.




.
Sam pałac jest centrum tego pięknego założenia, ale czegóż tam jeszcze nie ma ?!! czego jeszcze nie było ?! Mauzoleum właścicieli, altana , dom zarządcy, oranżeria, browar i gorzelnia, zabudowania gospodarcze ze stajniami i krytą ujeżdżalnią, nawet domek mastalerza. Większość, choć w różnym stanie, zachowała się do dzisiaj.  Wszystko to tworzyło z parkiem wyjątkowo urokliwe miejsce.


HISTORIA


Do siedemnastego wieku stał tu dwór drewniany. Piękny szlachecki dwór. Dwór należał do możnego rodu. Murowany pałac to już późniejsza historia.
1678 w wiosce Krowiarki zostaje wzniesiony pałac z drewna, Pałac należy do możnej rodziny von Beess, ówczesnych właścicieli Krowiarek.
1690 pałac przejmuje Leopold Paczyński, hrabia Tenczynka i Paczyny.
1798 właścicielem drewnianego pałacu zostaje graf Karol von Strachwitz.
1725  Karol von Strachwitz przekazuje w testamencie swój majątek synowi, Janowi Maurycemu i nakazuje mu budowę murowanego pałacu.
1826 Jan Maurycy von Strachwitz  rozpoczyna budowę murowanego pałacu, na miejscu poprzedniego, drewnianego.
1840 Ernest Joachim von Strachwitz, syn Jana Maurycego, kontynuuje budowę. Wyposażenie powstałej budowli kosztuje go 126,6 tys. marek
 1842 (1843?) Ernest Joachim von Strachwitz sprzedaje wieś rodzinie Gaszynów, a dokładnie swojemu kuzynowi hrabiemu Amandowi von Gaschin. Amand Leopold Erdmann Edward hrabia von Gaschin (takie nazwisko przyjęli Gaszynowie przyjmując tyruł hrabiowski w 1653 roku) poślubia  w Roku Pańskim 1837 polską kompozytorkę i filantropkę Fanny Leszczyc - Sumińską. Hrabina Fanny, czyli Franciszka Nimfa von Gaschin-Rosenberg (Sumin-Sumińska) osiada wraz z mężem w Krowiarkach. Amand i Fanny mają trójkę dzieci: Wandę Malwinę, Pamelę Ernestynę i Mikołaja Melchiora. Młodsza córka jest upośledzona umysłowo, syn poświęca się karierze wojskowej, w randze podporucznikiem kirasjerów. Spadkobierczynią rodziny zostaje najstarsza córka, hrabianka Wanda.
1856 15 maja hrabianka Wanda Malwina von Gaschin, w wieku 19 lat, poślubia w Krowiarkach grafa Hugona II Henckel von Donnersmarck. Wanda  Malwina i Hugo II Karol Łazarz Eugeniusz Fryderyk Henckel von Donnersmarck, dają początek nowej linii na Brynku i Krowiarkach, czyli linii  Henckel-Gaschin von Donnersmarck.
1879 hrabina Wanda  Malwina Henckel-Gaschin von Donnersmarck  dziedziczy po swojej matce, Franciszce Nimfie von Gaschin-Rosenberg, majątki wokół Kietrza, Makowa i Krowiarek. No i oczywiście nasz pałac, który od tej chwili staje się własnością rodu Henckel von Donnersmarck.
1892  pożar trawi północną, wówczas jeszcze drewnianą, część pałacu.
1898 skrzydło północne zostaje odbudowane w stylu w stylu secesyjnym, stanowi ono właściwie oddzielną budowlę.
1900 z  majątków powstaje ordynacja. Hugo i Wanda zamieszkują Krowiarki do 1905 roku, a potem przenoszą się do pałacu w Brynku. W maju 1906 roku w Krowiarkach obchodzą złote wesele, co odnotowują Nowiny Raciborskie: "Wczoraj obchodził hr. Henckel-Donnersmarck z swą małżonką hr. Wandą z Gaszynów uroczystość złotego wesela. Z tej okazji wieś była pięknie przystrojoną, wieczorem była wspaniała iluminacya, puszczano także sztuczne ognie. Hrabina Wanda, właścicielka Polskiego Krawarza jest ostatnią po kądzieli ze starej, możnej rodziny górnoślązkich hrabiów Gaszynów" (* Polski Krawarz - przez pewien czas Krowiarki)
1911 pałac zamieszkuje Edgar I graf von Henckel-Gaschin.
1939 pałac staje się własnością Hansa II grafa von Henckel-Gaschin. który  przetrwa tu całą wojnę. Hans II czyli - Jan (Hans) Maria Łazarz Amand Antoni Henckel-Gaschin von Donnersmarck, o matuniuuuuu .
 1945  gdy zbliża się front wschodni graf wysyła żonę za granicę, a sam, w marcu  wsiada na rower i ucieka przed wojskami Armii Czerwonej do Baborowa. Stamtąd pociągiem do Czech i, via Czechy, aż do Brazylii.


TERAZ TROCHĘ IKONOGRAFII



Tak wyglądał pałac w roku 1914.



Sala Balowa

Jedno z piękniejszych wnętrz pałacu, nazywane w niektórych źródłach Salą Białą, Salą Portretową czy Błękitnym Salonem. Zachwycająca. Tylko popatrzcie - jeszcze w 1965 roku była tak dobrze zachowana. Biało-złote cacko, oprawne dekoracją sztukatorską i snycerską, nawiązującą do motywów barokowych, rokokowych i stylu regencji. Sufit, którego głęboka faseta tworzy coś na kształt zwierciadlanego sklepienia, ozdobiony jest owalnym plafonem. Są na nim anioły, tarcze herbowe, wieńce, girlandy i chmury. Pod fasetą dekoracyjny fryz z wieńców róż, girland, twarzy nimf i satyrów. W narożach fasety mitologiczne rzeźby i kartusze z herbami. Charakterystycznym elementem jest barokowy kominek, z kariatydami i atlantami. Nad kominkiem wielkie lustro z obramieniem snycerskim w kształcie palmowych liści. Na ścianach boazerie z festonami i maskami. Kratki, wstęgi, kartusze, muszle, woluty, rocaille i róże. Stiukowe grupy satyrów, putta, malowidła z rodzajowymi scenkami i freski. W boazerie wkomponowane zostały cztery portrety rodziny cesarskiej.



Jego wysokość cesarz Karol VI


Jej wysokość cesarzowa Elżbieta Krystyna


Jej wysokość cesarzówna, nie znam imion
Maria Anna, albo Maria Teresa


Portrety dodawały sali splendoru i zapewne miały w jakiś sposób podkreślać powiązanie rodu magnatów z cesarskim dworem Habsburgów. A ród był znakomity, jak na ówczesne czasy. Wraz z ucieczką z pałacu Hansa Henckla Gaschin von Donnersmarck, w 1945 roku, skończyła się tu era panowania magnatów.




.
Tylko na elewacji ciągle jeszcze widnieją herby rodowe. Ten po prawej to herb rodziny von Gaschin,  a ten po lewej pewnie rodu von Donnersmerck.

Po wojnie w pałacu urządzono dom dziecka, potem przedszkole, szpital, wreszcie sanatorium. W 1989 roku pałac stał się własnością osoby prywatnej. Później, z roku na rok, niszczał coraz bardziej, a jego właściciel unikał konserwatora zabytków jak zarazy.  W końcu, w 2004 roku wystawiono pałac na sprzedaż. Dopiero w 2006 roku, znalazł się nabywca z luksemburskim kapitałem. I wreszcie prace ratujące obiekt przed całkowitym zniszczeniem ruszyły. Tu skromnie napomknę, że dwa lata później my pojawiliśmy się na pałacowym horyzoncie.

Jak dostaję do opracowania jakiś zabytek lubię najpierw, zanim wezmę się do pracy, pobuszować po tekstach źródłowych, odczytywać historie mieszkających w nim ludzi, zanurzyć się w ich świat, zwyczaje, nawet tytuły czy imiona. Ech, taki hrabia ośmiorga imion to jest to ! No a jak wyglądam przy nim ja,  Anna Zofia imion tylko dwojga ? i to jeszcze bez tytułu i rodowych włości ... cienka Bolkowa. 


ZAGADKA ?

Odgadnij dziesięć szczegółów, którymi różnią się dwie poniższe fotografie.



.
.
Dla ułatwienia dodam, że oba zdjęcia dzieli kilka lat. Zresztą mniejsza już o dziewięć szczegółów, wystarczy mi ten jeden, najważniejszy szczegół !!!


.
Szczegół widać doskonale od drugiej strony pałacu, czyli od frontu. To przepiękna neobarokowa wieża. Niestety, była już wieża. W sierpniu 2007 roku nad Krowiarkami przeszła wichura. I tu pech - wichura spowodowała przechylenie wieży. Zresztą może pech, a może prawidłowość. Wieża wsparta była na ośmiu drewnianych belkach. Jednej belki już nie było, druga belka całkowicie zgniła, a trzecia, jak wiatr mocniej powiał, złamała się na pół. No na jednej belce to nawet dziecko wie, że nie da rady. Wieża groziła zawaleniem do środka pałacu, i to prościutko do sali balowej. Po oględzinach i burzy mózgów zdecydowano się na zdjęcie zabytkowej wieży. Przyjechała straż pożarna, z drabiny strażackiej można było robić pomiary, jak Pan Bóg przykazał, czyli "in situ". Potem wieżę zdjęto.

Była wieża, nie ma wieży 
teraz wieża w trawie leży.

Zrymowało mi się. Trochę głupawo, ale za to prawdziwie. Inwentaryzacja wieży trwała prawie cały sierpień. Wieża, zanim ją zdjęto, musiała zostać bardzo dokładnie wymierzona no i oczywiście "obfotografowana" i to w najdrobniejszych detalach, tak, aby po jej zdjęciu można było odtworzyć ją w oryginalnym kształcie. Inwentaryzację, szczęściem, wykonał doskonały wrocławski architekt. Potem zespół konserwatorów zajął się renowacją, pieczołowitym zabezpieczaniem zachowanych blaszanych detali, a przy okazji odtwarzaniem detali brakujących, według posiadanych oryginałów. To, czego nie dało się w żaden sposób uratować leży sobie teraz smętnie w trawie, przed frontową elewacją. Kiedyś wieża zostanie odtworzona identyczna jaka była, hełm pokryją rybie łuski, zalśni iglica, a z kartuszy groźnie spoglądać będą maszkarony. Najpierw trzeba jednak uratować i zabezpieczyć to, co jeszcze się zachowało, czyli stropy i dach. To właśnie projektowo nasze zadanie. A pałac wart zadania i ratowania !!!!


WNĘTRZA
Niestety, to nie moje zdjęcia.  


.
.
.
.
.
.

.
Zdjęcia wnętrz piękne, artystyczne i profesjonalne. Autorem jest młody człowiek, trzydziestolatek, pasjonat. Już autor książki. Chapeau bas.  Wnętrza, jak widać, są magiczne. Podobno można zrobić w nich ślubną sesję zdjęciową. Dla oglądających zachwyt, ja niestety mam skrzywienie zawodowe, jak patrzę na przykład na takie zdjęcie klatki schodowej to najpierw - ooooch !!!!! a potem - o matuniu, pożarówka ! i zaraz myśli zaczynają błądzić po bezdrożach niemożliwości ...  Ktokolwiek będzie robił projekt wnętrza, czy to będę ja, czy kto inny, niejedną nockę zaliczy nad łamigłówką, jak tu niemożliwe uczynić możliwym. Bo takie na przykład żeliwo - idealny materiał do rzeźbienia stopni w prawdziwe arcydzieła, jednak gdy się pali, to żeliwo rozgrzewa się i o wiele gorzej służy ewakuacji niż drewno, fakt, są farby pęczniejące, ale uroku stopniom odbiorą, a jeszcze schody kręcone są, klops na całej linii ... jedyny sposób to chyba anioła posadzić ze spadochronem, jak by co. W tym przypadku fotograf od pokazywania cudów jest, a projektant od czarnej roboty i od dokonywania cudów. Ale ja tę czarną robotę kocham okrutnie.

Wracając do wnętrz - ja, jak zwykle, mam tylko robocze zdjęcia. Zdjęcia pomieszczeń, którymi właśnie się zajmujemy. Po tamtych profesjonalnych fotografiach te aż wstyd pokazać, ale pokażę, bo mają dla mnie wartość, pokazują naszą pracę od kuchni, no i tylko tu można je zobaczyć.


.
.

PROJEKTY

1.  Na pierwszy ogień poszedł projekt zabezpieczeń i remontu części stropów. Robiliśmy ten projekt dawno, w latach 2008 i 2009.  Przed przystąpieniem do projektu budowlanego trzeba było przede wszystkim dokonać oceny stanu technicznego obiektu, na podstawie oględzin i badań makroskopowych poszczególnych elementów konstrukcyjnych. I okazało się, że stropy drewniane, w przeważającej części, są mocno zniszczone, belki drewniane, w strefie oparcia na murze w większości przegniłe, grożą zawaleniem a nawet już się zawaliły. Wszystko to przez działania wilgoci pochodzącej i od ścian podciągających kapilarnie wodę z gruntu, i od wody opadowej, przedostającej się bezpośrednio na ściany i stropy przez  nieszczelności w pokryciu dachowym. Elementy drewniane stropów, w większym lub mniejszym stopniu zostały porażone przez grzyby i owady niszczące drewno. Tylko niewielka część stropów zachowała się w stanie umożliwiającym czasowe użytkowanie. No niestety, pod dynamicznym obciążeniem człowieka, stropy te wykazywały nierównomierne drgania. Rozbiórka takich stropów to skomplikowana operacja, trzeba przecież wcześniej delikatnie zdemontować i zabezpieczyć elementy ozdobne. Wszystko zgodnie z wytycznymi opracowania konserwatorskiego.





.
Na rysunku parteru zaznaczyłam kolorami trzy piękne sale, o których już tu wcześniej pisałam : salę balową, jadalną no i mauretańską, żebyście mogli tak jakoś sobie to przestrzennie wyobrazić. A teraz popatrzcie jak na tym rysunku czerwono !!! czerwone przerywane linie to są belki stropowe w ratowanych stropach, tych, co to były na najlepszej drodze do zawalenia. Ale się nie zawaliły ! W miejscu części stropów drewnianych trzeba było wykonać stropy żelbetowe, płytowo-żebrowe o układzie żeber zgodnym z układem zdemontowanych belek drewnianych. Wymianę stropów wolno było prowadzić sukcesywnie, pomieszczeniami. Ściany w miejscu oparcia stropów wymagały odpowiedniego przygotowania.




.
Najciekawsze dla mnie było wzmocnienie stropu nad Salą Mauretańską. Wykonano je pozostawiając stare, drewniane belki stropu i wykorzystując podstemplowaną podsufitkę, razem z wkładkami styropianowymi, jako tracony szalunek nowego stropu żelbetowego. Dla zachowania górnego poziomu posadzki wysokość istniejących belek drewnianych trzeba było obniżyć o ok. 10cm, tworząc miejsce dla żelbetowej płyty. W drewnianych belkach zamontowano stalowe klamry dla zakotwienia ich w płycie żelbetowej, w ten sposób słaby strop drewniany został podwieszony do nowego stropu żelbetowego. W innej sali, żeby umożliwić  wykorzystanie zachowanych elementów dekoracyjnych zastosowano żebra stropu żelbetowego o zmniejszonym rozstawie (66cm) i przekroju 14x25cm – dostosowanie do wymiarów zachowanych elementów. Dla usztywnienia konstrukcji przestrzennej budynku nowe stropy skotwiono ze ścianami konstrukcyjnymi.


2. W zeszłym roku przyszła kolej na następny projekt, czyli na REMONT WIĘŹBY DACHOWEJ I DACHU. Znowu ogromna praca. Miesiące przy komputerze, stały kontakt z konserwatorem zabytków. Cała więźba w projekcie podzielona została na kilka segmentów. To dla ułatwienia choćby drukowania a potem wykorzystywania na budowie rysunków. Przy wymaganej skali rysunki całej więźby to straszne jamniki. Rezultat naszej pracy pokażę na przykładzie jednego z segmentów :




.
Niższy poziom więźby i strop nad korytarzem. Na czerwono zaznaczone są elementy, które zostaną wymienione na nowe, według istniejących. Tu jeszcze da się wytrzymać, elementów do zachowanie jest sporo.



.
Tutaj to już czerwono !!! elementy nośne jako tako ale krokwie - absolutny rozkusz bawełniany, jak mawiał kiedyś mój szef. Co mogło to stare krokwie podżarło a woda skutecznie dzieła dokończyła.



.
Kto dociekliwy jest i lubi wiedzieć co, jest co, to proszę bardzo - można sprawdzić co słup, co podwalina, co kleszcz, a co krzyżulec albo zastrzał.




Projektowanie to praca zespołowa. Mam nadzieję, że nasz elektryk mnie nie zamorduje, że pozwoliłam sobie bez zgody pokazać jego pracę. Dla mnie ciekawa jest taka odgromowa instalacja. Pewnie dobre anioły i duchy przodków unoszą się nad budowlą i pilnują pałacu, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże - odgromy i uziomy czynią swoją powinność ! a właściwie to czynić będą, bo projekt z końca zeszłego roku, a od końca projektu do końca prac droga daleka.


MODEL WIĘŹBY





.


.
Model wygląda jak bajkowa konstrukcja z patyczków i zapałek.  Ale to nie jest zabawka, każdy element ma tu określoną "matematycznie" wielkość i położenie w przestrzeni. Wszystko jest dokładnie zmierzone i obliczone, każdy układ statyczny sprawdzony.



.

.
Tak widzimy model na monitorze podczas tworzenia. Tło jest czarne. Tło przeważnie przyjmuje się czarne, lepiej wtedy linie są widoczne. Trochę inaczej wygląda to w przypadku rysunków płaskich. Tło również przyjmuje się czarne ale używa się warstw i kolorów. Każdy oczywiście warstwy i kolory sam sobie ustawia. każdemu co innego się świeci i po oczach daje. Oczywiście można sobie szare tło ustawić ale ja ślepawa jestem więc świeci mi się wyłącznie na czarnym. Dlatego też większość rysunków, które pokazuję ma czarne tło, jest to po prostu zrzut z ekranu. Czasem zamieniam na pliki do druku i dopiero robię zrzut ale traci się wtedy na jakości a i tak rysunki na blogu nie są zbyt czytelne i trzeba blokować wymiarowanie i opisy.




Teraz zbliżenie na konstrukcję wieży.



I wieża w koszulce ... 
Jeśli o modę chodzi, to koszulka neobarokowa.

Akurat wieża nie jest nasza. Wieżą już wcześniej zajmował się Wrocław, gotowa została zaimportowana w do naszych rysunków całego dachu.
Myślę, że fajnie jest tak sobie popatrzeć, jak to ta konstrukcja na prawdę wygląda. Tyle już lat pracuję a takie rzeczy niezmiennie wprowadzają mnie w zachwyt. Nad geniuszem człowieka, nad talentem twórcy, trafnością intuicji i precyzją myśli. Nie ma oczywiście obowiązku sporządzania modeli przestrzennych, ale te modele bardzo ułatwiają prawidłowe przeniesienie skomplikowanych i nakładających się na siebie elementów na rysunek płaski. Model pomaga później prawidłowo odczytać płaski rysunek wykonawcom no i oczywiście inwestorowi. Zostaje też na przyszłość jako swego rodzaju dokument.


3. I wreszcie trzeci projekt, świeżutki, bo tegoroczny. Tamte dwa projekty to domena konstruktorów, czyli braciszka i bratanka, a ten trzeci - moja. Mówię o projekcie witraży w oknach Mauzoleum. Były tam kiedyś witraże, zachowały się niewielkie fragmenty, elementy konstrukcji i małe odłamki szkła, w kolorze kobaltowym. Dzisiaj tego już nie pokażę, bo niechcący wyszedł mi już nie jamnik, ale wręcz stonoga o tysiącu kończyn.

*

Ponoć prawdziwego architekta
poznaje się nie po tym jak zaczyna
a po tym jak kończy ... i co ???

i końca nie widać ...

*


                        z przyjemnością polecam Malina M *                          

strona liiil